Aktualności - listopad 2011 PDF Drukuj Email

Wiadomości, "niusy", ciekawostki, aktualności - różne, różniste... Cool

 

Przedstawiamy Wam ŻOŁNĘ - ciętego i dowcipnego komentatora bieżących wydarzeń.
Zaglądajcie, a nic ciekawego Was nie ominie!





wtorek, 29 listopada 2011

Bandycki wybryk komandosa z Krakowa

36-letni oficer Dowództwa Wojsk Specjalnych (DWS) w Krakowie był wśród osób, które na początku listopada siłą odebrały ojcu półtoraroczne dziecko – donosi "Dziennik Polski".

- Mężczyźni zamaskowani byli kominiarkami, używali m.in. gazu łzawiącego, którym obezwładnili 22-letniego mężczyznę i jego 49-letniego ojca. Później pobili ich; na rękach starszego zatrzasnęli kajdanki. Matka zabrała dziecko, wszyscy oddalili się w nieznanym kierunku – relacjonuje Joanna Kopeć z zamojskiej policji. Ojciec nie chciał oddać matce malucha, bo twierdził, że od kilku miesięcy nie interesowała się losem dziecka.

Według dziennika wśród uczestników zajścia był mundurowy w stopniu podpułkownika. Wszystkich zatrzymano dzień później w Lublinie, a śledczy postawili im zarzuty pobicia, uszkodzenia mienia i zmuszania do określonego zachowania. - Wszystkie osoby zostały aresztowane, ale 36-letni mieszkaniec Krakowa złożył zażalenie na tę decyzję i wyszedł na wolność, a sprawę ponownie rozpatrzy sąd – mówi Ewa Pizun z prokuratury rejonowej w Zamościu.

Nie wiadomo na jakim stanowisku mężczyzna służy w DWS – to tajemnica. Po aresztowaniu został zawieszony w obowiązkach służbowych, ale kiedy sąd uchylił areszt – wrócił do pracy. Ostateczna decyzja co do dalszych losów oficera zapadnie jeśli zostanie prawomocnie skazany przez sąd.

DWS odpowiada za dowodzenie, szkolenie i przygotowywanie do działań bojowych podległych jednostek specjalnych, m.in. GROM-u, Formozy.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 29 listopada 2011

40 awansów za Rosomaki

Czterdziestu żołnierzy rezerwy – pracowników Wojskowych Zakładów Mechanicznych SA – awansowało 11 listopada na wyższe stopnie wojskowe.

Minister obrony podziękował im w ten sposób za wzorowe pełnienie obowiązków służbowych oraz serwisowanie na misjach w Czadzie i Afganistanie transporterów Rosomak należących do polskiego kontyngentu.

24 listopada w siedzibie firmy w Siemianowicach Śląskich awanse odebrali: oficer, pięciu podoficerów i 34 szeregowych. Przy okazji dwaj rezerwiści misjonarze dostali Gwiazdy Konga. Akty mianowania wręczał w imieniu ministra szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Katowicach pułkownik Krzysztof Radwan w obecności szefów komend uzupełnień z Chorzowa, Będzina i Katowic, którym podlegają wyróżnieni rezerwiści.

źródło: DP WP

____________________________________________

 

wtorek, 29 listopada 2011

Artyleryjska nawała

Trening kierowania ogniem połączony ze strzelaniem amunicją bojową był sprawdzianem wyszkolenia żołnierzy, w tym szeregowych zawodowych, którzy w 2011 roku rozpoczęli w pułku zawodową służbę wojskową.

Trening pod kryptonimem „Nawała 11”, przeprowadzony przez dowódcę 23 Pułku Artylerii pułkownika Andrzeja Lorenca, odbył się 24–25 listopada. Jego tematem była realizacja wsparcia ogniowego na rzecz pierwszorzutowego związku taktycznego oraz odwodu zgrupowania operacyjnego.

W aspekcie taktyczno-operacyjnym trening był zwieńczeniem przedsięwzięć realizowanych przez sztab pułku w bieżącym roku. Natomiast dla pododdziałów 3 dywizjonu artylerii rakietowej, dowodzonego przez majora Piotra Kobyłeckiego, był praktycznym sprawdzianem umiejętności żołnierzy, którzy po zmianach organizacyjno-etatowych bolesławieckiej jednostki działali na nowych stanowiskach służbowych. Dodatkowo dla szeregowych zawodowych, którzy w 2011 roku rozpoczęli zawodową służbę wojskową w 23 Pułku, był pierwszym bojowym sprawdzianem.

Za wykonane amunicją bojową zadania ogniowe i osiągnięte wyniki dywizjon otrzymał od kierownika treningu pułkownika Lorenca wysokie oceny. Warto dodać, że na ich uzyskanie złożyła się także praca pozostałych żołnierzy dywizjonu odpowiedzialnych za zabezpieczenie geodezyjne, meteorologiczne, balistyczne oraz techniczne.

źródło: DP WP

____________________________________________

 

 

wtorek, 29 listopada 2011

DZIEŃ PODCHORĄŻEGO W AKADEMII MARYNARKI WOJENNEJ

Uroczysty apel, przekazanie władzy nad uczelnią podchorążym, defilada oraz pokaz Bractwa Kurkowego Grodu Zabrzańskiego – to główne elementy obchodów Dnia Podchorążego w Akademii Marynarki Wojennej. Na pamiątkę wydarzeń z 29 listopada 1830 roku, rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego, współcześni podchorążowie – studenci Akademii MW przypominają tradycje walki o niepodległość oddając w ten sposób hołd patriotycznej młodzieży wojskowej. Wtorkowe uroczystości rozpoczną się o godz. 16:00 na placu apelowym uczelni.

Uroczysty apel rozpocznie się od wybicia dzwonem „szklanek okrętowych”, a odbywał się będzie w blasku pochodni trzymanych przez podchorążych. W czasie uroczystości zostaną odczytane rozkazy okolicznościowe, a następnie spośród podchorążych zostanie wyznaczony honorowy rektor-komendant. Symbolicznie przejmie on, na ten jeden dzień, władzę nad uczelnią. Studenci wojskowi II roku wystąpią w mundurach historycznych nawiązujących do okresu Powstania Listopadowego. Tak właśnie będzie prezentowała się tego dnia warta honorowa. Podchorążowie wyznaczą również swojego oficera dyżurnego Akademii Marynarki Wojennej. Potem nastąpi odprawa i zaprzysiężenie służb wewnętrznych oraz honorowej warty. Posterunek zostanie wystawiony pod Pomnikiem Bohaterów Westerplatte, pod którym również zostaną złożone kwiaty. W trakcie uroczystości odbędzie się także symboliczne przekazanie dowodzenia Batalionem Szkolnym, do którego przydzieleni są wszyscy podchorążowie.

 

Z okazji Dnia Podchorążego zorganizowany jest również turniej koszykówki służb mundurowych. Zawody odbędą się na hali sportowej AMW, a uroczyste otwarcie turnieju zaplanowane jest na wtorek, 29 listopada na godz. 8:30. Bezpośrednio po nim rozpocznie się pierwszy mecz.
Wystartuje sześć drużyn:

- Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej - Ustka,
- Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia - Toruń,
- Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki – Zegrze
- Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych – Poznań
- Komenda Miejska Policji - Gdynia,
- Akademia Marynarki Wojennej - Gdynia.

29 listopada 1830 roku nastąpił atak na Belweder – siedzibę rosyjskiego dowódcy armii polskiej Wielkiego Księcia Konstantego. Akcję powstańczą zainicjowali podchorążowie Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie pod dowództwem swojego instruktora, podporucznika Piotra Wysockiego. Dzień ten zapoczątkował Powstanie Listopadowe i jest jednocześnie świętem wojskowych studentów nazywany Dniem Podchorążego. Obecnie jest uroczyście obchodzony w uczelniach wojskowych. 

źródło: MW RP

____________________________________________

 

 

poniedziałek, 28 listopada 2011

93. rocznica odtworzenia Marynarki Wojennej

W poniedziałek, 28 listopada, mijają 93 lata od dnia, w którym Naczelnik Państwa – marszałek Józef Piłsudski powołał do życia Marynarkę Wojenną. Główne uroczystości rocznicowe rozpoczną się o godzinie 12:00 przy Płycie Pomniku Marynarza Polskiego. Na wszystkich okrętach MW podniesiona zostanie wielka gala banderowa.

Po raz pierwszy polskie siły morskie odegrały ważną rolę w XV wieku.  Polska flota kaperska, podczas Wojny Trzynastoletniej z Zakonem Krzyżackim zablokowała wówczas Bałtyk i uniemożliwiła dostawy do Królewca, zwyciężając flotę krzyżacką w bitwie na Zalewie Wiślanym (1463). Około 100 lat później, w 1568 roku Sejm powołał do życia Komisję Morską – pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych w Europie organów władzy państwa na morzu. Następnie, z początkiem XVII wieku Zygmunt III Waza zarządził tworzenie królewskiej floty wojennej. Okręty były budowane w Gdańsku i Pucku. Decyzja ta była pierwszym programem budowy okrętów wojennych. W 1625 roku król powołał do życia Komisję Okrętów Królewskich. Dwa lata później, 28 listopada 1627 roku nasza flota odniosła zwycięstwo pod Oliwą nad blokującą Gdańsk eskadrą szwedzką. Niestety kolejne lata przyniosły regres w polityce morskiej. Brak decyzji Sejmu o dalszym finansowaniu floty wymusił sprzedaż okrętów, a niedługo potem doszło do rozbiorów Polski. Próby odrodzenia floty podejmowano podczas powstań narodowych. Niestety, upadek powstań zamknął okres nadziei na utworzenie sił morskich, chociażby na obczyźnie.

Marynarka Wojenna, jako rodzaj Sił Zbrojnych, została odtworzona 28 listopada 1918 roku przez marszałka Józefa Piłsudskiego, już 17 dni po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Rozwój floty przerwał na krótko wybuch II wojny światowej. Polska MW przeniosła i odbudowała swoje struktury w Wielkiej Brytanii i uczestniczyła w działaniach bojowych od chwili wypowiedzenia przez Aliantów wojny hitlerowskim Niemcom. Na morskim teatrze II wojny światowej polskie okręty przepłynęły łącznie milion dwieście tysięcy mil morskich, eskortowały 787 konwojów, przeprowadziły 1162 patrole i operacje bojowe, zniszczyły 45 jednostek nieprzyjaciela i 20 samolotów. Podczas działań bojowych zginęło 450 marynarzy. Po wojnie Marynarka Wojenna, chociaż w znacznym stopniu oparta o sprzęt i wyposażenie produkcji b. ZSRR lub pochodzący z kontyngentu aliantów, rozbudowywała flotę w oparciu o krajowy przemysł stoczniowy. Po przemianach przełomu lat 80-tych i 90-tych i zmianie polityki obronnej kraju Marynarka Wojenna zintensyfikowała współdziałanie z flotami państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Po wejściu Polski do NATO współpraca międzynarodowa jest stałym elementem kalendarza przedsięwzięć Marynarki Wojennej.

Obecnie flota polska dysponuje ok. 40 okrętami bojowymi, 40 pomocniczymi jednostkami pływającymi oraz kilkudziesięcioma samolotami i śmigłowcami. Współczesna Marynarka Wojenna liczy ok. 9 tysięcy marynarzy. Główne jej siły to: dwie fregaty rakietowe, jedna korweta, pięć okrętów podwodnych, pięć okrętów rakietowych, pięć okrętów transportowo-minowych, trzy niszczyciele min, kilkanaście trałowców, jednostki ratownicze i zabezpieczenia. Operują one z baz morskich w Gdyni i Świnoujściu. Marynarka Wojenna dysponuje lotnictwem morskim operującym z lotnisk w Gdyni Babich Dołach, Darłowie i Siemirowicach, w tym także lotnictwem pokładowym startującym z pokładów fregat rakietowych. Komponent lotniczy Marynarki Wojennej to przede wszystkim samoloty patrolowo-rozpoznawcze, śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych, ratownicze, a także lotnictwo transportowe. Wzdłuż polskiego wybrzeża rozlokowane są specjalistyczne jednostki brzegowe. Głównym ośrodkiem szkoleniowym jest Centrum Szkolenia MW w Ustce.

Rolę Marynarki Wojennej często postrzega się przez pryzmat obrony morskiej granicy państwa i utrzymania panowania na polskich obszarach morskich. Jednak to tylko część zadań, które MW wykonywałaby podczas kryzysu czy klasycznego konfliktu. Zadania Marynarki Wojennej zarówno dzisiaj, jak i w przyszłości wiążą się głównie z zapewnieniem bezpieczeństwa polskich interesów gospodarczych oraz z naszym wkładem w bezpieczeństwo ekonomiczne Europy w ramach NATO, UE i innych porozumień międzynarodowych. Chodzi tutaj o konieczność działań zarówno narodowych, jak i sojuszniczych, przede wszystkim w zakresie osłony morskich szlaków komunikacyjnych, zwłaszcza tych którymi transportowane są surowce strategiczne i towary, monitoringu bezpieczeństwa żeglugi, operacji pokojowych, zwalczania terroryzmu oraz wczesnego wykrywania symptomów zagrożeń od strony morza. Inaczej mówiąc bezpieczeństwo na Bałtyku pozwala choćby na to, aby w polskich portach przeładowywano rocznie około 50 milionów ton ładunków. Poprzez ciągłe szkolenie Marynarka Wojenna utrzymuje gotowość do reagowania wobec zagrożeń mogących wystąpić na wodach terytorialnych, wyłącznej strefy ekonomicznej, czy wszędzie tam, gdzie poruszają się jednostki transportu morskiego. MW jest także kluczową częścią krajowego systemu ratowania życia na morzu SAR. Bez Marynarki Wojennej nie byłoby polskich map morskich, czy innych pomocy nawigacyjnych, które opracowuje Biuro Hydrograficzne MW. Siły Marynarki Wojennej pomagają także w ciągłym monitoringu ekologicznym wód Bałtyku oraz wspierają akcje usuwania skutków klęsk żywiołowych. Specjalistyczne okręty, nurkowie-minerzy oraz saperzy unieszkodliwiają niebezpieczne obiekty zalegające od II wojny światowej na dnie Bałtyku oraz w strefie brzegowej. MW prowadzi także akcje saperskie na akwenach śródlądowych, niejednokrotnie z dala od wybrzeża.

źródło: MW RP

____________________________________________

 

poniedziałek, 28 listopada 2011

Pożar w słowackim lesie. Zagraża składom amunicji

Pożar lasu, jaki wybuchł w nocy z niedzieli na poniedziałek w północnej Słowacji, zagraża wojskowym składom amunicji w Popradzie - poinformowały władze.

- Ogień dostał się blisko tych obiektów, więc z przyczyn prewencyjnych zaczęliśmy amunicję przenosić - poinformował rzecznik słowackiej armii, Peter Michnica.

Wojskowe magazyny znajdują się w Kvetnicy - części Popradu położonej w paśmie znajdujących się na południe od miasta wzgórz. Ogień płonie w trudno dostępnym terenie przylegającej do Popradu gminy Spiskie Bystre.

Według straży pożarnej w prostej linii od granicy ognia do składów wojskowych jest 2,4 kilometra. - W górach wieje silny wiatr, co stwarza warunki do rozprzestrzeniania się pożaru - mówił szef miejscowej straży pożarnej, Ondrej Szproch.

Do rana pożar ogarnął od 50 do 80 hektarów lasu, przeważnie o charakterze młodnika. Strażacy podali, że ich głównym zadaniem jest zapobieżenie przedostaniu się płomieni w pobliże magazynów amunicji. Z ogniem walczy osiem jednostek straży pożarnej. W pogotowiu są śmigłowce gaśnicze.

Przypuszcza się, że przyczyną pojawienia się pożaru było nieostrożne obchodzenie się z ogniem. Nie wyklucza się, że wybuchł już w ciągu dnia, jednak dostrzeżono go dopiero po zmroku.

Płomieniom sprzyja wyjątkowa susza. W niektórych regionach Słowacji deszcz nie padał już od ponad 100 dni.

źródło: PAP

____________________________________________

 

niedziela, 27 listopada 2011

Promocja absolwentów Studium Oficerskiego

Po raz pierwszy w historii Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu (WSOWL) promowani na stopień podporucznika zostali podoficerowie półrocznego Studium Oficerskiego.

Tegoroczne uroczystości promocyjne absolwentów rozpoczęły się 25 listopada br. Na placu apelowym WSOWL rektor-komendant pułkownik doktor habilitowany Mariusz Wiatr wraz z prorektorem pułkownikiem doktorem Markiem Kulczyckim wręczyli żołnierzom świadectwa ukończenia uczelni oraz patenty oficerskie. Bezpośrednio po ceremonii odbyło się odsłonięcie tablicy pamiątkowej z mottem rocznika - słowami Napoleona Bonaparte - „Największym mówcą świata jest sukces”. Delegacja absolwentów złożyła kwiaty pod pomnikiem patrona szkoły. Następnie słuchacze studium wraz z komendą uczestniczyli w uroczystym obiedzie.

Zbiórka była również okazją do wręczenia „Gwiazd Iraku”, „Gwiazd Afganistanu” oraz „Gwiazd Konga”. Zgodnie z Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Ministra Obrony Narodowej, 25 żołnierzy otrzymało je za nienaganną służbę poza granicami państwa.

Tego samego dnia, w kościele garnizonowym - Bazylice Mniejszej pw. św. Elżbiety - odprawiono mszę świętą w intencji tegorocznych absolwentów, w której udział wzięli zaproszeni na promocję goście. Mszę celebrowali ksiądz kardynał Henryk Gulbinowicz i ksiądz prałat pułkownik Janusz Radzik. W nabożeństwie uczestniczyła kompania honorowa WSOWL dowodzona przez porucznika Wojciecha Sajdaka.

W sobotę, 26 listopada br., w pięknej scenerii wrocławskiego rynku rozpoczęła się najważniejsza w życiu każdego oficera uroczystość. Zaszczyciło ją swoją obecnością wielu znamienitych gości, wśród których znaleźli się m.in. przedstawiciele: Ministerstwa Obrony Narodowej, Rodzajów Sił Zbrojnych, władz wojewódzkich i samorządowych, rektorzy uczelni Wrocławia oraz parlamentarzyści.

Rektor-komendant WSOWL pułkownik doktor habilitowany Mariusz Wiatr złożył meldunek dla Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generała Mieczysława Cieniucha. Następnie dowodzenie przejął zastępca rektora-komendanta pułkownik doktor Piotr Pertek.

Akt uroczystego promowania na stopień podporucznika - moment, który pozostaje w pamięci każdego oficera - dokonał się za pośrednictwem pierwszego żołnierza Wojska Polskiego. Kolumna absolwentów liczyła ogółem 186 osób. W tym gronie znalazło się 5 pań. Poszczególne dwunastki żołnierzy uczelni podchodziły po kolei do podium, przyklękając na nim. Podczas uroczystości nowo mianowani oficerowie złożyli uroczyste ślubowanie oraz odśpiewali „Pieśń Rycerską”.

Zgodnie z tradycją, prymus WSOWL – podporucznik Jakub Streb - otrzymał nagrodę od Prezydenta RP - białą broń, którą wręczył mu generał Cieniuch. Trzech najlepszych podporuczników: Jakub Streb, Jacek Kubik i Marian Michałek otrzymało z rąk rektora-komendanta pułkownika Mariusza Wiatra pamiątkowe pierścienie.

Podczas uroczystości prorektor pułkownik doktor Marek Kulczycki odczytał list Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, w którym gratulował nowo mianowanym oficerom pomyślnego zakończenia kolejnego etapu na drodze rozwoju kariery. Prezydent podkreślił, że ukończenie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych to powód do dumy i satysfakcji. Zwierzchnik Sił Zbrojnych wyraził przekonanie, że podporucznicy sprostają wymaganiom żołnierskiego rzemiosła.

Promocję zakończyła defilada pododdziałów biorących udział w uroczystości, na czele których maszerowała kompania reprezentacyjna Wojsk Lądowych. Najbarwniejszymi pododdziałami biorącymi udział w defiladzie były kolumny absolwentów, maszerujące z kwiatami wręczonymi im przez licznie przybyłe na uroczystość rodziny.

Młodzi podporucznicy zasilili szeregi jednostek i instytucji wojskowych w następujących grupach osobowych: zmechanizowanej, pancernej, rakietowej i artylerii, ogólnej, eksploatacji systemów łączności, saperskiej, przeprawowej, ogólnologistycznej, wywiadu wojskowego, kontrwywiadu wojskowego, dochodzeniowo-śledczej, prewencji, operacyjno-rozpoznawczej, ekonomiczno-finansowej i ogólnowychowawczej. 

źródło: DPWL

____________________________________________

 

środa, 23 listopada 2011

Gromosław Czempiński zatrzymany przez CBA

Były szef Urzędu Ochrony Państwa gen. Gromosław Czempiński został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. - W tej chwili trwa operacja. Mężczyzna został zatrzymany wczoraj i przewieziony do Katowic - powiedział rozmowie z TVN 24 rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

Dobrzyński nie chciał jednak ujawnić powodów zatrzymania Czempińskiego. - W tej chwili agenci pracują nad tą sprawą. Więcej informacji na tym etapie nie mogę udzielić. Mężczyzna został przewieziony do Katowic i jest do dyspozycji Prokuratury Apelacyjnej - dodał.

Według wstępnych i nieoficjalnych informacji śledztwo dotyczy malwersacji finansowych. Nie wykluczone są zatrzymania kolejnych znanych publicznie osób - informuje serwis dziennik.pl. Według dziennikarzy śledczych RMF FM zatrzymanie to ma związek z nieprawidłowościami przy prywatyzacji dwóch dużych przedsiębiorstw państwowych - LOT-u oraz STOEN-u. W tle pojawia się wątek korupcyjny.

Rzecznik prokuratury apelacyjne w Katowicach Leszek Goławski również na razie odmawia podania jakichkolwiek szczegółów akcji CBA. Prokurator Goławski nie powiedział w związku z jaką sprawą i pod jakimi zarzutami zatrzymano Czempińskiego.

- Informacje na ten temat zostaną podane dopiero po zakończeniu toczących się czynności, co może nastąpić dzisiaj po południu - poinformował Goławski.

Sylwetka Gromosława Czempińskiego

Generał Gromosław Czempiński to były oficer polskiego wywiadu. W latach 1993-1996 stał na czele Urzędu Ochrony Państwa. Po zakończeniu pracy w służbach specjalnych Czempiński związał się z biznesem. Jest właścicielem Firmy Doradztwo GC. Zasiadał także w wielu radach nadzorczych m.in. BRE Banku, PZL Mielec czy PLL LOT. Jest on również pilotem i prezesem Aeroklubu Warszawskiego.

Czempiński miał także dowodzić w 1990 roku tajną operacją polskiego wywiadu w Iraku. Polscy oficerowie tuż przed pierwszą wojną w Zatoce Perskiej wywieźli z tego kraju amerykańskich agentów. Ich ewakuacji nie chciały się podobno podjąć służby specjalne niektórych państw zachodnich. Wtedy USA zwróciły się do Polski, licząc na doświadczenia peerelowskiego wywiadu w Iraku, gdzie był obecny głównie dzięki wielu inwestycjom prowadzonym tam przez firmy z Polski.

O samym przebiegu wywiezienia agentów USA wiadomo niewiele. Mieli oni opuścić Irak na fałszywych polskich paszportach, w autobusie wiozącym innych wyjeżdżających z tego kraju Polaków. Amerykańskie media donosiły kilka lat temu, że na czele polskiej operacji stał "agent wywiadu pracujący poprzednio przez 20 lat dla Układu Warszawskiego". Prawdopodobnie chodziło właśnie o gen. Czempińskiego.

W 2009 roku Gromosław Czempiński powiedział w rozmowie z Niezależną.pl, że był osobą, która dała początek PO. Jak stwierdził, Platforma powstała dzięki jego rozmowom z politykami i długim przekonywaniu ich, że teraz jest czas i miejsce na powstanie partii. Miał rozmawiać z wieloma z nich, również z trójką tych, których później nazwano ojcami założycielami - Andrzejem Olechowskim, Maciejem Płażyńskim, Donaldem Tuskiem.

Słowa te dementował rzecznik rządu Paweł Graś. - Pan premier nigdy z panem Czempińskim się nie spotkał i nie rozmawiał. Więc przynajmniej tutaj żadnego wpływu inspiracji nie było - zapewniał na antenie Radia ZET.

źródło: PAP

____________________________________________

 

środa, 23 listopada 2011

Exodus z policji

W tym roku ze służby w policji może odejść nawet 6 tysięcy funkcjonariuszy. Do tej pory mundur zdjęło już prawie 5 tysięcy policjantów - czytamy w "Naszym Dzienniku".

Według gazety, odchodzą najlepsi. Boją się zmian zapowiadanych przez nową ekipę rządową. Policjantów niepokoi niepewny los ustawy emerytalnej wydłużającej czas nabywania uprawnień emerytalnych, a także brak podwyżek pensji.

"Nasz Dziennik" dodaje, że funkcjonariusze czekają na kolejne ruchy rządu, ponieważ to, co premier zapowiedział w expose, jest dla nich nieczytelne. Ci, którzy jeszcze nie odeszli ze służby, mają już przygotowane wypowiedzenia. Złożą je, jeśli rząd nie podejmie dialogu. Nie zamierzają jednak czekać w nieskończoność, czego dowodem jest oficjalne stanowisko Prezydium ZG NSZZ Policjantów z 17 listopada skierowane do premiera.

"Zwracamy się do Pana wstrząśnięci skalą nienawiści, z jaką policjanci boleśnie zderzyli się 11 listopada (...) Przeżycia, których doświadczyli w czasie wielogodzinnych zamieszek na ulicach Warszawy, na placu Konstytucji, na placu na Rozdrożu, gdzie wielu z nich stanęło w obronie ładu państwowego, obliguje nas do głośnego wołania o zachowanie praw nabytych, lepsze warunki dla Policji, o lepsze warunki i wyższy poziom szkolenia, o lepsze wyposażenie techniczne, o pełne zatrudnienie, o ludzkie warunki służby i pracy, o godziwe uposażenie pozwalające na godną egzystencję, na życie bez długów, lęku o zarzuty prokuratorskie" - piszą policjanci.

Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", że do końca października do Zakładu Emerytalno-Rentowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wpłynęło 6918 wniosków o przyznanie emerytur funkcjonariuszom zwolnionym ze służby w Straży Granicznej, policji, straży pożarnej, BOR-ze, ABW, AW i CBA.

źródło: PAP

____________________________________________

 

środa, 23 listopada 2011

Polacy nie gęsi i swego Predatora mają

Być może niedługo Polacy zagoszczą na dłużej w branży sprzętu wojskowego. Rodzima firma WB Electronics z Ożarowa opracowała drona szpiegowskiego, podobnego do tych, z których korzysta amerykańska armia.

Jak donosi "Rzeczpospolita", prywatnej spółce udało się w ten sposób złamać amerykańsko-izraelski monopol na tego typu urządzenia. Technologia opracowana przez WB Electronics jest dużo lepsza niż amerykańska, zapewnia bowiem większą precyzję namierzania i wskazywania celów do ataku - w tym wypadku dokładność wynosi zaledwie 10 metrów.

Jeszcze w tym miesiącu w gliwickim parku technologicznym Nowe Gliwice, spółka uruchomi nowe centrum projektowania i produkcji bezzałogowych dronów szpiegowskich systemu Flyeye, gdzie dodatkowo będą powstawały systemy zdalnego sterowania wojskowymi pojazdami oraz robotami. Póki co spółka pracuje nad prototypem, który będzie gotowy w ciągu dwóch lat.

Najpierw powstanie wersja szpiegowska, ale w planach jest także wersja bojowa, zdolna do przenoszenia uzbrojenia.

źródło: PAP

____________________________________________

 

środa, 23 listopada 2011

MON tnie koszty. Okręty wojenne bez remontu. Co z Marynarką Wojenną?

Ministerstwo Obrony Narodowej zrezygnowało z remontu w USA dwóch fregat rakietowych "Gen. K. Pułaski" i "Gen. T. Kościuszko". Według MON remont dwóch największych jednostek polskiej floty wojennej nie zapewniłyby okrętom "pożądanych zdolności operacyjnych". Ministerstwo zapewnia, że program modernizacji marynarki będzie kontynuowany.

MON zrezygnował z remontu w USA dwóch fregat rakietowych "Gen. K. Pułaski" i "Gen. T. Kościuszko". Jak powiedział rzecznik resortu obrony Jacek Sońta, wycenione na 135 mln dolarów prace nie zapewniłyby okrętom "pożądanych zdolności operacyjnych".

- Ze względu na wiek i stan techniczny tych okrętów, pochodzących z lat 80. ubiegłego wieku, poniesione na remont nakłady finansowe nie zapewniłby osiągnięcia pożądanych zdolności operacyjnych fregat - stwierdził Sońta.

MON tnie koszty, ale modernizacja marynarki "będzie kontynuowana"

Decyzję o rezygnacji z remontu fregat szef MON Tomasz Siemoniak podjął w poniedziałek. Prace miały się odbyć w ramach programu Foreign Military Sales (FMS), a środki na ten cel miał wyłożyć MON, Amerykanie wycenili koszty na ok. 135 mln dolarów netto. MON zapewnia, że decyzja Siemoniaka "nie wpływa na zahamowanie kontynuacji realizacji Programu Modernizacji Marynarki Wojennej, szacowanego na 5,6 mld zł do 2018 r.".

Poamerykańskie fregaty w służbie tylko do 2015 r.

Ministerstwo zakłada, że okręty będą w użyciu operacyjnym do 2015 r. Należące do amerykańskiego typu Oliver Hazard Perry (OHP) OORP "Gen. K. Pułaski" (ex-USS "Clark") i "Gen. T. Kościuszko" (ex-USS "Wadsworth") to dwa największe okręty Marynarki Wojennej. Zbudowano je w USA na przełomie lat 70. i 80. XX w. Służbę pod polską banderą rozpoczęły odpowiednio w 2000 i 2002 r. Należą do 3. Flotylli Okrętów, która stacjonuje w Gdyni. Okręty tego typu są przeznaczone przede wszystkim do zwalczania okrętów podwodnych.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 22 listopada 2011

Policjant, który kopał w twarz, zawieszony

Policjant, który kopał w twarz demonstranta 11 listopada został zawieszony w obowiązkach służbowych, przez przełożonych. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień.

Po wydarzeniach 11 listopada funkcjonariusz ten poszedł na zwolnienie lekarskie, a po powrocie do pracy został zawieszony w obowiązkach służbowych.

Dwa dni po zamieszkach, do jakich doszło na ulicach Warszawy podczas obchodów Święta Niepodległości, sąd skazał trzech mężczyzn na trzy miesiące więzienia za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Wśród skazanych był Daniel K., którego miał skopać policjant.

"W policji nie ma miejsca dla łamiących prawo"

Prokuratura wszczęła także śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza i spowodowania przez niego obrażeń ciała u demonstranta. Chodzi o sytuację zarejestrowaną na filmie, który trafił do internetu. Widać na nim, jak cywilny funkcjonariusz kilka razy kopie w głowę kulącego się demonstranta. Postępowanie w tej sprawie jeszcze się nie zakończyło.

Po ulicznych zamieszkach komendant główny policji gen. insp. Andrzej Matejuk zapowiedział, że dalsze konsekwencje wobec policjanta zostaną wyciągnięte po zakończeniu sprawy. Podkreślał, że w policji nie ma miejsca dla funkcjonariuszy łamiących prawo.

Na razie nie będzie publikacji zadymiarzy


Stołeczna policja, jak dotąd, nie zwróciła się do prokuratury o wydanie zgody na publikację zdjęć osób, które wzięły udział w zamieszkach. - Funkcjonariusze w dalszym ciągu analizują nagrania z monitoringu poszukując sprawców - powiedział rzecznik KSP, Maciej Karczyński.

Z okazji Święta Niepodległości w Warszawie odbył się m.in. wiec "Kolorowa Niepodległa", zorganizowany przez Porozumienie 11 listopada, a także "Marsz Niepodległości", zorganizowany przez Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską. W wyniku starć demonstrantów z policją zatrzymano 210 osób; 40 funkcjonariuszy zostało lekko rannych. Do szpitali przewieziono 30 osób, które odniosły obrażenia.

Osoby zatrzymane usłyszały łącznie 176 zarzutów - 111 dotyczyło wykroczenia polegającego na naruszeniu porządku publicznego, natomiast 65 osób jest podejrzanych o różne przestępstwa, z czego ponad połowa - o czynną napaść na funkcjonariusza.

12 śledztw


Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście prowadzi łącznie 12 śledztw w sprawie zajść. Jedno z nich dotyczy zawieszonego policjanta. Kolejne obejmuje wydarzenia na pl. Konstytucji na początku Marszu Niepodległości. Pozostałe 10 prokuratorskich postępowań dotyczy pojedynczych wydarzeń w trakcie marszu.

Policja na wniosek Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ prowadzi postępowania ws. zdarzeń z 11 listopada na Nowym Świecie, gdzie doszło do pobicia czterech osób, zniszczenia policyjnego miotacza gazu pieprzowego oraz znieważenia policjanta. Tego dnia jeszcze przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości, policja zatrzymała ponad 90 obcokrajowców, w tym grupę antyfaszystów z Niemiec.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 22 listopada 2011

Prezydencki tupolew atrakcyjniejszy od poligonów

Agencja Mienia Wojskowego mniej zarobi w tym roku na wyprzedaży poarmijnych nieruchomości. Liczy jednak na pieniądze za sprzęt. Pod młotek idzie prezydencki tupolew.

Luksusowo wyposażony, najszybszy pasażerski odrzutowiec świata, niedawno ozdoba rządowej floty powietrznej RP, to prawdziwa perła wśród wystawionego na sprzedaż sprzętu z demobilu. Ile można dostać za zmodernizowaną ostatnio, ponad dwudziestoletnią „tutkę"? Tu 154 w zbliżonym wieku wyceniane są na rynku od 2 mln do 20 mln dolarów za sztukę w zależności od stanu utrzymania. - Nie ukrywam, że liczymy na sprawiedliwą należność za odrzutowiec i komplet części – mówi Marcin Idzik wiceminister obrony narodowej. Wiceszef resoru ds. modernizacji potwierdza, że podjął decyzję o zdjęciu z tupolewa ograniczeń wynikających ze sprzedaży tzw. sprzętu specjalnego , czyli uzbrojenia. Tutka będzie oferowana klientom przez Agencję Mienia Wojskowego  jako tzw. mienie niekoncesjonowane. Do transakcji siły powietrzne gwarantują utrzymanie maszyny w pełnej sprawności. Na przetargu tupolewowi mają towarzyszyć  dwa mniejsze, ponad trzydziestoletnie  jaki 40. Idą na wyprzedaż bo nie spełniają w wojskowym lotnictwie technicznych warunków, niezbędnych do występowania roli powietrznej limuzyny dla politycznych VIP.

Co trzeci teren dla nowego właściciela


Jak informuje Małgorzata Golińska, rzecznik AMW  po dziesięciu miesiącach tego roku agencja  już zarobiła na wyprzedaży zbędnego armii sprzętu i wycofywanej broni prawie 40 mln zł.

Do końca października przychody AMW ze sprzedaży mienia ruchomego i poarmijnych terenów przekroczyły 161 mln zł. Plan przewiduje do końca 2011 r. wpływy sięgające 212 mln zł.

Co roku , po odliczeniu kosztów i podatków, agencja przekazuje MON i MSW ponad 90 proc zarobionej kwoty w gotówce na fundusz modernizacji sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa publicznego. W tym roku WAM zarobi jednak wyraźnie mniej na nieruchomościach.

Agencja w przededniu kryzysu zostaje na rynku z prawie 7 tysiącami hektarów niepotrzebnych już armii placów ćwiczeń, poligonów i koszar. Nie ma chętnych m.in. na ogromne, pięćsethektarowe lotnisko z przyległościami w Nowym Mieście nad Pilicą i ponad 700 ha gruntów dawnych poligonów w Łambinowicach na Opolszczyźnie. Spośród 1100 różnych terenów i obiektów oferowanych przez WAM na krajowym rynku w tym roku, nowego właściciela znalazła zaledwie co trzecia  nieruchomość.

Twierdza  broni się przed inwestorami


W listopadzie agencja po raz siódmy próbowała  bezskutecznie sprzedać Twierdzę Modlin – 55 hektarów gruntów i zabytkowy koszarowiec dwukilometrowej długości. Nie pomogła przecena nieruchomości z 220 do 60 mln zł.  ani możliwość skorzystania z bonifikaty ze względu na  obowiązki wynikające z ochrony konserwatorskiej.

-Potencjalnych inwestorów zniechęcało dotąd  mało elastyczne podejście władz  do zagadnienia ochrony zabytków. Poza tym nie tylko w przypadku Modlina widzimy, że kupcy, stali się ostrożniejsi i inwestują coraz  mniej w obawie przed spodziewanymi kłopotami w gospodarce - mówi Zbigniew Prokopczyk odpowiadający w agencji za obrót nieruchomościami.

- W tym roku do sprzedaży wystawiliśmy blisko połowę naszych zasobów. Staramy się być elastyczni i uwzględniać oczekiwania inwestorów. Kupują od nas i drobni przedsiębiorcy, którzy traktują działki jako lokatę kapitału i wielcy deweloperzy z myślą o przyszłych inwestycjach –wylicza Krzysztof Michalski prezes AMW. Szef agencji podkreśla, że jego podwładni używają różnych zachęt by zwabić inwestorów. Starają się  dzielić  działki na mniejsze, rozmawiać z samorządami o planach zagospodarowania, występują o warunki zabudowy. - Zdarza się, że obniżamy ceny. Ostatnio jednak najczęściej sprzedają się nieruchomości warte kilkaset tysięcy, rzadko – tereny droższe niż 2 mln zł – przyznaje.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 22 listopada 2011

Pociski na trasie planowanej autostrady A1

Pociski artyleryjskie, zapalniki, amunicję i elementy karabinów znaleziono pod Nowosolną.

Wykopano je podczas wykonywanych prac ziemnych w gminie Nowosolna, na terenach przeznaczonych pod budowę autostrady A1 Stryków-Tuszyn. Robotnicy natrafili na mocno skorodowane i niekompletne cztery elementy szkieletów karabinów pochodzących najprawdopodobniej z okresu I Wojny Światowej. W pobliżu tego znaleziska, podczas prac saperskich, znaleziono też 76 sztuk zapalników artyleryjskich, 315 sztuk amunicji kaliber 8 mm i 3 sztuki pocisków artyleryjskich kaliber 120 mm.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 22 listopada 2011

Nagrody dla żołnierzy NSR

Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak podpisał zmianę decyzji budżetowej na rok 2011, dzięki której żołnierze Narodowych Sił Rezerwowych mogą otrzymać nagrodę pieniężną w wysokości 2000 złotych.

Nagroda może zostać wypłacona po każdych 12 miesiącach trwania kontraktu, ale tylko wtedy, gdy żołnierz zakończy przeszkolenie i otrzyma pozytywną ocenę z przebiegu służby od dowódcy jednostki.

Decyzja weszła w życie z dniem jej podpisania.

źródło: PAP

____________________________________________

 

poniedziałek, 21 listopada 2011

Komandosi z Lublińca pojmali odpowiedzialnego za śmierć polskiego żołnierza

Współodpowiedzialny za śmierć polskiego żołnierza Mulla Addul Wakhil schwytany. Jednego z najbardziej aktywnych rebeliantów zatrzymali w nocy z piątku na sobotę komandosi z Lublińca we współpracy z kontrwywiadem wojskowym.

Dzięki wspólnej akcji żołnierzy z Zadaniowego Zespołu Sił Specjalnych i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wspieranych przez Zgrupowanie Bojowe Alfa i Samodzielną Grupę Powietrzno - Szturmową, ujęto poszukiwanego przez siły ISAF rebelianta.

Jak informuje PKW Afganistan, od miesięcy Mulla Abdul Wakhil znajdował się na liście najważniejszych przywódców bojowników. Teraz już wiadomo, że to on stał za przygotowaniem, koordynowaniem i przeprowadzeniem większości ataków na polskie siły zadaniowe w prowincji Ghazni. Odpowiadał między innymi za przygotowanie zamachu na polski konwój w sierpniu tego roku, w którym zginął sierż. Szymon Sitarczuk.

Zatrzymany w domu. Nie zdążył użyć broni


- Siły koalicyjne od miesięcy próbowały ująć Wakhila. Dzięki informacjom zdobytym przez oficerów SKW żołnierze Sił Specjalnych zatrzymali go, gdy pojawił się w jednym ze swoich domów w prowincji Ghazni. Mulla Wakhil był całkowicie zaskoczony. Kiedy polscy żołnierze, którym towarzyszyli policjanci z Oddziału Specjalnego Policji Afgańskiej, wkroczyli do jego domu, spał we własnym łóżku z odbezpieczoną bronią w zasięgu ręki. Nie zdążył jednak jej użyć - informuje podpułkownik Mirosław Ochyra, rzecznik prasowy PKW Afganistan. W domu byli też jego ochroniarz i inny wysoko postawiony w hierarchii rebeliant. Wszyscy zostali zatrzymani.

W zeszłym tygodniu polskie siły specjalne we współpracy z żołnierzami sił specjalnych USA zatrzymały trzech lokalnych rebeliantów podejrzanych o ataki na polskie bazy.

źródło: PAP

____________________________________________

 

sobota, 19 listopada 2011

AKCJA POSZUKIWAWCZA NA ZATOCE PUCKIEJ

Śmigłowiec ratowniczy Marynarki Wojennej uczestniczył dzisiaj (sobota, 19 listopada) w akcji poszukiwawczej prowadzonej na Zatoce Puckiej. Poszukiwano dwóch mężczyzn, wędkarzy, którzy nie powrócili z połowu ryb. Po kilkudziesięciu minutach lotu śmigłowiec „Anakonda” odnalazł ciała obu zaginionych mężczyzn.

Marynarka Wojenna została zaalarmowana przez Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne około godziny 12:10. Poszukiwano dwóch mężczyzn, którzy wczoraj (piątek, 18 listopada) wypłynęli 3-metrową łodzią na połów ryb. Po niespełna 20 minutach od otrzymania sygnału do akcji poszukiwawczej wystartował śmigłowiec „Anakonda” dyżurujący na lotnisku w Gdyni Babich Dołach. Na morze wyszły również jednostki ratownicze Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa m/s Orkan z Helu oraz łódź motorowa R-12 z Gdyni.

Załoga śmigłowca ratowniczego Marynarki Wojennej o godzinie 13:13 odnalazła pierwsze ciało, a po 7 minutach ciało drugiego mężczyzny w rejonie Rybitwiej Mielizny, około 2 mile morskie (3,5 kilometra) na południowy-zachód od Kuźnicy. Jednostka Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa podjęła oba ciała na pokład, a następnie przekazała je na brzegu jednostce Policji.

O godzinie 13:33 śmigłowiec „Anakonda” zakończył swoją akcję i po 12 minutach wylądował na lotnisku Marynarki Wojennej w Gdyni – Babich Dołach.

źródło: PAP

____________________________________________

 

sobota, 19 listopada 2011

Ganerzy odpoczywają w basenie, czyli Marcin Ogdowski o Afganistanie

Kim jest "ganer", gdzie w afgańskiej bazie Bagram był "basen" i czym jest "Gazownia" - odpowiedzi na te pytania znajdzie czytelnik w książce Marcina Ogdowskiego "Z Afganistanu PL. Alfabet polskiej misji", która właśnie ukazała się na półkach księgarskich.

"Z Afganistanu PL" nie jest książką opisującą działania i operacje wojskowe. Autor skupia się w największej mierze na codziennym życiu żołnierzy. Sam Ogdowski tak o tym mówi: "Tym, co w wojnie interesuje mnie najbardziej, nie są techniczne aspekty militarnych operacji. W wojnie - tu trzeba nazwać rzecz po imieniu - pociąga mnie jej codzienność. Żołnierze nie tylko biorą udział w akcjach - częściej na nie czekają (...). A cywile nie zakopują się pod ziemię, by wygrzebać się po wszystkim. Próbują jakoś żyć. I o tym starałem się pisać".

Książka podzielona jest na rozdziały, odpowiadające kolejnym literom alfabetu: "A jak ajdik", "B jak Bagram" itd. Ogdowski wprowadza czytelników w realia życia naszych żołnierzy, dostarczając jednocześnie informacji, których próżno szukać w innych publikacjach o Polskim Kontyngencie Wojskowym Afganistan.


Czytelnik może się m.in. dowiedzieć, co nazywane było w bazie Bagram "basenem" (wkopana w ziemię wielka beczka, przy której żołnierze lubili rozpalać grilla), kim jest "ganer" (strzelec w pojeździe, od ang. słowa gunner), a także jak złośliwie nazywano w polskiej bazie żołnierzy jednostki GROM ("chłopcy-difakowcy", od ang. skrótu, oznaczającego stołówkę: DFAC). W książce zostaje również wyjaśniona tajemnicza "Gazownia" - nazwa pojawiająca się czasem w relacjach z Afganistanu. "Gazownia" - to slangowa nazwa miasta Ghazni, w którym znajduje się polska baza.

Ogdowski bez ogródek pisze o targających żołnierzami emocjami. Opisuje zwątpienie i lęk, związane z pozostałymi w kraju bliskimi, szczególnie żonami i sympatiami żołnierzy, które czasem nie wytrzymują rozłąki. Autor nie pozwala czytelnikowi zapomnieć, że wysłani pod Hindukusz Polacy nie są tam na płatnych wczasach. Na kartach książki pojawiają inne emocje: strach, gniew, ból i żal. Także po śmierci kolegów.

Na potwierdzenie, przytacza np. fragment listu, jaki otrzymał w czerwcu tego roku, po śmierci jednego z żołnierzy: "Przyjacielu, rano przed patrolem zanuciłeś +W życiu piękne są tylko chwile...+ i chyba takim bym Cię chciał zapamiętać. (...) Nie szukam winnych, bo ich po prostu nie ma, nie szukam zemsty, staram się sobie jakoś to wytłumaczyć, zrozumieć. (...) Dlaczego musieliśmy patrzeć, jak odchodzisz, dlaczego, po prostu, nie wejdziesz do pokoju i nie zapytasz +Co słychać+?!". Takich relacji jest w książce więcej. Choć sam Ogdowski przyznaje, że ocierają się one o patos, to dodaje jednocześnie, że nie ma w nich aktorstwa.

Ogdowski wspomina mniej podniosłe chwile, np. zniecierpliwienie żołnierzy wynikające z kłopotów z internetem ("Na Giro Skype nie hula" - sarkał jeden z żołnierzy). Przywołuje też historię z Iraku, kiedy polscy żołnierze odnaleźli w Karbali... sedes. "Zerwaliśmy deski i załatwiliśmy sprawę jak ludzie, na normalnej porcelanie (...) Wiem, że dla kogoś, kto nigdy nie walczył i nie musiał przy tym spinać pośladków brzmi to głupio. Ale my poczuliśmy się jak nowo narodzeni" - brzmiała "wojenna opowieść" weterana.

W książce jest także mowa o obłudzie, towarzyszącej afgańskiej wojnie. Z jednej strony Amerykanie pompują pieniądze w odbudowę tego kraju. Z drugiej, oficer polskiego kontyngentu wprost mówi, że "polskie wojsko brało udział w jednym z największych oszustw XXI w.", mając na myśli fałszowanie wyników wyborów prezydenckich w 2009 r., które to wybory "osłaniali" także polscy wojskowi. Autor rozprawia się także z mitem "najemnictwa" Polaków, obnażając kłamstwo "dobrowolnej zgody" na wyjazd do Afganistanu. Odmowa może się bowiem skończyć szybkim pożegnaniem delikwenta z armią.

"Z Afganistanu. PL" to również tytuł bloga internetowego, jaki Ogdowski prowadzi. Na podstawie zapisów z bloga powstała książka pod tym samym tytułem. Pochodzący z Krakowa autor pracuje na co dzień dla jednego z portali internetowych. Pisywał także korespondencje z Iraku.

źródło: PAP

____________________________________________

 

piątek, 18 listopada 2011

Zapowiedzi Tuska - co dla żołnierzy i mundurówki?

Przywileje emerytalne, służby mundurowe - Proponujemy także przegląd i decyzje dotyczące grup dzisiaj emerytalnie uprzywilejowanych. Zmiany dotyczyć będą i mogą wyłącznie dotyczyć tych, którzy do służby przystąpią od początku roku 2012. Te zmiany proponujemy na takim poziomie. Wiek emerytalny powinien być ustanowiony w wymiarze 55 lat, a staż służby 25 lat. To jeśli chodzi o służby mundurowe.


Podwyżki dla policji i żołnierzy - Zaproponujemy na początek w policji i w wojsku podwyżkę, po około 300 złotych dla każdego policjanta kwotowo i każdego żołnierza. Chcemy ją przeprowadzić w połowie roku, z dniem 1 lipca. Jeśli warunki na to pozwolą w podobny, może trochę mniejszym, ale chcielibyśmy w podobnym wymiarze powtórzyć ją pod koniec kadencji.



Jeśli za tymi zmianami pójdą pieniądze na modernizację służb i sprzętu, oraz zmiany w strukturach i możliwościach rozwoju/awansów, to trzymamy kciuki.

 

www.wojskowe.eu

____________________________________________

 

piątek, 18 listopada 2011

Ile pieniędzy utopiono przy budowie okrętu

Śledczy sprawdzają finansowanie projektu budowy korwety Gawron, która miała być jedną z najważniejszych jednostek polskiej Marynarki Wojennej. Projekt powstał w latach 90., a do dziś zbudowano jedynie kadłub statku – stwierdza "Rzeczpospolita".

Jak mówi jeden ze śledczych, "mogły się do tego przyczynić operacje finansowe, których legalność cały czas badamy". Gazeta ustaliła, że w latach 2002–04 pieniądze na korwetę zostały przekazane na inną inwestycję – budowę okrętów Orkan. Chodzi o blisko 60 mln zł. Prokuratura sprawdza, kto odpowiada za przekazanie pieniędzy i czy było to zgodne z prawem.

Początkowo koszt budowy każdej z siedmiu wielozadaniowych korwet szacowano na 250–300 mln zł. Ostatnie informacje z MON wskazywały już na kwotę 1,46 mld zł.

Inwestycję powierzono Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. W 2001 roku ówczesny premier Leszek Miller uroczyście zainaugurował budowę pierwszego z Gawronów. Brak pieniędzy sprawił, że Marynarka Wojenna jeszcze w 2002 r. zmuszona była zrezygnować z budowy pięciu korwet, potem program skurczył się do budowy jednej. A i ta inwestycja w niedługim czasie została wyhamowana.

Prokuratorzy badają też tryb i zasady, na jakich wybrano gdyńską stocznię, która przeżywała wówczas spore problemy finansowe

"Śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek. Więcej na tym etapie powiedzieć nie mogę" – ucina płk Mikołaj Przybył, wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

źródło: PAP

____________________________________________

 

piątek, 18 listopada 2011

1,5 mln dla żołnierza. Stracił nogi przez sepsę

Ok. 1,5 mln zł otrzyma od Skarbu Państwa były żołnierz z jednostki w Skwierzynie (Lubuskie), który w wyniku zakażenia zachorował na sepsę i stracił obie nogi - zdecydował Sąd Apelacyjny w Szczecinie. Wyrok sądu jest prawomocny; przysługuje od niego jedynie kasacja. Podczas ogłaszania wyroku strony nie były obecne.
Mężczyzna jest jednym z czterech żołnierzy z 61. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej w Skwierzynie, którzy w marcu 2006 r. roku zachorowali na sepsę. 21-letni wówczas żołnierz w wyniku choroby stracił obie nogi. Domagał się od wojska m.in. jednego miliona zł zadośćuczynienia.

Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim przyznał w kwietniu byłemu żołnierzowi 500 tys. zł odszkodowania. Od tej decyzji mężczyzna się odwołał. Od wyroku odwołał się także pozwany, czyli Skarb Państwa. Sąd Apelacyjny w Szczecinie, podzielając ustalenia sądu niższej instancji, zasądził jednak od Skarbu Państwa dodatkowe 500 tys. zł, czyli razem jeden milion zł zadośćuczynienia. Utrzymał w mocy wyrok zasądzający blisko 8 tys. zł na protezy, 6,5 tys. zł zwrotu kosztów leczenia oraz 1,5 tys. zł renty miesięcznej. Łącznie były żołnierz wraz z odsetkami ma otrzymać ok. 1,5 mln zł.

Sąd: stwierdzam winę jednostki

Szczeciński sąd zaakceptował ustalenia sądu okręgowego jednak, w przeciwieństwie do sądu okręgowego, uznał, że pozwanemu, czyli jednostce wojskowej, można przypisać winę. - Powoływanie obywatela do zasadniczej służby wojskowej było ewidentnie związane z imperium państwa, a nie jego dominium, czyli przejawem władzy państwowej nad obywatelem, a nie zarządzaniem majątkiem należącym do Skarbu Państwa. Każdy żołnierz zasadniczej służby miał więc prawo do opieki medycznej, a powołujący go, czyli Skarb Państwa, miał obowiązek taką opiekę zapewnić - argumentował sąd. Jak dodał, choremu żołnierzowi takiej ochrony nie zapewniono, mimo że w jednostce w Skwierzynie była izba chorych, pracowała pielęgniarka. - Można przyjąć, że zawinienie dotyczyło niedochowania staranności - zaznaczył sąd.

Gdyby ktoś się nim zajął...

Sąd przypomniał, że młody mężczyzna zemdlał w trakcie ćwiczeń w jednostce, miał podwyższoną temperaturę, jednak żaden z funkcjonariuszy nie uznał za stosowne monitorować jego zdrowie. Został pozostawiony sam sobie. Gdyby przebywał wówczas w warunkach cywilnych mógłby np. liczyć na pomoc osób najbliższych. W jednostce nie miał takich możliwości. - Powód powinien pozostać w izbie chorych na obserwacji - podkreślił sąd. Gdyby tak się stało, pomoc zostałaby udzielona znacznie szybciej, a skutki zakażenia byłyby mniejsze.

Stracił perspektywy i radość życia

Sąd dodał, że zasądzona kwota odszkodowania, biorąc pod uwagę utratę obu nóg i bliznowce, które pokrywają ok. 50 proc. powierzchni ciała mężczyzny oraz fakt, że był on wcześniej całkowicie zdrowy, jest adekwatna i odpowiada wysokości krzywdy, jakiej doznał i będzie doznawać przez całe życie. Zdaniem sądu powód nie tylko utracił możliwości zarabiania, ale także radość życia i perspektywy na przyszłość.

Wcześniej toczyły się także postępowania karne przeciwko funkcjonariuszom jednostki, lekarzowi, pielęgniarce, dowódcy jednostki. Wszystkie umorzono.

źródło: PAP

____________________________________________

 

czwartek, 17 listopada 2011

CASA na remont zostanie w domu

Centrum serwisowe samolotów transportowych CASA C295 otwarto w Warszawie. Będzie ono remontować samoloty polskiego wojska, a być może także maszyny użytkowników z innych państw.
Po ośmiu latach eksploatacji każdy C295 musi przejść trwający pół roku remont główny, kiedy demontuje się ruchome części, wymienia wiązki kabli instalacji elektrycznych i bada strukturę płatowca. Centrum jest przygotowane do przeprowadzania remontów głównych i bieżących C295, ma też uprawnienia do przeglądów mniejszej wersji transportowca – CN235.
Centrum serwisowe – drugie w Europie po ośrodku producenta w Sewilli - powstało w ramach offsetu związanego z zakupem przez Polskę samolotów transportowych od hiszpańskiej firmy CASA, obecnie działającej pod marką Airbus Military. Polskie wojsko ma 11 tych samolotów, jeden straciło w katastrofie w Mirosławcu w 2008 r.

Według wiceministra obrony Marcina Idzika możliwość dokonywania także remontów głównych w kraju, bez potrzeby zlecania ich zakładom w Hiszpanii, pozwoli zaoszczędzić czas i pieniądze. - Oznacza to obcięcie kosztów, skrócenie czasu przeglądu, dokonają go polscy pracownicy, a podatki zostaną w kraju – mówił Idzik.

Siły Powietrzne chcą więcej
- Samoloty są intensywnie eksploatowane w kraju i za granicą, są naszym podstawowym samolotem transportowym. Dzięki możliwości serwisowania ich w Polsce więcej samolotów będziemy mieli do dyspozycji – powiedział dowódca Sił Powietrznych gen. broni Lech Majewski. Dodał, że każdego dnia za granicę lata 6-7 samolotów tego typu i są to loty nie tylko związane z zaangażowaniem w Afganistanie, ale także wykonywane na zlecenie MSZ i MSWiA, np. w związku z deportacjami. - Biorąc pod uwagę wiek i resurs posiadanych samolotów, intensywnie myślimy o zakupie kolejnych – powiedział Majewski. Według dowódcy SP pożądany byłby zakup pięciu kolejnych maszyn. Idzik pytany, czy MON planuje zakup kolejnych maszyn, odparł, że „nie można wykluczyć, że liczba samolotów wzrośnie".

Remont główny przechodzą dwa C295 polskiej armii. Jeden znajduje się w Warszawie, drugi w Sewilli – remontują go tam polscy mechanicy. Na przyszły rok przewidziano remont trzech kolejnych, trzy następne przejdą remont w 2013 r., a w 2014 r. dwa następne.

Czeskie CASY z problemami
Wiceprezes Airbus Military Władysław Skorski zapewnił, że poza remontami polskich samolotów zakład będzie oferował ten serwis także „wszystkim krajom Europy środkowej, które posiadają tego typu samolot". Dodał, że w razie natłoku zleceń także macierzyste zakłady w Sewilli będą mogły kierować klientów do polskiego przedsiębiorstwa.

C295 został kupiony przez 14 krajów. Największymi użytkownikami są Hiszpania, Portugalia i Polska, która była pierwszym zagranicznym nabywcą C295. Najbliżsi zagraniczni użytkownicy to Finlandia i Czechy, które mają kłopot z wadliwymi maszynami i ostrzegły, że jeżeli producent nie naprawi usterek, to czeskie siły zbrojne zrezygnują z samolotów CASA.

źródło: PAP

____________________________________________

 

środa, 16 listopada 2011

Dymisje w wojsku. Dwaj generałowie odchodzą

Jednego dnia stanowiska opuści przed czasem aż dwóch z trzech dowódców polskich dywizji. Powody odejścia jednego z nich są podobno tajemnicą nawet dla ministra obrony narodowej – ujawnia "Gazeta Wyborcza".

Szef MON pożegna dwóch dwugwiazdkowych generałów: dowódcę dywizji w Żaganiu gen. Mirosława Różańskiego i gen. Marka Tomaszyckiego, dowódcę 12. Dywizji Zmechanizowanej ze Szczecina.

Obydwaj odchodzący powszechnie uchodzą za najlepszych polskich dowódców. Wiadomo, że generał Różański sam złożył rezygnację z kierowania jednostką.

Generał Marek Tomaszycki ma odejść, ale po to, aby pełnić wyższą funkcję w Dowództwie Wojsk Lądowych. Nie jest wykluczone, że z kolei gen. Różański - który sam chciał odejść z wojska po konflikcie z przełożonym - także otrzyma inne stanowisko.

źródło: PAP

____________________________________________

 
środa, 16 listopada 2011

Narodowe Siły Ochroniarzy

MON szuka sposobów na przyciągnięcie chętnych do Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Dla bezrobotnych ochotników armia chce utworzyć etaty ochroniarzy, a pracującym – zapłacić za kursy – informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

To pokłosie tego, że do służby w NSR zamiast zakładanych 20 tys. osób, zgłosiło się o połowę mniej.

Jak wylicza doradca szefa MON gen. Waldemar Skrzypczak, 70 proc. wszystkich kandydatów stanowią bezrobotni. - Dlatego trzeba dać im pracę i stworzyć etaty ochroniarzy w jednostkach wojskowych, a zrezygnować z usług zewnętrznych agencji – mówi. Ich wynagrodzenie kosztuje ok. 230 mln zł rocznie.

MON ma też pomysł skierowany do tych, którzy mają pracę. - Z pracownikami, którzy wstąpią do sił, powinno się od razu podpisywać kontrakt na 6 lat, a nie 18 miesięcy oraz oferować sfinansowanie szkolenia, a nawet studiów – przekonuje gen. Skrzypczak.

Jak stwierdza dziennik, te nowe pomysły może spotkać taki sam los jak gratyfikacje dla żołnierzy NSR za gotowość do służby, na które nie zgodził się resort finansów.

źródło: PAP

____________________________________________

 

wtorek, 15 listopada 2011

Wydano wyroki ws. "afery bakszyszowej"

Dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz grzywna dla Tomasza K., uniewinnienie trzech innych oskarżonych oraz umorzenie spraw trzech kolejnych z powodu znikomej szkodliwości społecznej - to wyrok wojskowy sądu w procesie o korupcję przy przetargach na odbudowę Iraku z lat 2004-2005, czyli w tzw "aferze bakszyszowej".

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał zarazem jednego z uniewinnionych na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu za nielegalne posiadanie narkotyków.

Według prokuratury, która chciała wyroków skazujących, żołnierze III zmiany polskiego kontyngentu w Iraku mieli pobierać do 10 proc. wartości danego kontraktu od irackich przedsiębiorców, którym potem "umożliwiano" wygrywanie przetargów na odbudowę infrastruktury przez m.in. fałszowanie ich ofert. Polacy mieli zagarnąć w sumie ok. 780 tys. dolarów. Oskarżeni odpierali zarzuty, za które grozi do 12 lat.

Prokurator żądał kary 3 lat więzienia, 245 tys. zł grzywny i przepadku "uzyskanych korzyści" dla głównego oskarżonego, ówczesnego płk. Mariusza S. Dla trzech innych prokurator chciał 2 lat więzienia, grzywien i utraty korzyści. Trzy osoby, które przepisywały fałszowane oferty przetargowe powinny, według prokuratora, dostać kary roku ograniczenia wolności oraz utraty korzyści. Obrona wnosiła o uniewinnienie lub kary w zawieszeniu. Wyrok jest nieprawomocny.

Obrona wnosiła o uniewinnienie lub o kary w zawieszeniu. Obrońcy podkreślali, że III zmiana kontyngentu dostała od poprzedniej listę przedsiębiorców, którzy "mają wygrywać przetargi". Dowodzili, że wszystko działo się za wiedzą Wojskowych Służb Informacyjnych. Mówili, że świadkowie oskarżania są niewiarygodni, a ława oskarżonych za krótka. - Tam była wojna wywołana przez USA, w której Polacy uczestniczyli, narażając życie i zdrowie. Oskarżeni służyli dla kraju; podziękowano im procesem - mówił mec. Jacek Krupa. Dodał, że USA nie przekazały Polsce oryginałów dokumentów przetargów, które "zostały rozliczone bez uwag przez władze USA".

To już drugi proces w aferze, która wyszła na jaw, gdy w lutym 2005 r. aresztowano dwóch oficerów wracających z Iraku. Znaleziono przy nich 90 tys. dolarów - o wiele więcej niż mogli zaoszczędzić. W 2006 r. zapadły wyroki skazujące oskarżonych na kary od 4 do 2,5 lat więzienia, ograniczenia wolności, wydalenie z wojska oraz grzywny powyżej 200 tys. zł. W 2007 r. Sąd Najwyższy nakazał jednak ponowny proces, z poleceniem zbadania m.in. działań WSI, co do których legalności - jak ocenił SN - "można mieć bardzo poważne wątpliwości".

źródło: PAP

____________________________________________

 
wtorek, 15 listopada 2011

Nietypowe szkolenie dla snajperów w Rosji

W Rosji w przyszłym roku wojsko zakupi około 10 tysięcy rakiet do badmintona i dziesiątki tysięcy lotek. Jako pierwsi w ramach szkolenia obowiązkowo będą grać w kometkę snajperzy. Ministerstwo obrony buduje także boiska do uprawiania tego sportu.

Rosyjskie "Izwiestia" dowiedziały się, że w każdym z siedmiu nowoczesnych kompleksów sportowych, które powstaną w wojskowych miasteczkach dla pobrowych, jest juz po 10 boisk do badmintona. To początek.

Gry w kometkę będą się uczyć wszyscy wojskowi. Tam, gdzie nie ma hal sportowych będą grali jedynie latem, chociaż niskie temperatury tu nie przeszkadzają, chyba, że wieje silny wiatr. Naczelnik wydziału przygotowania fizycznego rosyjskiego ministerstwa obrony pułkownik Aleksandr Szczepeliow uważa, że badminton, to ważny element w sportowym szkoleniu żołnierzy.

- Podczas gry pracują te same mięśnie, które są przydatne np. przy rzucaniu granatem, nożem czy innymi przedmiotami. Szczególnie jest to ważne dla strzelców i snajperów, dlatego, że śledzenie lotki pozwala na wyrobienie mięśni poruszających oko, gra w kometkę wzmacnia serce, rozwija szybkość reakcji - podkreśla Szczepieliow.

Zainteresowanie badmintonem w Rosji wzrosło po tym, jak prezydent Dmitrij Miedwiediew trzy tygodnie temu opowiedział na swoim blogu o korzyściach płynących z gry w kometkę i zagrał w badmintona z premierem Władimirem Putinem.

Miedwiediew wezwał Rosjan do zainteresowania tym sportem i oświadczył, że gra ta będzie obowiązkowa na lekcjach wf w szkołach.

źródło: PAP

____________________________________________

 
wtorek, 15 listopada 2011

W osłonie szlaków żeglugowych

Przez Bałtyk przebiegają kluczowe dla polskiej gospodarki szlaki żeglugowe. Transportowane są towary i surowce obrotu handlowego. Utrata bezpieczeństwa na morzu oznaczałaby gwałtowny wzrost cen, zachwianie gospodarki i odcięcie od źródeł zaopatrywania. Dlatego większość działań Marynarki Wojennej to ćwiczenia na rzecz bezpieczeństwa żeglugi.

W poniedziałek, 14 listopada, w morze wyszły dwie fregaty rakietowe oraz korweta zwalczania okrętów podwodnych. Okręty te przeprowadzą manewry osłony transportu morskiego połączone z rejsem nawigacyjnym wokół Morza Bałtyckiego. To kolejne w tym roku ćwiczenia na rzecz tworzenia atmosfery bezpieczeństwa na Bałtyku. Potrwają do końca tygodnia.

W ćwiczeniu udział weźmie fregata rakietowa ORP „Gen. K. Pułaski”, ORP „Gen. T. Kościuszko”, korweta zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) ORP „Kaszub” oraz okręt podwodny ORP „Kondor”. Jednostki będą wspierane przez śmigłowiec pokładowy SH-2G operujący z fregat rakietowych. Okręty nawodne opuściły macierzysty port wojenny w Gdyni w poniedziałek, 14 listopada. W kolejnych dniach do działań włączy się okręt podwodny.

Podczas działań na morzu załogi przećwiczą m.in. poszukiwanie i zwalczanie okrętów podwodnych oraz uchylanie się przed atakami tych jednostek. Przeprowadzone zostaną symulowane ataki rakietowe i torpedowe. Okręty będą prowadzić obronę przeciwlotniczą zespołu oraz doskonalić umiejętności przeciwdziałania zagrożeniom asymetrycznym z powietrza, jak i z wody. Zadaniem śmigłowca pokładowego będzie m.in. wskazywanie celów okrętom. Załogi trenować będą jednocześnie obronę przeciwawaryjną okrętu, walkę z pożarami oraz przebiciami kadłuba. Przećwiczone zostaną także działania logistyczne na morzu, między innymi zaopatrywanie okrętów w paliwo i wodę. Ćwiczenie połączone jest z rejsem zespołu okrętów (dwie fregaty i korweta) wokół Bałtyku. Do portu w Gdyni jednostki powrócą w piątek 18 listopada.

Tego typu ćwiczenia to doskonalenie wyszkolenia sił Marynarki Wojennej w działaniach zabezpieczających interesy państwa na morzu oraz tworzenie atmosfery bezpieczeństwa na Bałtyku. Chodzi głównie o osłonę strategicznego transportu morskiego oraz utrzymanie panowania na morzu w sytuacji kryzysowej, aby nie dopuścić do blokady morskiej państwa. Obecnie od bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych zależy stabilny, niezagrożony rozwój gospodarki morskiej. Drogą morską transportowany jest bowiem największy tonaż towarów międzynarodowej wymiany handlowej. Drogą morską dostarczane są także różnego typu surowce, z których korzystają państwa morskie. Tylko w polskich portach przeładowywanych jest rocznie około 50 milionów ton ładunków. Podobne działania jednostki Marynarki Wojennej realizują także podczas ćwiczeń i operacji w ramach współpracy międzynarodowej pod auspicjami NATO i Partnerstwa dla Pokoju. Do zadań osłony transportu morskiego Marynarka Wojenna wykorzystuje m.in. fregaty rakietowe i korwetę ZOP. Są to okręty przeznaczone głównie do osłony morskich szlaków żeglugowych przed atakami okrętów podwodnych, nawodnych i lotnictwa. Mogą także wykonywać zadania w ramach operacji pokojowych, antyterrorystycznych i antypirackich na różnych akwenach.

źródło: MW RP

____________________________________________

 
poniedziałek, 14 listopada 2011

Łódzcy policjanci na planie „Komisarza Aleksa”

Serial „Komisarz Aleks” to wartka akcja i trzymająca w napięciu opowieść rozgrywana w najciekawszych miejscach Łodzi. Integralnym, jeśli nie najważniejszym, elementem fabuły są emocje wynikające z relacji policyjnego psa Aleksa z zespołem detektywów, walczących z różnymi obliczami przestępczości.

Serial „Komisarz Aleks” będzie polską wersją popularnej na całym świecie austriacko-włoskiej serii detektywistycznej „Komisarz Rex”, nadawanej z powodzeniem od 1994 roku. Akcja polskiej wersji filmu będzie się skupiała wokół trójki pracowników biura policji kryminalnej. Oprócz policjantów, kluczową rolę odgrywa owczarek Aleks, który pomaga rozwiązywać kryminalne zagadki.

Wśród znakomitej obsady aktorskiej należy wymienić takie nazwiska, jak: Kuba Wesołowski, Magdalena Walach, Ireneusz Czop, Daniel Olbrychski i Janusz Chabior. Gościnnie zobaczymy m.in. Katarzynę Figurę, Ewę Kasprzyk, Piotra Machalicę czy Annę Milewską.

W myśl zasady: nic o nas bez nas, przy realizacji zdjęć do serialu aktywny udział biorą prawdziwi stróże prawa. To łódzcy funkcjonariusze doradzają scenarzystom i aktorom, którzy z ciekawością uczą się „policyjnej kuchni”. W części zdjęć w serialowe role wcielili się funkcjonariusze, którzy okazali się niezastąpieni, chociażby w scenach pokazujących akcje policyjnych antyterrorystów. Wszystko po to, aby w sposób możliwie najbardziej wiarygodny pokazać ciekawą, choć niebezpieczną, pracę mundurowych.

Już wiosną widzowie będą mogli śledzić w 13 odcinkach serialowe losy łódzkich policjantów.

źródło: KGP

____________________________________________

 
sobota, 12 listopada 2011

Prezydent RP wręczył nominacje generalskie

Sześciu oficerów Policji otrzymało dziś z rąk prezydenta RP Bronisława Komorowskiego nominacje na stopnie generalskie. Uroczystość odbyła się w Belwederze. Wzięli w niej udział Jerzy Miller, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Adam Rapacki, Podsekretarz Stanu w MSWiA, oraz gen. insp. Andrzej Matejuk, Komendant Główny Policji.

Obchody Święta Niepodległości stały się okazją do wręczenia nominacji generalskich. Uroczystość rozpoczęła się o godz. 16.00 w Belwederze. Mianowani przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego na stopień nadinspektora Policji oficerowie to: Dariusz Działo – Lubelski Komendant Wojewódzki Policji, Marek Działoszyński – Komendant Wojewódzki Policji w Łodzi, Leszek Marzec – Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie Wlkp., Adam Maruszczak – Dyrektor Centralnego Biura Śledczego, Andrzej Rokita – Małopolski Komendant Wojewódzki Policji, Mirosław Schossler – Świętokrzyski Komendant Wojewódzki Policji. Mianowani funkcjonariusze odebrali z rąk Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Jerzego Millera szable oficerskie - nieodzowny symbol tak wysokiego stopnia.

- Niepodległość to nie tylko zwycięstwa wojskowe, ale także utrzymanie bezpieczeństwa – mówił podczas uroczystości prezydent Bronisław Komorowski. - Trzeba na co dzień pamiętać, że niepodległość to nie tylko walka, bitwy, zwycięstwa o charakterze militarnym, to także ciągłe wyzwanie, które stoi przed nami wszystkimi, jeśli chodzi o stworzenie bezpieczeństwa w ramach niepodległego kraju – powiedział prezydent.

Dodał, że w przeszłości policjanci gdy trzeba było, występowali w rolach zupełnie niepolicyjnych, np. walcząc zbrojnie. - Dzisiaj również policjanci pełnią różne funkcje w ramach systemu bezpieczeństwa i obronności – dodał prezydent. Przypomniał, że funkcjonariusze, obok żołnierzy, uczestniczą w misjach pełnionych z mandatu organizacji międzynarodowych. - Polscy policjanci gwarantują nie tylko bezpieczeństwo Polski, honor Polski, ale także bezpieczeństwo ludzi tam mieszkających, powierzonych ich opiece – powiedział prezydent Komorowski.

źródło: MSWiA

____________________________________________

 
piątek, 11 listopada 2011

Niesamowity układ chmur nad Polską. Co ma wspólnego z 11 listopada? Sporo



Właśnie dzisiaj, 11 listopada, dziwnym zbiegiem okoliczności chmury warstwowe stratus, które przynoszą mgłę, ułożyły się w... granice Drugiej Rzeczpospolitej.
11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Po wojnie granice naszego kraju wyglądały tak:

Na zdjęciu satelitarnym widzimy, że dzisiaj chmury pokrywają powierzchnię łudząco podobną do terenów należących do Polski zaraz po I wojnie światowej. Porównajcie sami:

Zbieg okoliczności?

źródło: PAP

____________________________________________

piątek, 11 listopada 2011

Rosomak i ewakuacja rannego w Manufakturze

Tegoroczne święto niepodległości, oprócz części oficjalnej pod katedrą i Grobem Nieznanego Żołnierza, miało także część widowiskową. Na rynku Manufaktury w ramach pikniku niepodległościowego pojawił się najnowszy sprzęt wojskowy m.in. wyrzutnie rakiet i medyczny rosomak. Wojsko zrobiło pokaz ewakuacji rannych z pola walki.

Piknik rozpoczął się od wjazdu na rynek Manufaktury marszałka Józefa Piłsudskiego. Piłsudski zajechał dorożką, przywitał przedstawicieli władz m.in. wojewodę łódzką Jolantę Chełmińską i Cezarego Grabarczyka po czym wygłosił wyjątkowo uprzejme jak na siebie przemówienie, w którym pochwalił łodzian za pracę "na rzecz rozwoju Rzeczpospolitej". Wspominał też swoje doświadczenia z pobytu w Łodzi. Te niestety nie były miłe bo właśnie tutaj w mieszkaniu nr 4 przy Wschodniej 19 został aresztowany po zdekonspirowaniu prowadzonej przez siebie drukarni.

Potem można było zobaczyć pokaz ewakuacji rannego żołnierza z wykorzystaniem medycznej wersji rosomaka, wozu pancernego używanego przez polską armię. Cała akcja nie trwała dłużej niż cztery minuty. Najbardziej zaskakujące w samym rosomaku było to, że jest nieprawdopodobnie cichy. Potężną konstrukcję napędza niemal 12 litrowy silnik a mimo to, kiedy wjeżdżał na rynek, wydobywał się z niego ledwie słyszalny pomruk.

Później żołnierze przeprowadzili akcję ratowniczą ze sprzętem wysokościowym zjeżdżając na linach z jednego z budynków Manufaktury.

Oprócz pokazów na pikniku można było zobaczyć wystawy zdjęć z misji zagranicznych, w których brało udział polskie wojsko, najnowsze wyposażenie naszych żołnierzy, w tym wozy strażackie, wyrzutnie rakiet i honkery. Głodni mogli zjeść za dwa złote grochówkę z polowej kuchni











źródło: GW Łódź

____________________________________________

piątek, 11 listopada 2011

Plądrował stanowiska archeologiczne. To jego pasja

Monety z okresu rzymskiego, bagnet, medaliki i ostrogi znaleźli policjanci w mieszkaniu prywatnego kolekcjonera zabytków. Zdobywał je nielegalnie

Mężczyzna gromadził swoje zbiory prowadząc nielegalne wykopaliska. Okazało się, że 30-latek od dziesięciu lat bez wymaganego zezwolenia poszukiwał w ziemi zabytków na terenie powiatów bełchatowskiego, łaskiego i zduńskowolskiego. Do pracy wykorzystywał wykrywacz metalu, za pomocą którego plądrował stanowiska archeologiczne. Znalezione w ten sposób przedmioty zabierał do swojego mieszkania, rozbudowując prywatną kolekcję. Robił to, gdyż jak twierdził, amatorsko pasjonował się archeologią.

W mieszkaniu "amatora archeologii" zabezpieczono wiele zabytków archeologicznych. Były to między innymi fragmenty krzemieni z epoki kamienia, pradziejowe fragmenty naczyń ceramicznych oraz kolekcja monet z okresu rzymskiego, średniowiecza, XVI, XVII i XX wieku. Policjanci znaleźli także bagnet, medaliki, ostrogi, klamry, menażki oraz pierścienie i sygnety. Zabezpieczono dwa wykrywacze metalu, którymi posługiwał się zatrzymany mężczyzna.

Za niszczenie stanowisk archeologicznych i przywłaszczenie znalezionych zabytków 30-latkowi grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

źródło: GW Łódź

____________________________________________

piątek, 4 listopada 2011

Cięcia w MON, będzie mniej urzędników

Szef MON Tomasz Siemoniak odchudza resort. Ma być mniejszy i sprawniej zarządzany, a zaoszczędzone na biurokracji pieniądze pójdą na potrzeby armii. Już likwidowane są niektóre biura i departamenty – informuje "Rzeczpospolita".

MON liczy 17 departamentów i 4 biura; w każdym pracuje kilkadziesiąt osób. Do tego dochodzą struktury Sztabu Generalnego i różnych inspektoratów. Wiele tych instytucji się dubluje.

- Wszystko, co zbędne, należy likwidować – zapowiedział w "Rzeczpospolitej" Siemoniak. - Najważniejszy dla mnie będzie żołnierz, który jest na pierwszej linii działania. Zbyt skomplikowana i rozbudowana struktura nad nim pochłania pieniądze i żyje sama dla siebie - stwierdził.

Resort nie wie jeszcze, ile zaoszczędzi na zmianach, ale jak mówi rzecznik MON Jacek Sońta, wygospodarowane środki będą przeznaczone na modernizację armii. "Chodzi o to, by wojska w wojsku było więcej, a mniej rozbudowanej biurokracji" – podkreśla.

Według informacji gazety, już zapadły decyzje o likwidacji Biura ds. Wdrażania Samolotu Wielozadaniowego F-16 i Biura ds. Wdrożenia Kołowego Transportera Opancerzonego Rosomak. Ich zadania przejmą m.in. dowódcy Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych. Może też zniknąć Biuro ds. Obrony Przeciwrakietowej, powstałe w 2007 r., gdy ważyły się losy budowy tarczy antyrakietowej. Sprawa upadła, ale biuro zostało.

Pod nóż pójdzie też Departament Transformacji; rozważana jest też likwidacja Departamentu Infrastruktury. Z kolei Departament Kadr może zostać połączony z Departamentem Nauki i Szkolnictwa Wojskowego.

- To są oczywiste zmiany i wynikają z potrzeby usprawnienia pracy resortu obrony – mówi doradca szefa MON gen. Bogusław Pacek, który pracuje nad reformą. Nie wyklucza, że zlikwidowanych zostanie więcej urzędów w MON.

Cięcia czekają też inne wojskowe instytucje, m.in. Sztab Generalny. Mówi się np. o likwidacji zespołów asystentów zajmujących się Wojskami Lądowymi i Marynarką Wojenną. Już są protesty. - Trudno się dziwić, bo to wysoko płatne stanowiska obsadzone przez pułkowników – mówi jeden z oficerów

źródło: PAP

____________________________________________

 
wtorek, 1 listopada 2011

Polskie F-16 "przechwyciły" Boeinga 767

Dwa polskie F-16 "przechwyciły" w powietrzu samolot Boeing 767 lecącego z Newark do Warszawy. Miał on problemy z podwoziem i krążył nad stolicą, ale ostatecznie wylądował awaryjnie na lotnisku.

Jak mówi nam ppłk Robert Kupracz, rzecznik polskich Sił Powietrznych, maszyny bojowe poderwały się z bazy w Łasku pod Łodzią. - Nasi piloci zgodnie z procedurami przechwycili samolot - mówi nam ppłk Kupracz. Były to dwa samoloty. Ich przelot nad Warszawą wiązał się z bardzo wyraźnie słyszalnym hukiem.

Rzecznik SP w rozmowie z Onetem podkreśla, że piloci w tym przypadku mieli za zadanie ocenić sytuację i w miarę możliwości pomóc załodze. Wcześniej nad zachodnimi dzielnicami Warszawy latały wojskowe śmigłowce.

Samolot pasażerski Boeing 767 polskich linii lotniczych LOT wylądował awaryjnie na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Na pokładzie znajdowało się 230 osób.

źródło: PAP

____________________________________________

wtorek, 1 listopada 2011

MON rozda 12 tys. orderów. "To przyzwoitość"

Ministerstwo Obrony chce jak najszybciej rozdać żołnierzom zaległe odznaczenia za wojskowe misje. Wciąż czeka na nie 12 tys. osób.

Gwiazdy: Iraku, Afganistanu, Konga, Morza Śródziemnego i Czadu to odznaczenia pamiątkowe przysługujące uczestnikom tych misji. - Nadanie ich żołnierzom to sprawa zwykłej przyzwoitości – mówi doradca szefa MON gen. Waldemar Skrzypczak.

W internecie i w lokalnej prasie pojawiły się ogłoszenia wzywające byłych żołnierzy do zgłaszania się po Gwiazdy. Odznaczenia są rozdawane przez dowódców jednostek podczas wewnętrznych uroczystości lub zwykłych zbiórek.

źródło: PAP

____________________________________________

niedziela, 30 października 2011

Sukces policji. Schwytano groźnego gangstera

Po jedenastu latach poszukiwań wyjątkowo groźny gangster wpadł w ręce policji – informuje TVP Info. Wojciech B. był na policyjnej TOP-liście poszukiwanych w związku z licznymi przestępstwami, które miał popełnić. Jednym z zarzucanych mu czynów jest zabójstwo. Mężczyzna wpadł w ręce funkcjonariuszy w Wielkiej Brytanii.

– Był totalnie zaskoczony. Poszukiwaliśmy go za zabójstwo, udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwo i wymuszenia rozbójnicze – przyznał Zbigniew Maj, wiceszef Centralnego Biura Śledczego.

Zatrzymania dokonali policjanci z wydziału operacji pościgowych Komendy Głównej Policji, przy współpracy z brytyjskimi funkcjonariuszami. Choć wydział działa dopiero od pół roku, to ma na swoim koncie już kilka spektakularnych zatrzymań. Policjanci złapali m.in. Rafała S., ps. "Szkatuła".

– To są bardzo doświadczeni w poszukiwaniach policjanci. Powołując ten wydział chcieliśmy stworzyć komórkę, która będzie się mogła skoncentrować na konkretnych sprawach – mówił Maj cytowany przez TVP Info.

"Szkatuła" złapany po dziesięciu latach

"Szkatuła" był numerem jeden na policyjnej liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Szukano go przez 10 lat; wystawiono za nim osiem listów gończych oraz dwa Europejskie Nakazy Aresztowania. Policja zatrzymała go w połowie maja w Lesznowoli pod Warszawą.

W październiku warszawski sąd skazał go na karę 5,5 roku więzienia i 10 tys. zł grzywny m.in. za kierowanie gangiem. "Szkatuła" dobrowolnie poddał się karze, ale nie przyznał się do winy. Akt oskarżenia obejmował 12 zarzutów, odnoszących się do lat 1997-2006.

Najpoważniejszy dotyczył kierowania zorganizowaną grupą przestępczą "śródmiejsko-wolską", która specjalizowała się m.in. w wymuszeniach. Pozostałe były związane m.in. z kradzieżami luksusowych samochodów, handlem heroiną oraz podrobieniem dokumentu i wyłudzeniem od pracownika Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego poświadczenia nieprawdy poprzez wystawienie paszportu na nieprawdziwe dane.

źródło: TVN24

____________________________________________

 
czwartek, 27 października 2011

Zarzuty dla byłych dyrektorów MSWiA

Zarzuty przyjmowania i wręczania łapówek w wysokości większej niż 200 tys. zł, niedopełnienia obowiązków oraz ukrywania środków płatniczych usłyszało sześć osób, w tym dwóch b. dyrektorów MSWiA zatrzymanych wczoraj przez CBA.

Jak poinformował rzecznik warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Jaskólski, czynności z zatrzymanymi prokuratorzy rozpoczęli dzień wcześniej. - Dzisiaj są one kontynuowane i potrwają prawdopodobnie do godzin popołudniowych - powiedział.

Dodał, że po ich zakończeniu mają zapaść decyzje, czy prokuratura będzie występowała do sądu z wnioskami o areszt i w przypadku których osób. Poinformował również, że za przyjmowanie i wręczanie łapówek dużej wartości grozi podejrzanym nawet do 12 lat więzienia.

W środę CBA zatrzymało m.in. dwóch oficerów policji - byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych (CPI) MSWiA i jego ówczesnego zastępcę. Ani warszawska prokuratura apelacyjna, która wszczęła śledztwo w tej sprawie, ani CBA nie chciały podawać żadnych szczegółów. Nie ujawniły też, jakich i ilu przetargów dotyczy sprawa, poza tym, że ma to związek z informatyzacją resortu.

Komendant główny policji Andrzej Matejuk zapewniał, że żaden z dwóch zatrzymanych policjantów nie zajmował w KGP stanowisk kierowniczych. Zapowiedział również, że jeśli usłyszą oni zarzuty, zostaną zawieszeni w pełnionych czynnościach do czasu wyjaśnienia sprawy, a w przypadku potwierdzenia zarzutów - będą zwolnieni dyscyplinarnie.

Zatrzymanie obu oficerów ma związek z nieprawidłowościami, do których doszło, gdy byli oddelegowani do MSWiA i zajmowali się tam projektami informatycznymi. Jak ustaliła PAP, obaj oficerowie pracowali w MSWiA w latach 2008-2010. Po powrocie do KGP pracowali w biurach logistycznych.

Ze źródeł zbliżonych do sprawy PAP dowiedziała się, że zatrzymany przez CBA b. szef CPI został odwołany za stanowiska przez obecnego ministra Jerzego Millera ok. półtora roku temu. Sprawa ta - według informatorów PAP - miała związek z audytem, który zlecił Miller, a który dotyczył zawartego w poprzednich latach kontraktu na budowę sieci teleinformatycznej. Zwycięzca wyłoniony został za czasów poprzedniego szefa resortu Grzegorza Schetyny. Kontrolerzy sprawdzali wówczas też inne przetargi związane z informatyzacją resortu.

Sprawę opisywał w lipcu 2010 r. "Dziennik. Gazeta Prawna". Według gazety wątpliwości wzbudzało to, że w przypadku sieci nie zastosowano pełnej procedury przetargowej, a skorzystano z trybu specjalnego, co tłumaczono względami bezpieczeństwa. Audyt - jak ustaliła PAP - zakończył się zawiadomieniem, skierowanym do warszawskiej prokuratury okręgowej. Według informatorów PAP obecne zatrzymania mają jednak związek z inną sprawą.

źródło: PAP

____________________________________________

 
czwartek, 27 października 2011

Nieoczekiwana decyzja dotycząca przetargu na samoloty

Przetarg na samolot szkolno-bojowy został unieważniony - poinformował rzecznik MON Jacek Sońta. MON na razie nie podaje powodów podjęcia takiej decyzji. Na godz. 12 zapowiedziana jest konferencja prasowa w tej sprawie.

W komunikacie przesłanym PAP Sońta poinformował, że zmieniła się koncepcja zakupu samolotu - zamiast maszyny szkolno-bojowej wojsko chce kupić samolot szkolny. Dlatego MON zamknął postępowanie przetargowe na dostawę sprzętu.

MON na razie nie podaje powodów podjęcia takiej decyzji. Na godz. 12 zapowiedziana jest konferencja prasowa w tej sprawie.

Jak dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do resortu, armia uznała, że nie jest jej obecnie potrzebny samolot o właściwościach bojowych, ale maszyna do szkolenia pilotów. Przy obecnej specyfikacji przetargu nie było szans na wybór takiego sprzętu.

Przetarg na 16 samolotów klasy LIFT (Lead-In Fighter Trainer) wraz z całym systemem szkolenia, w tym symulatorem i wyposażeniem sal wykładowych, ruszył we wrześniu 2010 r. Miał wyłonić dostawcę samolotów zaawansowanego szkolenia, na którym mogliby się uczyć i trenować piloci F-16. MON planował, że przetarg zostanie rozstrzygnięty do końca roku, a samoloty dostarczone w latach 2013-15.

W sobotę minąłby kolejny termin składania ofert przez firmy startujące w konkursie. MON wcześniej dwukrotnie go przesuwał - najpierw miał to być koniec lipca, potem - koniec sierpnia. Szef MON Tomasz Siemoniak, przekładając termin składania ofert na koniec października, zapowiadał, że to już ostatnia taka zmiana.

Siemoniak, obejmując na początku sierpnia resort obrony, zlecił przeanalizowanie przetargu. Ekspertyza miała określić, jak system szkolenia zaawansowanego pilotów wpisuje się w zalecenia raportu komisji, która badała katastrofę smoleńską. Jej raport wskazał wiele niedociągnięć w systemie szkolenia, w następstwie czego szef MON zdymisjonował kilkunastu oficerów odpowiedzialnych za szkolenie pilotów, w tym trzech generałów. W tej liczbie byli ówczesny szef szkolenia Sił Powietrznych oraz jego poprzednik.

Z kolei pod koniec sierpnia odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia wiceminister Marcin Idzik zapewniał, że MON nie rozważa szkolenia pilotów za granicą (obecnie część szkolenia pilotów F-16 odbywa się w USA), a przetarg na samolot szkolno-bojowy będzie kontynuowany.

Wstępne oferty złożyło pięć firm: Korea Aerospace Industries (KAI) z T-50 - jedynym naddźwiękowym samolotem w tym przetargu, opracowanym przy współpracy z koncernem Lockheed Martin, producentem F-16; włoska Alenia Aermacchi z M346; koncern BAE Systems oferujący znane brytyjskie samoloty Hawk najnowszej generacji; fińska Patria proponująca używane Hawki starszej generacji, ale po modernizacji; oraz czeska Aero Vodochody z L-159.

Ostatecznie w przetargu pozostało tylko dwóch oferentów - Włosi i Koreańczycy. Brytyjczycy, Finowie i Czesi się wycofali.

Komentatorzy już wcześniej zwracali uwagę, że nacisk na właściwości bojowe i związane z tym wymagania dotyczące awioniki faworyzują produkty koreański i włoski, a wymóg radaru spełnia tylko samolot koreański, Włosi musieliby dokonać zmian w konstrukcji.

Informację o anulowaniu przetargu i rozpisaniu go na nowo jako pierwsza podała TVN24.

źródło: PAP

____________________________________________

 
czwartek, 27 października 2011

Generał dostał order. "To zupełnie niebywałe"

- To zupełnie niebywałe. Te odznaczenia i awanse przed zakończeniem dochodzenia prokuratury w tej sprawie – powiedział płk Andrzej Pawlikowski (szef BOR w 2006-2007) w "Super Expressie", na temat generała Mariana Janickiego, który po tragedii smoleńskiej, został odznaczony orderem przez ministra Radosława Sikorskiego za zasługi we wzmacnianiu wizerunku i pozycji Polski na świecie. – To dla mnie wyjątkowa niezręczność względem rodzin ofiar – dodał na ten sam temat Gromosław Czempiński (generał w stanie spoczynku, były szef UOP).

 


 

Andrzej Pawlikowski dodał, że szef BOR, generał Janicki, nie ma pojęcia o kwestiach bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. – Przecież gen. Janicki zajmował się tylko i wyłącznie logistyką. Zakupem samochodów i sprzętu. Jego błędy mnie nie zaskakują. Dziwi tylko, że jego ówczesny zastępca, płk Bielawny nie przeciwstawił mu się. I doszło do tragedii – stwierdził.

- W każdym cywilizowanym demokratycznym kraju szefowie służb podają się w takiej sytuacji (katastrofie smoleńskiej - red.) do dymisji. Kiedy w Paryżu doszło do obrzucenia jajkami prezydenta Kwaśniewskiego, to ówczesny szef BOR gen. Gawor został odwołany ze stanowiska. Choć przecież to rzut jajkiem (…), a tutaj mamy śmierć pary prezydenckiej pary i 94 innych osób – podsumował płk Pawlikowski.

Gromosław Czempiński zapytany oto, czy generał Janicki powinien zostać od razu zdjęty ze stanowiska, powiedział, że "trzeba pamiętać o atmosferze, jaka panowała zaraz po katastrofie". – Gdyby rząd zwolnił wtedy kogokolwiek, to ta osoba zostałaby od razu obarczona przez media i społeczeństwo winą za całą katastrofę. Tymczasem elementów, które nie zafunkcjonowały było znacznie więcej.

źródło: SE

____________________________________________

 
środa, 26 października 2011

Czego potrzeba polskiej armii? Minister wyciąga wnioski

Relacje z afgańskimi władzami i wyposażenie polskiego kontyngentu to tematy, które minister obrony Tomasz Siemoniak zamierza poruszyć po powrocie z Afganistanu. Dzisiaj szef MON wziął udział w ceremonii przekazania obowiązków 10. zmianie PKW.

- Mieliśmy okazję z generałami porozmawiać bardzo szczerze o problemach, o sytuacji, mamy bardzo dużo wniosków do omówienia w Warszawie - powiedział minister dziennikarzom.

- Polityczne wnioski do wyciągnięcia dotyczą relacji z władzami Afganistanu; będę chciał rozmawiać o tym z ministrem Radosławem Sikorskim, który był niedawno w Afganistanie - dodał Siemoniak.

- Inne wnioski dotyczą sprzętu - można znaleźć jeszcze lepszy, jeszcze nowocześniejszy. Chcielibyśmy, aby nasz kontyngent dorównywał najnowocześniejszym armiom na świecie - zapewnił. Minister zaznaczył, że "we wnioskach nie ma elementu krytyki". - Szanujemy to, co zostało zrobione, włożono wielką pracę w pakiet afgański – powiedział Siemoniak nawiązując do uruchomionego przed dwoma laty programu uproszczonych, zwolnionych z wymogu offsetu, zakupów, które pozwoliły m. in. nabyć nowe rosyjskie śmigłowce transportowe Mi-17.

- Przez cały czas dokonujemy zakupów. Pakiet afgański jest przez cały czas realizowany. Są pewne rzeczy z pakietu afgańskiego - może nie najistotniejsze - które ugrzęzły gdzieś w jakiejś biurokratycznej procedurze. Chcemy to w Warszawie odblokować - zadeklarował minister, nie precyzując o jaki sprzęt chodzi. W bazie Ghazni minister zapoznawał się m. in. z funkcjonowaniem zakupionego w ubiegłym roku bezzałogowego systemu rozpoznawczego Aerostar.

Szef MON powiedział, że redukcja liczącego ok. 2,5 tys. osób kontyngentu począwszy od obecnej zmiany nie była tematem jego rozmów. Wyraził zarazem przekonanie, że zmniejszenie liczby żołnierzy o 50 w Afganistanie i stu w odwodzie w kraju nie odbije się na wypełnianiu zadań polskich wojsk ISAF.

Minister wyraził uznanie dla dowodzącego 9. zmianą generała brygady Sławomira Wojciechowskiego i zadowolenie z faktu zainteresowania władz miasta i prowincji Ghazni działaniami wojsk ISAF.

Wspomniał poległych w ostatnich miesiącach żołnierzy, w tym sierżanta Mariusza Deptułę, który zginął ostatniej niedzieli. Inny ciężko ranny w tym samym ataku na konwój żołnierz został przewieziony do kraju. W szpitalu polowym w Ghazni minister spotkał się z czterema lżej poszkodowanymi. Siemoniak wyraził nadzieję, że amerykańscy żołnierze, ranni w środę w podobnym ataku i przywiezieni do bazy Ghazni, wrócą do zdrowia.

Uznanie dla polskich i amerykańskich żołnierzy oraz sił afgańskich współdziałających z polskim kontyngentem wyraził szef regionalnego dowództwa wschód (RCE), amerykański dwugwiazdkowy generał David Allyn. Wyliczył, że żołnierze, których zadaniem jest utrzymanie bezpieczeństwa na drodze Kabul-Kandahar, odbyli ponad 4 tys. patroli, zabili ponad 640 przeciwników, zniszczyli ponad 8,5 tony materiałów wybuchowych.

W tym samym czasie - mówił Allyn - regionalny zespół odbudowy (PRT) pracował nad ponad 30 projektami wartości 7,5 mld dolarów, które mają poprawić jakość życia w prowincji Ghazni i pomóc przygotować jej stolicę do roli centrum kultury islamskiej w 2014 roku. Zapewnił, że wojsko nie zapomni o tych, którzy zginęli na służbie i o ich rodzinach.

Dowódca 10. zmiany polskiego kontyngentu, gen. bryg. Piotr Błazeusz, za najważniejsze zadania w najbliższym czasie uznał zwiększenie bezpieczeństwa wokół nowej bazy Ariana i bazy Giro, którą opuścili Amerykanie, pozostawiając ją polskiemu wojsku. - Zadanie pozostaje to samo. Każda zmiana to kontynuacja poprzedniej. Zamierzam przygotować warunki dla jedenastej zmiany – zapowiedział gen. Błazeusz.

Jego poprzednik, gen. Wojciechowski, wyraził uznanie dla odwagi i poświęcenia żołnierzy, którzy służyli w ramach zakończonej 9. zmiany.

Dowódca nowej zmiany ocenił, że ogólnie pod względem bezpieczeństwa sytuacja się poprawiła, dzięki rosnącej samodzielności sił. - To długi proces, nie od razu przejmą całą odpowiedzialność, ale trzeba nad tym pracować, trzeba ich zachęcać - dodał.

źródło: PAP

____________________________________________

 
środa, 26 października 2011

Trumna z ciałem żołnierza poległego w Afganistanie już w Polsce

Na lotnisku Okęcie w Warszawie wylądował po południu wojskowy samolot CASA C-295M, którym przywieziono do Polski trumnę z ciałem sierżanta Mariusza Deptuły, który w niedzielę poległ w Afganistanie.

Deptuła został śmiertelnie ranny po tym, jak pod Rosomakiem, którym jechał w czasie patrolu, wybuchł improwizowany ładunek wybuchowy. W ataku rany w nogi odniósł jeszcze inny żołnierz, a reszta załogi została poszkodowana.

Ciało Deptuły przywitano z wojskowym ceremoniałem, w uroczystości uczestniczył m.in. wiceszef MON Czesław Mroczek raz dowódca Wojsk Lądowych gen. Zbigniew Głowienka. St. szeregowego Deptułę pośmiertnie awansowano do stopnia sierżanta. Jego pogrzeb odbędzie się w piątek w miejscowości Czarnia koło Myszyńca (Mazowieckie).

Ranni w niedzielnym ataku zostali przetransportowani do szpitala w Ghazni. Według lekarzy, życiu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo. Natomiast najciężej ranny żołnierz wkrótce ma zostać przetransportowany do kraju.

W środę w szpitalu w Ghazni z czterema poszkodowanymi spotkał się minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, który przebywa z wizytą w Afganistanie.

Sierżant Mariusz Deptuła to 30. polski żołnierz poległy w Afganistanie lub w wyniku ran odniesionych w tym kraju od 2007 r., gdy Polska zaangażowała się w operację ISAF. W Afganistanie zginął też cywilny ratownik medyczny.

Mariusz Deptuła był żołnierzem 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, która stanowi trzon niedawno rozpoczętej dziesiątej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Była to pierwsza misja Deptuły. W wojsku służył od 2007 roku. Zostawił żonę i córkę. Miał 28 lat.

źródło: PAP

____________________________________________

 
środa, 26 października 2011

Śląscy policjanci bez pracy? Chronili Paris Hilton

Surowe konsekwencje dyscyplinarne grożą trzem śląskim antyterrorystom, którzy bez zgody przełożonych ochraniali Paris Hilton podczas jej wizyty w Katowicach. W tej sprawie toczy się postępowanie wyjaśniające - podał rzecznik śląskiej policji Andrzej Gąska.

O tym, że trzej podoficerowie Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego w Katowicach bez zgody przełożonych ochraniali celebrytkę, która kilkanaście dni temu przyjechała na otwarcie nowej części centrum handlowego Silesia City Center, napisał katowicki dodatek "Gazety Wyborczej".

Gazeta zwróciła uwagę, że zdjęcia policjantów towarzyszących Hilton - na co dzień zakrywających twarze - obiegły cały świat. Ujawniła też, że podczas ochraniania Hilton funkcjonariusze, którzy byli w cywilnych ubraniach, mieli przy sobie broń służbową.

- Komendant Wojewódzki Policji w Katowicach polecił, by oficerowie z wydziału kontroli wyjaśnili tę sprawę. Postępowanie wyjaśniające jest już prowadzone - poinformował podinspektor Gąska.

Jak dodał, już z pierwszych ustaleń wiadomo, że funkcjonariusze nie wykonywali podczas wizyty Hilton zadań służbowych, nie mieli też zgody przełożonych na to, by poza służbą ochraniać tę imprezę.

- To oznacza, że w przypadku potwierdzenia w prowadzonym postępowaniu udziału funkcjonariuszy AT w ochronie tej imprezy, poniosą oni surowe konsekwencje dyscyplinarne - podkreślił podinsp. Gąska.

W wypowiedzi dla "GW" szef śląskiej policji Dariusz Biel powiedział kategorycznie, że jeśli policjanci, którzy ochraniali Hilton, do końca tygodnia sami nie odejdą ze służby, zostaną zwolnieni dyscyplinarnie.

źródło: PAP

____________________________________________

środa, 26 października 2011

Policjant skazany za gwałt. Palikot triumfuje

Dziś przed południem Sąd okręgowy w Lublinie uznał, że policjant Grzegorz K. zgwałcił studentkę, która trafiła do policyjnego aresztu. Sprawa stała się głośna po konferencji Janusza Palikota, na której lubelski poseł trzymał w dłoni wibrator. "Warto było walczyć o nagłośnienie tej sprawy" - napisał poseł na Twitterze.

Orzeczenie Sądu Okręgowego jest prawomocne. Oskarżenie przeciwko Grzegorzowi K. oparto na zeznaniach dziewięciu kobiet, złożonych cztery lata temu. Każda miała z nim kontakt w izbie zatrzymań Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.

Sąd Rejonowy uwolnił Grzegorza K. od pięciu oskarżeń, ale skazał za cztery inne przestępstwa, w więzieniu miał odsiedzieć trzy lata. Dziś Sąd Okręgowy podtrzymał trzy z czterech zarzutów, za które były policjant został skazany w pierwszej instancji.

Sąd skazał byłego policjanta na łączną karę dwóch i pół roku więzienia.

Najpoważniejszym oskarżeniem był gwałt na 20-letniej kobiecie. Według śledczych, do zdarzenia doszło w nocy z 26 na 27 lutego 2007 roku w komendzie przy ul. Północnej w Lublinie. Do izby zatrzymań przywieziono wtedy nietrzeźwą studentkę Akademii Medycznej.

Funkcjonariusz miał dwukrotnie odbyć z nią stosunek płciowy. Oskarżenia potwierdziły m.in. wyniki badań DNA nasienia, które znaleziono na pościeli, w której spała studentka.

Sąd Rejonowy uznał, że Grzegorz K. wobec trzech innych zatrzymanych kobiet nadużył stosunku zależności. Jedną z nich doprowadził kilkakrotnie do poddania się czynności seksualnej, drugą usiłował do tego doprowadzić. W trzecim przypadku usiłował zatrzymaną kobietę doprowadzić do obcowania płciowego.

Sąd Okręgowy uchylił wyrok dotyczący molestowania seksualnego jednej z kobiet (którą według prokuratury Grzegorz K. miał dotykać w miejsca intymne) i w zakresie tego czynu sprawa została skierowana do ponownego rozpoznania przez Sąd Rejonowy w Lublinie.

Wysokość kary nałożonej przez sąd rejonowy skrytykował w marcu Janusz Palikot, który uważał, że sędzia powinien być mniej wyrozumiały. Szef RPP oskarżał również lubelską policję o pobłażliwość dla funkcjonariusza.

Policjant był aresztowany w okresie od marca do grudnia 2007 r. W połowie września 2007 r. dyscyplinarnie zwolniono go z policji.

źródło: PAP

____________________________________________

środa, 26 października 2011

Pościg na ulicach Warszawy. Padły strzały

Krótko przed godziną 13 w warszawskiej dzielnicy Włochy doszło do strzelaniny. Jej powodem było to, że kierowca osobowego Saaba nie zatrzymał się do kontroli. W strzelaninie nie ma rannych - informuje TVN 24.

Jak powiedział Maciej Karczyński z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, powodem policjanci chcieli zatrzymać samochód najprawdopodobniej do rutynowej kontroli. - Kierowca zaczął uciekać, nie reagował na sygnały funkcjonariuszy. W pewnym momencie staranował jeden z policyjnych radiowozów, wtedy zdecydowano się użyć broni. Padły cztery strzały, a samochód po kilku metrach został zatrzymany - powiedział Karczyński.

- W tej chwili trudno mówić o przyczynach ucieczki kierowcy. Na razie został on zatrzymany, zostanie przebadany alkomatem - mówił Karczyński.

- Być może w samochodzie była jeszcze jedna osoba. Jeżeli ta informacja się potwierdzi, to będziemy dążyli do jej zatrzymania - powiedział oficer, dodając, że zatrzymany mężczyzna był kierowcą osobowego saaba.

źródło: TVN24

____________________________________________

wtorek, 25 października 2011

Awantura o niemiecki ciągnik artyleryjski

Wojsko i prywatni pasjonaci militariów kłócą się o niemiecki ciągnik artyleryjski. A urzędnicy marszałka województwa prowadzą śledztwo

- Protestujemy, bo wojskowi zniszczyli przyrodę. Rozryli teren koparkami! A dolina Środkowej Warty to specjalny obszar ochrony ptaków, szczególnie wiosną i latem. Dodatkowo teren objęty jest programem Natura 2000 - protestuje Piotr Lewandowski z Muzeum Eksploracji.

- To jakieś absurdalne zarzuty! - odpowiada mjr Tomasz Ogrodniczuk, kustosz Muzeum Broni Pancernej.

O co ta awantura? 5 sierpnia ze starorzecza Warty w okolicach wsi Białobrzegi (koło Wrześni) major Ogrodniczuk wydobył niemiecki ciągnik artyleryjski (symbol Sd.Kfz 6) z 1940 r. To jeden z pięciu takich pojazdów na świecie, jaki zachował się do dziś. Nie wiadomo, jaką rolę odegrał podczas drugiej wojny światowej, ale pewne jest, że został zdobyty przez Armię Czerwoną. Kiedy w styczniu 1945 r. przez okolice Wrześni przejeżdżała kolumna wojsk radzieckich, dowódcy wybrali krótszą drogę przez zamarzniętą Wartę. Załadowany beczkami z paliwem ciągnik na gąsienicach jechał ostatni i to właśnie pod nim załamał się lód. Żołnierze zadowolili się zabraniem ładunku i porzucili pojazd.

Pierwsza próba wydobycia ciągnika w 1958 r. skończyła się niepowodzeniem. Po ponad 50 latach postanowili go teraz wykopać wojskowi pasjonaci z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Ale o wydobycie starali się też członkowie prywatnego Muzeum Eksploracji z Przeźmierowa. Pojazd pierwsi wyciągnęli wojskowi.

- Wyciągnęli niezgodnie z prawem. Trwale zniszczyli cenny ekosystem - twierdzi Lewandowski.

- Jeśli ktoś rozjechanie, trawy i trzciny uznaje za trwałe zniszczenie ekosystemu, to trudno cokolwiek komentować. Mieliśmy pozwolenia przyrodników. Uratowaliśmy nie tylko zabytkowy ciągnik. To była prawdziwa bomba ekologiczna, bo w środku znajdowało się ponad 20 litrów paliwopochodnej substancji. W pogotowiu byli nawet wojskowi chemicy - przekonuje Ogrodniczuk.

Obaj zabiegali o pozwolenie na wydobycie maszyny m.in. w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i w Zespole Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego, na terenie którego znajdował się ciągnik. A że instytucja ta podlega marszałkowi Wielkopolski, to spór o pojazd stał się przedmiotem śledztwa urzędników. Wszczęto kilkutygodniowe dochodzenie.

- Obie strony przedstawiały poważne argumenty. Padały ciężkie zarzuty, więc sprawa musiała trafić także na obrady zarządu - przyznaje Tomasz Bugajski, członek zarządu województwa, któremu podlegają sprawy ochrony przyrody. Na zarządzie dyskutuje się zwykle sprawy takiej wagi jak np. kilkumilionowe dotacje z Unii Europejskiej. Teraz zajęto się sprawą ciągnika artyleryjskiego. I w końcu urzędnicy orzekli: nie doszło do zniszczenia środowiska.

- Przyroda trochę ucierpiała, ale wszystko naturalnie wróci do normy. Owszem, było zalecenie, by prac nie przeprowadzać między 1 września a 31 marca, ale wojsko zwróciło się o specjalne pozwolenie. I stwierdzono, że wydobycie 5 sierpnia nie doprowadzi do żadnej katastrofy przyrodniczej. Wszystko jest zgodne z prawem - mówi zdecydowanie Mariola Górniak, dyrektor Departamentu Środowiska Urzędu Marszałkowskiego.

- My działamy społecznie, oni chcą na tym zarabiać - tłumaczy Ogrodniczuk motywacje swoich przeciwników i dodaje, że to nie pierwszy konflikt wojska z Muzeum Eksploracji, które od kilku miesięcy śle pisma nawet do prokuratury.

Lewandowski: - Chcemy być tylko równo traktowani. Nie może być tak, że wojsko jest preferowane, bo nosi mundur.

Eksploratorzy nie odpuszczają. Zapowiadają, że złożą protest do Komisji Europejskiej w Brukseli.

Lewandowski: - Tamtejsi urzędnicy są bardziej wrażliwi na przyrodę. Na pewno zareagują.

Ogrodniczuk: - Życzę powodzenia.

Jeśli Komisja Europejska uzna, że protest rozpatrzy, to na dywanik zostaną wezwani także urzędnicy marszałka.

źródło: PAP

____________________________________________

niedziela, 23 października 2011

Kolejny polski żołnierz zginął w Afganistanie

W pobliżu bazy Giro w Ghazni w Afganistanie w ataku na polski patrol zginął 28-letni st. szeregowy Mariusz Deptuła. Drugi polski żołnierz jest ciężko ranny - informuje TVN24.

Do ataku doszło przed południem we wschodniej części prowincji Ghazni. Jak podało Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, w trakcie patrolu wykonywanego przez żołnierzy Zgrupowania Bojowego "Bravo" pod Rosomakiem eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy IED (Improvised Explosive Device).

- Zginął polski żołnierz st. szer. Mariusz Deptuła, kolejny żołnierz został ranny, a reszta załogi została poszkodowana - poinformował kpt. Dariusz Guzenda, szef sekcji prasowo-informacyjnej PKW Afganistan.

Na miejsce natychmiast wezwano lądowy i powietrzny Zespół Szybkiego Reagowania - QRF (Quick Reaction Forces) oraz śmigłowce ewakuacji medycznej MEDEVAC. Rannych żołnierzy przetransportowano do szpitala w bazie Ghazni. Pomimo natychmiast podjętych zabiegów operacyjnych jeden z żołnierzy zmarł.

Według oceny lekarzy życiu poszkodowanych żołnierzy nie zagraża niebezpieczeństwo, przez kolejne dni pozostaną pod obserwacją medyczną w szpitalach. Natomiast ranny w nogi żołnierz będzie wkrótce przetransportowany do kraju.

St. szer. Mariusz Deptuła to 30. polski żołnierz poległy w Afganistanie lub w wyniku ran odniesionych w tym kraju od 2007 r., gdy Polska zaangażowała się w operację ISAF. W Afganistanie zginął też cywilny ratownik medyczny.

Mariusz Deptuła był żołnierzem 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej. To była jego pierwsza misja. W wojsku służył od 2007 roku. Zostawił żonę i córkę. Miał 28 lat.

źródło: PAP / TVN24

_________________________________ 
piątek, 21 października 2011

Smartfony przetestowane przez wojsko. Który najlepszy?

Wojsko testowało już tablety, a teraz pod lupę wzięło popularne smartfony z iOS, Androidem oraz Windows Phone 7. Który system operacyjny najlepiej sprawdził się w warunkach bojowych?

Telefony przeszły 6-tygodniowy test w bazach wojskowych w Fort Bliss w Teksasie oraz White Sands w stanie Nowy Meksyk. Do ćwiczeń wykorzystano też iPada oraz nieznane tablety HP i Della. Żołnierze używali najnowszych zdobyczy techniki do wysyłania raportów tekstowych z pola boju, przeglądania map oraz robienia zdjęć. Pomimo ciężkich warunków i tumanów kurzu większość urządzeń do poprawnej pracy wymagała jedynie prostego gumowego etui. Żołnierze korzystali z rękawiczek, aby obsłużyć pojemnościowy ekran dotykowy.

Nie obeszło się bez problemów. Z uwagi na słaby zasięg AT&T, iPhone'y czasami traciły łączność. W ogólnym rozrachunku wyniki testów okazały się jednak na tyle dobre, że pierwsza partia smartfonów powinna zostać wysłana do Afganistanu jeszcze w tym roku, aby tam przejść chrzest bojowy podczas prawdziwej walki.

Amerykańska armia najprawdopodobniej skupi się na rozwijaniu dla własnych potrzeb dwóch platform: iOS i Androida. Odnośnie do tego ostatniego: w planach jest utworzenie własnej platformy o roboczej nazwie Joint Battle Command-Platform Handheld wraz z dedykowanym sklepem z aplikacjami.

Wszystkie badania jednoznacznie wskazują, że dużo taniej jest dopasować obecne na rynku smartfony do własnych potrzeb niż zamawiać drogie, projektowane od podstaw dla armii urządzenia. Ciekawe, kiedy tą drogą pójdzie polskie wojsko.

źródło: Komórkomaniak

____________________________________________

środa, 19 października 2011

Smartfon w armii

Smartfony biją rekordy popularności nie tylko wśród zwykłych użytkowników. Ich możliwości doceniło też wojsko. Wyposażone w specjalne militarne aplikacje są z powodzeniem wykorzystywane przez żołnierzy do zdobycia przewagi nad przeciwnikiem na polu walki.

W Fort Bragg, gdzie znajduje się centrum szkolenia elitarnych jednostek desantowych armii USA, regularnie ćwiczą żołnierze z 82. Dywizji Powietrznodesantowej. W czasie tegorocznych wiosennych manewrów oprócz broni i standardowego wyposażenia spadochroniarze dostali jeszcze... smartfony. Mogli na nich sprawdzić lokalizację kolegów z oddziału naniesioną na mapę, informacje o zadaniach wyznaczanych przez dowódcę, a także pozycje "przeciwników" w miarę, jak były wykrywane przez krążące w okolicy samoloty bezzałogowe.

Telefon taktyczny

Na smartfonach zainstalowano aplikację, która pobierała i wyświetlała informacje z sieci JBC (Joint Battlefield Command). To wewnętrzna sieć dla grupy taktycznej, najczęściej brygady liczącej ok. 4000 żołnierzy. Zadaniem JBC jest dostarczanie żołnierzom w czasie rzeczywistym informacji o sytuacji na polu walki. Służy też do zbierania danych wywiadowczych.

Za pomocą innej aplikacji żołnierze mogą zrobić zdjęcie podejrzanemu obiektowi i przesłać je razem z danymi GPS do analizy w sztabie. W razie potrzeby transmitują obraz wideo na żywo i sprawdzają na podstawie zdjęć odcisków palców tożsamość schwytanych "terrorystów".

iPhone idzie na front

Niemal każdy amerykański nastolatek ma iPhone'a. Gdy idzie do wojska, telefon zabiera do jednostki, a potem na wojnę, gdzie służy mu np. do słuchania muzyki i ułatwia kontakt z rodziną. Żołnierze szybko zorientowali się, że mogą użyć telefonów nie tylko do celów prywatnych. Na pierwszy ogień poszły aplikacje: iSnipe i Bullet- Flight.

Zaprojektowane dla myśliwych i hobbistów strzelectwa, okazały się przydatne dla snajperów, którzy zaczęli ich używać do przeliczania krzywej balistycznej, po której leci kula. Dzięki nim mogli precyzyjniej celować. Wkrótce pojawiły się aplikacje napisane do celów stricte wojskowych. W 2010 roku kapitan Jonathan Springer ze 101. Dywizji Powietrznodesantowej, przed wyjazdem do Afganistanu zainwestował 26 tys. dolarów w opracowanie aplikacji Tactical Nav, przydatnej do naprowadzania na cel ognia artylerii. Pozwala ona za pomocą kamery i GPS-u wbudowanego w iphone'a określać i przesyłać współrzędne dla ognia artyleryjskiego. Poza tym, korzystając ze szczegółowego wyświetlacza iPhone'a 4, program pokazuje mapy cyfrowe w skali 1:50 tys. - identycznej z papierowymi mapami topograficznymi używanymi w wojsku.

Uzupełnia je o siatkę kilometrową, dzięki czemu doświadczony żołnierz może jednym spojrzeniem ocenić dystans do celu. Aplikacja ma także precyzyjny kompas elektroniczny, który może przesyłać dane do innych użytkowników, co ułatwia koordynację manewru. Kapitan Springer sprawdził testową wersję programu na wojnie. Przy okazji dowiedział się, jak w trudnych warunkach polowych poradzi sobie iPhone. Po wprowadzeniu poprawek udostępnił aplikację w App-Store, skąd każdy może ją ściągnąć za 5,99 dol.

Wojsko lubi smartfony

Generałowie szybko się zorientowali, jak wiele może mały smartfon, i zgodzili się, by telefony stały się elementem wyposażenia wojskowego. Zaletą smartfonu jest to, że rekrut umie go obsługiwać, więc nie są potrzebne szkolenia. Poza tym żołnierze lubią swoje smartfony i korzystają z nich chętniej niż z topornych systemów wojskowych.

Aby smartfony wprowadzić do armii w sformalizowany sposób, wojsko uruchomiło program Connecting Soldiers to Digital Applications (CSDA). Żołnierze ćwiczący na poligonie w Fort Bliss, gdzie są testowane najnowsze rozwiązania sieciowe dla wojska, dostali kilkaset smartfonów z różnymi systemami: iOS, Blackberry, Android, by sprawdzić w praktyce, jaki sprzęt najlepiej odpowiada ich potrzebom.

Ponadto wojsko zaczęło inwestować w tworzenie aplikacji. W pierwszej kolejności tych, które wspierają szkolenie rekrutów. Obsługa baterii przeciwlotniczych patriot od niedawna może szlifować swoje umiejętności na iPhonie dzięki aplikacji Patriot Missile. Opracowano ją na bazie środowiska do programowania gier mobilnych Unity 3D. Dzięki wizualizacji żołnierze mogą krok po kroku przeanalizować procedury składania i rozkładania wyrzutni oraz sposób ładowania rakiety.

Zresztą nie tylko armia amerykańska ćwiczy na urządzeniach mobilnych. Na iPadach uczą się na przykład brytyjscy artylerzyści, dla których napisano aplikację do planowania misji wsparcia ogniowego. Nad własną aplikacją, także na iPada, pracują brytyjskie siły powietrzne RAF. Będzie ona pomagać pilotom w nauczeniu się poprawnego rozpoznawania z powietrza przeciwnika.

Rośnie rynek aplikacji

Koncern Textron promuje aplikację Soldier Eyes, która korzystając z tzw. rzeczywistości rozszerzonej, pomaga żołnierzom patrolującym wrogie terytorium. Na obraz z kamery iPhone'a program nanosi opisy informujące o podejrzanych i przyjaznych obiektach w okolicy. Informacje są aktualne, bo aplikacja pobiera je w czasie rzeczywistym z sieci taktycznej zasilanej informacjami wywiadowczymi. Jest też kanał zwrotny - Soldier Eyes potrafi transmitować obraz na żywo z miejsca zdarzenia, a także wysyłać zdjęcia z danymi GPS. Razem z aplikacją dostarczane jest także całe zaplecze serwerowe. Najważniejsze jest to, że smartfony za pomocą prostych akcesoriów można przystosować do działania w szyfrowanej sieci wojskowej, co uniezależnia armię od infrastruktury GSM/3G.

Inną propozycją przemysłu wojskowego jest program do odbierania danych transmitowanych przez bezzałogowe samoloty rozpoznawcze. Za pomocą aplikacji FAME, opracowanej przez firmę Harris, żołnierze mogą odbierać strumień wideo przesyłany z predatora i obserwować rozwój sytuacji na polu bitwy. Z kolei koncern Rytheon proponuje aplikację Android Tactical System, która pozwala na telefonie śledzić pozycje kolegów z oddziału.

Android też walczy

Być może to jednak Android będzie systemem operacyjnym urządzenia przenośnego, które za kilka lat stanie się podstawowym klientem sieci taktycznej JBC. Wojsko zamierza kupić jeden z modeli smartfonów dostępnych na cywilnym rynku. Nie będzie on jednak współpracował z sieciami GSM, 3G i 4G, ponieważ do transmisji danych posłuży szyfrowana sieć radiowa, którą wykorzystują systemy łączności stosowane w sieci JBC. Przede wszystkim będzie to Joint Tactical Radio System - radiostacja bazująca na protokole IP oraz Netted Iridium, czyli uproszczonym protokole łączności satelitarnej, który pozwala na krótkie rozmowy głosowe jak przez krótkofalówkę. Ponadto za jego pośrednictwem można będzie transmitować niewielkie ilości danych, wystarczające do przekazania własnej pozycji GPS oraz pobierania informacji o pozycjach wroga i własnych oddziałów.

Przyszłość

Być może już niedługo żołnierze nie będą musieli dźwigać ciężkich radiostacji UKF, bo małe i tanie urządzenia po niewielkich modyfikacjach, np. wzmocnieniu obudowy, będą mogły zastąpić drogie wojskowe systemy łączności. Szczególnie że producenci sprzętu sieciowego oferują także punkty dostępowe przeznaczone do zastosowań wojskowych. Częściowo zrekompensują one brak wbudowanych w smartfony systemów bezpieczeństwa. Smartfony do celów wojskowych, wyposażone w mechanizm zdalnego usuwania danych z telefonu, a nawet chemicznie niszczący pamięć oraz w zabezpieczenia biometryczne i kryptograficzne, nawet gdy dostaną się w ręce wroga, będą tylko kawałkiem bezużytecznego plastiku.

źródło: PC Format

____________________________________________

 
poniedziałek, 17 października 2011

Zatrzymano trzech poszukiwaczy "skarbów"

Łódzcy policjanci zatrzymali trzech mężczyzn, którzy prowadzili nielegalne wykopaliska na terenie powiatu skierniewickiego. Dwaj z nich to mieszkańcy Warszawy, trzeci - powiatu skierniewickiego. Znaleziono przy nich m.in. zabytkowe monety i militaria.

Jak poinformował Radosław Gwis z łódzkiej policji, funkcjonariusze zajmujący się zwalczaniem przestępczości przeciwko zabytkom natrafili na ślad mężczyzny, który bez wymaganego pozwolenia prowadził wykopaliska archeologiczne.

Podczas przeszukania mieszkanie 36-latka z powiatu skierniewickiego znaleziono liczne zabytki archeologiczne i militaria. Wśród nich były m.in. odznaczenia wojskowe, nieśmiertelniki, emblematy, guziki oraz bagnety i karabiny wraz z amunicją. Znaleziono też kule armatnie oraz monety z okresu rzymskiego i średniowiecza.

Według policji, podczas przesłuchania 36-latek przyznał, że od kilku lat za pomocą wykrywacza metalu penetrował okolice Bolimowa i prowadził tam wykopaliska. Przedstawiono mu zarzuty niszczenia stanowisk archeologicznych, przywłaszczenia znalezionych tam zabytków, a także nielegalnego posiadania broni i amunicji. Grozi mu za to kara do 8 lat więzienia.

Gdy mężczyzna pokazywał policjantom miejsca, w których prowadził nielegalne wykopaliska w Bolimowie, ci natknęli się na dwóch innych archeologów-amatorów. Mężczyźni przeszukiwali pola za pomocą wykrywaczy metalu, co chwila przekopując ziemię.

Okazało się, że to dwaj mieszkańcy Warszawy w wieku 36 i 47 lat. "Mieli ze sobą profesjonalne wykrywacze metalu i magnes neodymowy; nie mieli zezwolenia na wykopaliska" - relacjonował Gwis.

Znaleziono przy nich m.in. XVII-wieczne monety oraz carski element umundurowania. Obaj mieszkańcy stolicy także usłyszeli zarzuty niszczenia stanowisk archeologicznych i przywłaszczenia znalezionych zabytków; grozi im do 5 lat pozbawienia wolności. Znalezione zabytki oraz sprzęt służący do wykopalisk zarekwirowano.

źródło: PAP

____________________________________________

sobota, 15 października 2011

Będą kontrolować internet? "To nielegalne"

W MSWiA przygotowuje się narzędzia do kontrolowania internetu, które mogą dać służbom możliwości nieprzewidziane w dzisiejszym prawie. Mogą być one niebezpieczne i nielegalne – ujawnia "Gazeta Wyborcza".

Potencjalne narzędzia do cyberinwigilacji powstają w ramach projektu dla MSWiA finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. MSWiA i ABW deklarują, że będą ich używały w ramach obowiązującego prawa.

- Mogą to być narzędzia niewinne i zgodne z prawem albo niebezpieczne i nielegalne. Publicznie dostępne opisy są zbyt lakoniczne, by to rozstrzygnąć – mówi Michał "rysiek" Woźniak z fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania.

źródło: PAP

____________________________________________

sobota, 15 października 2011

Sukces polskiej misji, poszukiwany talib schwytany

- Mawlawi Shafiq, znajdujący się na liście najbardziej poszukiwanych talibów w Afganistanie, został schwytany przez polskich żołnierzy – poinformował w komunikacie mjr Szczepan Głuszczak z Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Malawi Shafiq został schwytany podczas nocnej operacji z 8 na 9 października. Operacja została przeprowadzona w dystrykcie Qarabagh.

Jak poinformował Głuszczak, Shafig to wysokiej rangi przywódca talibów; jest podejrzewany o organizowanie i przeprowadzanie ataków na patrole wojsk koalicyjnych ISAF oraz sporządzanie i dystrybucję improwizowanych urządzeń wybuchowych.

Podczas tej samej operacji zatrzymano także współpracowników Shafiqa oraz przechwycono broń, sprzęt łączności i dokumenty świadczące o prowadzeniu działań przeciwko siłom bezpieczeństwa – napisano w komunikacie.

Głuszczak poinformował także, że 4 października żołnierze Polskich Sił Zadaniowych udaremnili dwie zasadzki przygotowywane na żołnierzy koalicji i Afgańskich Sił Bezpieczeństwa, "eliminując przy tym – jak napisano - 5 talibów i przechwytując 5 improwizowanych ładunków wybuchowych".

Z kolei 7 października żołnierze Zgrupowania Sił Specjalnych, Zgrupowania Bojowego "Alfa" oraz Afgańskich Sił Bezpieczeństwa - w ramach operacji "Wolf Pack" - zatrzymały 10 rebeliantów podejrzanych o współudział w organizowaniu ostrzałów bazy koalicyjnej w dystrykcie Gelan. Dwóch spośród zatrzymanych to krewni lokalnego przywódcy talibów. Głuszczak poinformował również, że w przeprowadzonej w nocy z 11 na 12 października operacji żołnierze wojsk specjalnych przechwycili dużą skrytkę na środki i materiały wybuchowe.

W październiku prezydent Bronisław Komorowski przedłużył misję Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie do 13 kwietnia 2012 r. PKW ma liczyć do 2500 żołnierzy i pracowników wojska oraz 200 żołnierzy i pracowników wojska w odwodzie w Polsce. Będzie to już dziesiąta zmiana naszych sił w Afganistanie. Obecnie dziewiąta zmiana liczy do 2600 żołnierzy i pracowników na miejscu oraz 400 w odwodzie.

źródło: PAP

____________________________________________

piątek, 14 października 2011

Ile zarobi Agent Tomek? "To jest niemoralne"

Emeryt z ZUS, gdyby został posłem, straciłby emeryturę. Nie dotyczy to Tomasza Kaczmarka, znanego jako agent Tomek, który będzie dostawał i emeryturę i poselską dietę wraz z uposażeniem – informuje "Gazeta Wyborcza". Według Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan takie rozwiązanie jest niemoralne.

Przepisy są jasne: mundurowi jeśli dorabiają więcej niż 70 proc. średniej pensji - dziś to ok. 2350 zł brutto - można im zabrać maksymalnie 25 proc. emerytury. Agent Tomek zamiast 4 tys. zł będzie dostawał 3 tys. zł. Do tego otrzyma ponad 12 tys. zł brutto (dieta poselska plus uposażenie).

To niemoralne – ocenia Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

źródło: PAP

____________________________________________

czwartek, 13 października 2011

Masowe odejścia z Biura Ochrony Rządu

Ponad 500 funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu złożyło wnioski o odejście ze służby – dowiedział się "Nasz Dziennik". Ma to być efektem planowanych przez koalicję rządzącą zmian w ustawach dotyczących służb mundurowych.

Mają one w drastyczny sposób ograniczyć przywileje, jakie do tej pory posiadali funkcjonariusze BOR. M.in. chodzi o odebranie uprawnień socjalnych i wydłużenie okresu przechodzenia na emeryturę.

Informacji o masowych odejściach ze służby nie potwierdza mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR. Jego zdaniem to plotka, a w tym miesiącu podania o zwolnienie złożyły trzy czy cztery osoby.

źródło: PAP

____________________________________________

środa, 12 października 2011

Fala zwolnień w policji. "Odchodzą najlepsi"

Z pracy rezygnuje średnio prawie 500 policjantów miesięcznie, w 2010 r. było ok. 380 rezygnacji na miesiąc. Do września mundur zdjęło już blisko 4,5 tys. funkcjonariuszy. Boją się zmian i skarżą na niskie pensje – informuje "Rzeczpospolita". - Odchodzą najlepsi – mówi Andrzej Szary, szef policyjnego związku w poznańskiej KWP.

- Odchodzą najlepsi, a Komenda Główna udaje, że nie ma problemu – mówi Szary. Jak wylicza, w poprzednich latach służbę w garnizonie porzucało ok. 350 policjantów rocznie, a w tym roku już odeszło 330 i szykują się kolejni. - Mundur porzuci około 500 naszych kolegów. Tak źle nie było nigdy – podkreśla.

Główne powody odejść to niepewny los ustawy emerytalnej, która ma wydłużyć czas nabycia praw emerytalnych i brak podwyżek. Zarobki w policji też nie są oszałamiające. Po około 15 latach pracy sięgają ok. 2,5 tys. zł netto.

Rzecznik KGP Mariusz Sokołowski uspokaja, że "odejść jest trochę więcej", ale ich liczba nie będzie znacznie odbiegać od średniej z poprzednich lat. Jego zdaniem pracę kończą głównie ci, którzy uzyskali pełną emeryturę.

Sokołowski mówi, że w tym roku do policji przyjęto już ponad 2 tys. osób, a jesienią dojdzie ok. 3 tys. kolejnych. - Zarobki w policji nie są złe, wciąż jest wielu chętnych – mówi.

źródło: PAP

_________________________________
środa, 12 października 2011

Luksusowe auta trafią do wojskowych dowódców

Szef MON Tomasz Siemoniak zdecydował, że 20 luksusowych aut terenowych, które stały w garażach warszawskiego garnizonu trafi do dowódców jednostek liniowych – informuje "Rzeczpospolita".

Minister uznał, że skoro land-rovery zostały już kupione, mają służyć dowódcom jednostek liniowych, a nie najwyższym generałom i urzędnikom. Kilka dni temu auta wysłano do jednostek m.in. w Żaganiu, Krakowie, Gdyni, Tomaszowie Mazowieckim i Poznaniu.

Wiosną tego roku gazeta ujawniła aferę związaną z ich zakupem. Wojsko za każde auto zapłaciło ponad 250 tys. zł; są wyposażone m.in. w skórzane fotele i podgrzewane szyby. Tłumaczono, że będą potrzebne przy zabezpieczaniu zagranicznych wizyt związanych z polską prezydencją.

Już kilka tygodni po zakupie auta rozdysponowano wśród najwyższych dowódców i urzędników resortu obrony. Po doniesieniach "Rzeczpospolitej" ówczesny szef MON Bogdan Klich zdecydował, że wszystkie limuzyny trafią do Garnizonu Warszawa.

- Decyzja ministra Siemoniaka pokazała, że tłumaczenia wojska o prezydencji, by uzasadnić zakup, były naciągane – ocenia ekspert wojskowy Janusz Walczak. Jak dodaje, "skoro już armia je kupiła, lepiej, że będą z nich korzystać żołnierze, a nie urzędnicy".

źródło: PAP

____________________________________________

środa, 12 października 2011

Policjant napadł na stację benzynową

W niedzielę w Białym Borze w województwie zachodniopomorskim doszło do napadu na stację paliw. Od początku w kręgu podejrzeń był policjant z Kalisza. Teraz ta teza się potwierdziła - podaje serwis Radia Merkury.

Zatrzymane zostały dwie osoby. O całym zdarzeniu poinformowano Komendanta Miejskiej Policji w Kaliszu, ponieważ jednym z podejrzanych był policjant pracujący w wydziale dochodzeniowo-śledczym kaliskiego oddziału.

Mariusz Ścisły z miejscowej komendy policji zapowiedział już, że "wzorowy dotąd pracownik" zostanie zwolniony z pracy.

Sprawą zajmuje się już Prokuratura Rejonowa w Szczecinku, która przedstawiła funkcjonariuszowi zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Za ten czyn grozi mu 15 lat więzienia.

źródło: PAP

____________________________________________

wtorek, 11 października 2011

Współpraca organów ścigania państw UE. Prezydent podpisał ustawę

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o wymianie informacji z organami ścigania państw UE. Przewiduje ona, że służby będą mogły wymieniać się informacjami z systemu Schengen i z baz danych osobowych, daktyloskopijnych czy o skradzionych pojazdach.

Uprawnione do wymiany informacji będą: ABW, CBA, policja, Służba Celna, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa i organy kontroli skarbowej.

Przepisy będą też stosowane do wymiany informacji w dziedzinie wykrywania i identyfikacji korzyści pochodzących z przestępstwa przez krajowe biura ds. odzyskiwania mienia państw Unii. W tej dziedzinie do wymiany informacji uprawnione będą wymienione już służby oraz minister finansów, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, izby i urzędy skarbowe oraz prokuratura.

Współpracę umożliwi powołanie w Komendzie Głównej Policji komórki organizacyjnej pełniącej funkcję punktu kontaktowego do wymiany informacji między podmiotami uprawnionymi a organami ścigania państw UE.

Punkt ten będzie miał bezpośredni dostęp do: Krajowego Systemu Informacyjnego Policji, zbioru danych osobowych PESEL, centralnej ewidencji pojazdów, centralnej ewidencji kierowców, Systemu Pobyt, Krajowego Rejestru Karnego, Krajowego Rejestru Sądowego, Krajowego Rejestru Urzędowego Podmiotów Gospodarki Narodowej, Rejestru Dowodów Osobistych, Centralnej Ewidencji Wydanych i Unieważnionych Dokumentów Paszportowych, Centralnej Bazy Danych Osób Pozbawionych Wolności i danych udostępnianych za pośrednictwem Krajowego Systemu Informatycznego.

Mając taki dostęp, punkt kontaktowy będzie przyjmował wnioski o udzielenie informacji składanych przez organy innych państw i udzielał na nie odpowiedzi, przekazując wcześniej spływające wnioski do właściwych służb. Będzie też pośredniczył w przekazywaniu wniosków naszych służb i odsyłał im nadchodzące odpowiedzi.

W ustawie zaznaczono, że podmioty uprawnione mogą uzależnić przekazanie informacji organowi ścigania państwa UE od spełnienia przez ten organ warunków, takich jak: otrzymanie dodatkowych informacji w sprawie, w związku z którą organ ten wystąpił o ich udzielenie czy poinformowanie o sposobie wykorzystania przekazanych informacji przez ten organ.

W przypadku wymiany danych osobowych podmiot uprawniony może także zażądać od organu ścigania innego państwa Unii: usunięcia, blokowania, anonimizacji lub weryfikacji danych osobowych po upływie ustawowych terminów, ograniczenia przetwarzania przekazanych danych osobowych, zaniechania obowiązku informowania osoby, której dane dotyczą o przetwarzaniu jej danych osobowych - jeżeli pozwalają na to odpowiednie przepisy.

Będzie też można odmówić przekazania informacji organowi ścigania innego państwa UE m.in. gdy mogłoby to zagrażać bezpieczeństwu RP, utrudniać postępowanie karne lub czynności operacyjno-rozpoznawcze albo zagrozić bezpieczeństwu osób biorących w nich udział, albo byłoby "niewspółmierne do osiągnięcia celu, w jakim wystąpiono z wnioskiem". Można odmówić udzielenia takiej informacji także, gdy wniosek dotyczy przestępstwa zagrożonego karą do roku więzienia.

Ustawa reguluje ponadto przekazywanie danych uzyskanych od organów ścigania krajów UE do państw trzecich i Interpolu. Będzie to możliwe tylko m.in., gdy organ, który przekazał dane do Polski, się na to zgodzi, a kraj, do którego trafią informacje, zapewni poziom ochrony danych osobowych zgodny z polskimi przepisami. Zapisano też, że nie można przekazać danych, jeśli grozi to "rażącym naruszeniem praw człowieka".

W ustawie znalazł się także rozdział regulujący sposób ochrony danych osobowych wymienianych przez organy ścigania. Kontrolę w tym zakresie powierzono Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych. Nowe przepisy wejdą w życie od początku 2012 r.

źródło: PAP

____________________________________________

wtorek, 11 października 2011

Spotkanie szefa MON z rodzinami poległych na misjach

W piątek szef MON Tomasz Siemoniak spotka się z rodzinami żołnierzy, którzy stracili życie, pełniąc służbę w polskich kontyngentach wojskowych w Iraku i Afganistanie. Na rozmowę z ministrem zaproszono ok. 90 osób.

W spotkaniu, które ma odbyć się w Centrum Konferencyjnym MON w Warszawie, oprócz Siemoniaka, mają wziąć udział także wiceminister Czesław Mroczek, dowódca Wojsk Lądowych gen. Zbigniew Głowienka oraz szef zespołu zajmującego się roszczeniami rodzin poległych kadm. Marian Ambroziak.

W trakcie spotkania rodziny żołnierzy będą miały możliwość przedstawienia swoich problemów i próśb. Na rozmowę z ministrem MON przewidział ok. 1,5 godziny. Resort ma też przedstawić informację o uprawnieniach socjalnych przysługujących bliskim poległych.

Po dyskusji z ministrem rodziny poległych będą mogły zasięgnąć indywidualnych porad w dwóch punktach konsultacyjnych. Będą tam dyżurować przedstawiciele Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, wojskowej służby zdrowia oraz departamentów prawnego i spraw socjalnych MON.

Ministerstwo zaplanowało, że do dyspozycji rodzin będą psychologowie i lekarze. Jak poinformował rzecznik prasowy MON Jacek Sońta, na rozmowę z ministrem zaproszono ponad 90 osób, z tego ok. 80 potwierdziło swoją obecność. Spotkanie będzie zamknięte dla mediów.

Po raz pierwszy o pomyśle spotkania Siemoniaka z rodzinami poległych MON poinformowało w połowie września. Stało się to po tym, jak część bliskich żołnierzy przesłała do sądu skierowane do MON wezwania do ugody. Domagają się oni bowiem zadośćuczynienia za śmierć swoich bliskich. Z roszczeniami do MON wystąpiło dotychczas 69 osób, rodzice, wdowy i dzieci 27 żołnierzy i jednego cywila, którzy stracili życie na misjach.

Dotychczas przed sądem odbyło się ok. 50 posiedzeń ugodowych. MON na każdym z nich odmawiał ugody z rodzinami. Ministerstwo podkreśla, że wykupiło dla żołnierzy jadących na misje polisy ubezpieczeniowe. Uważa też, że na gruncie obecnych przepisów nie ponosi odpowiedzialności za śmierć żołnierzy.

- Moim zdaniem to spotkanie jest po to, aby minister mógł bezpośrednio rodzinom przekazać swoją ostateczną decyzję w zakresie tego, czy w drodze ugody sądowej jest gotowy zakończyć spór i jednocześnie wypłacić zadośćuczynienia z tytułu śmierci na służbie dla najbliższej rodziny - ocenił we wtorek w rozmowie z PAP reprezentujący większość rodzin radca prawny Sylwester Nowakowski.

MON podkreśla, że w razie śmierci żołnierza na misji wypłacane jest jednorazowe odszkodowanie w wysokości osiemnastokrotności wynagrodzenia (dla żony lub dziecka) lub jego dziewięciokrotności (dla innych członków rodziny). Prócz tego z polisy wykupionej przez MON przysługuje odszkodowanie w wysokości 250 tys. zł. Wojsko wypłaca też inne świadczenia: zasiłek pogrzebowy, zapomogi finansowe, renty rodzinne, stypendia oraz pomoc na kontynuowanie nauki lub zmianę zawodu. Rodziny poległych mogą liczyć też na pomoc przy uregulowaniu spraw związanych z zakwaterowaniem w lokalu po zmarłym żołnierzu.

Z kolei prawnicy rodzin argumentują, że w polskim prawie cywilnym nie ma tzw. zaliczalności świadczeń – odszkodowanie z polisy ubezpieczeniowej nie może być zaliczone na poczet zadośćuczynienia.

Pierwotnie MON planował, że spotkanie Siemoniaka z rodzinami odbędzie się w ostatnim tygodniu września. Jednak Nowakowski zapowiedział wówczas, że będzie doradzał swoim mocodawcom, by nie jechali na spotkanie z ministrem. - Zamiast spotkania tydzień przed wyborami, lepiej poczekać i spotkać się po wyborach - mówił wtedy. Po kilku dniach rzecznik MON Jacek Sońta poinformował, że resort rozważa przełożenie spotkania na inny termin.

W Iraku w latach 2003-2007 poległo 22 polskich żołnierzy i jeden funkcjonariusz BOR (ponadto: trzech byłych wojskowych zatrudnionych przez zagraniczne firmy ochroniarskie i dwóch dziennikarzy). W Afganistanie do początku października 2011 r. zginęło na służbie 29 żołnierzy i jeden cywil - ratownik medyczny. Ostatni z nich, st. szeregowy (pośmiertnie awansowany do stopnia sierżanta) Rafał Nowakowski zginął 4 października. W poniedziałek jego ciało sprowadzono do Polski. Pogrzeb zaplanowano na środę.

źródło: PAP

____________________________________________

poniedziałek, 10 października 2011

Armia polska pozostanie dłużej w Afganistanie

Do 13 kwietnia 2012 r. prezydent Bronisław Komorowski przedłużył na wniosek rządu misję Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Islamskiej Republice Afganistanu.

Jak podała Joanna Kwaśniewska-Wróbel, rzeczniczka BBN, zgodnie z poniedziałkowym postanowieniem, PKW ma liczyć do 2500 żołnierzy i pracowników wojska oraz 200 żołnierzy i pracowników wojska w odwodzie w Polsce, z możliwością ich krótkotrwałego użycia w Afganistanie w przypadku wystąpienia zagrożenia dla PKW. Będzie to już dziesiąta zmiana naszych sił w Afganistanie.

We wrześniu Rada Ministrów wystąpiła do prezydenta o przedłużenie okresu użycia PKW w Afganistanie. Obecnie dziewiąta zmiana liczy do 2600 żołnierzy i pracowników na miejscu oraz 400 w odwodzie.

Według rzeczniczki BBN postanowienie prezydenta uwzględnia skorygowaną długofalową strategię zawartą w dokumencie pt. "Kierunki zaangażowania Polski w Afganistanie w latach 2011-2014", zaakceptowanym przez premiera. Zakłada on postulowaną przez prezydenta stopniową zmianę charakteru misji i towarzyszącą jej redukcję kontyngentu, aż do całkowitego zakończenia udziału polskich żołnierzy w operacji do końca 2014 r. Strategia ta zgodna jest również ze strategią Sojuszu Północnoatlantyckiego dotyczącą Afganistanu, która została przyjęta na szczycie NATO w Lizbonie w listopadzie 2010 r.

Zdaniem BBN stopniowa zmiana charakteru misji i skuteczne przekazywanie stref odpowiedzialności wymagają przenoszenie wysiłku z działalności bojowej na szkoleniową oraz większego zaangażowania polskich cywilnych ekspertów w realizację projektów pomocowych. Nadal potrzebne będą wysiłki dyplomatyczne, aby proces przekazywania odpowiedzialności możliwie obiektywnie uwzględniał dystrykty prowincji Ghazni – strefy odpowiedzialności PKW. - Jak wielokrotnie podkreślał prezydent Bronisław Komorowski, stopniowa redukcja polskiego kontyngentu musi być prowadzona w sposób zapewniający minimalizowanie ryzyka dla bezpieczeństwa naszych żołnierzy - dodała Kwaśniewska-Wróbel.

Polski kontyngent wojskowy wchodzi w skład podporządkowanych NATO Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF). Zadania polskich żołnierzy to zapewnienie bezpieczeństwa w prowincji Ghazni. Polscy żołnierze zajmują się także szkoleniem afgańskich żołnierzy i policjantów oraz wspieraniem afgańskich władz i administracji lokalnej w odbudowie infrastruktury. Zajmują się też projektami rozwojowymi, wspierają szkoły i sierocińce, budują zapory mające pomóc w nawodnieniu upraw rolnych. Wspierają też organizacje międzynarodowe i pozarządowe w udzielaniu pomocy humanitarnej.

Zmniejszenie kolejnej zmiany PKW co najmniej o stu żołnierzy na miejscu i o połowę w odwodzie zapowiadał szef MON Tomasz Siemoniak. Trzonem następnej zmiany PKW będzie ok. 800 żołnierzy 15. giżyckiej brygady zmechanizowanej z jednostek w Giżycku i Orzyszu.

Według zapowiedzi ubiegłorocznego szczytu NATO misja ISAF ma zmieniać charakter z bojowego na szkoleniowy, operacja bojowa ma się zakończyć w 2014 roku. Wycofywanie wojsk będzie jednak uzależnione od rozwoju sytuacji i zdolności afgańskich władz do przejęcia odpowiedzialności za kraj.

4 października w Afganistanie zginął starszy szeregowy Rafał Nowakowski - pod pojazdem wybuchł improwizowany ładunek wybuchowy. To 29. polski żołnierz poległy w Afganistanie.

źródło: PAP

wtorek, 4 października 2011

W Afganistanie zginął 29. polski żołnierz

Starszy szeregowy Rafał Nowakowski zginął we wtorek w Afganistanie w wyniku ataku na polski patrol – poinformował Polski Kontyngent Wojskowy. To 29. polski żołnierz, który zginął w Afganistanie.

W godzinach porannych doszło do ataku na polski patrol, w wyniku którego zginął jeden żołnierz, a dwóch zostało rannych. Do ataku doszło na południu prowincji Ghazni, gdzie pod samochodem patrolowym wybuchła bomba. Rannym żołnierzom nie zagraża niebezpieczeństwo.

St. szer. Rafał Nowakowski służył w wojsku od 2003 roku. Był żołnierzem 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu, gdzie służył na stanowisku strzelca w batalionie piechoty zmotoryzowanej. W Afganistanie pełnił obowiązki młodszego celowniczego. Był kawalerem. Miał 30 lat.

źródło: PAP

__________________________________________________

 

wtorek, 4 października 2011

Mamy najwięcej zawodów regulowanych w Europie

Polska ogranicza dostęp do największej liczby zawodów spośród wszystkich państw europejskich. Zawodów w różny sposób reglamentowanych jest u nas aż 380. Dla porównania Niemcy ograniczają dostęp do 152 zawodów, Francja do 150, Holandia do 134, a Estonia jedynie do 47 zawodów.

Tak wielka liczba zawodów reglamentowanych w Polsce przekłada się na rosnące bezrobocie wśród absolwentów, na emigrację zarobkową Polaków, na wysokie koszty usług, na wyzysk młodych pracowników, na wysokie koszty funkcjonowania państwa, na inflację prawa, i wreszcie na obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki.

Z tych powodów Fundacja Republikańska opracowała raport omawiający wymogi potrzebne do wykonywania poszczególnych zawodów oraz analizujący te przepisy pod kątem zasadności wprowadzania konkretnych ograniczeń z punktu widzenia ochrony interesu publicznego. W raporcie proponujemy zdecydowane obniżenie wymagań lub całkowite zniesienie ograniczeń w przypadku większości zawodów w tej chwili zamkniętych. Wprowadzenie zmian rekomendowanych w raporcie dałoby Polsce 10 miejsce w zestawieniu państw europejskich o najniższym poziomie reglamentacji dostępu do zawodów.

Przed kandydatami do omawianych 380 zawodów stawiane są obecnie bariery w postaci odpowiedniego wykształcenia, egzaminów państwowych lub korporacyjnych, konieczności uzyskania wpisu do rejestru po spełnieniu określonych warunków, wymogów doświadczenia i praktyk zawodowych, a także różnych dodatkowych kryteriów, takich jak niekaralność, świadectwa zdrowia, etc.

Trudno nie dostrzec związku między olbrzymią liczbą zawodów regulowanych a dynamicznie rosnącym bezrobociem wśród absolwentów. Według Eurostatu udział młodych bez pracy wśród ogółu bezrobotnych w Polsce w pierwszym kwartale 2011 roku sięgnął 25%. Bezrobocie wśród młodych jest u nas wyraźnie powyżej średniej europejskiej (20%). W ciągu ostatnich 3 lat wzrosło ono o około 7%, a Polska wyprzedziła w tym niechlubnym rankingu m.in. Rumunię, Szwecję i Francję.

Minister Michał Boni w raporcie „Młodzi 2011” poszukuje rozwiązania problemu bezrobocia wśród absolwentów proponując, między innymi, wprowadzenie doradców zawodowych w gimnazjach. Naszym zdaniem znacznie bardziej skutecznym sposobem byłoby zdecydowane otwarcie dostępu do zamkniętych korporacji zawodowych.

Uważamy, że reglamentowanie dostępu do tak wielkiej liczby zawodów oznacza ograniczenie wolności i praw konstytucyjnych. Zgodnie z art. 65 ust. 1 Konstytucji RP każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Ograniczeniem tej wolności może być jedynie ochrona wartości wyższych takich jak zdrowie czy bezpieczeństwo publiczne.

Obecny poziom reglamentacji zawodów w większości przypadków nie spełnia kryterium ochrony interesu publicznego. Jest natomiast zabezpieczeniem partykularnych interesów obecnych członków korporacji, ograniczaniem konkurencji i zbędnym utrudnieniem dla kandydatów do zawodów. Jeśli polska gospodarka ma na równi konkurować z gospodarkami pozostałych państw europejskich potrzebne jest zdecydowane ograniczenie liczby zawodów regulowanych.

Zachęcam do zapoznania się z załączonym niżej raportem i tabelą przestawiającą ograniczenia w dostępie do zawodów.

 

ZAWODY REGULOWANE - RAPORT - KLIKNIJ!

TABELA ZAWODÓW REGULOWANYCH - KLIKNIJ!

 

źródło: dr Stanisław Tyszka / republikanie.org

__________________________________________________

 

wtorek, 4 października 2011

Grupa trzymająca sondaże

Sondaże mogą zniszczyć lub wylansować kandydata na prezydenta, zdymisjonować ministra, a nawet skasować niewygodny telewizyjny program.
Tymczasem w polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS.

Legendarny punkowy zespół Dezerter śpiewał w 1987 r. piosenkę "Szwindel": "Postawią sobie pomnik bohatera/ Wybiorą sobie nowego premiera/ Stworzą nowy system polityczny/ I będą dumni, że jest demokratyczny/ Znowu szwindel szykują nowy/ Znów chcą się dobrać do twojej głowy".
                   
Żyjemy w kraju, w którym demokrację niszczy szwindel. Jest nim przeżarta patologicznymi powiązaniami piąta władza, bo tak nazywa się ośrodki badania opinii publicznej. Władza sondażowni jest ogromna. – Za pomocą sondaży można zniszczyć kandydata na prezydenta lub szanse partii politycznej na władzę. Można zdymisjonować ministra, ogłaszając, że tego chcą ludzie. Można skasować niewygodny program telewizyjny, podając fałszywe informacje o jego odbiorze przez widzów – mówi socjolog, dr Włodzimierz Petroff.

Tam gdzie sondażowiec strzela sobie w łeb...

W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal. Sondażownie przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe zwycięstwo Partii Pracy. Tymczasem wygrali – i to aż 8 procentami – konserwatyści. Przywiązani do demokracji Brytyjczycy uznali, że jest ona zagrożona. Do zbadania skandalu powołano specjalną parlamentarną komisję. Miesiącami, przy udziale najwybitniejszych ekspertów, z chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy. Naukowcy opisywali drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki. W efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach prognozy były zbliżone do prawdziwych wyników.

W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za popełnione błędy, udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą pistoletu. Inna agencja wystosowując publiczne przeprosiny, ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za przeprowadzone nietrafne badania.

... i tam gdzie jest bezkarny

A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich TVN poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent – 62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o... 32 punkty procentowe.

Nikt w GfK Polonia nie popełnił – nawet pozorowanego – samobójstwa. Nie podali się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali pieniądze. Żaden z nich nie trafił za kratki ani nawet na ławę oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów piłkarskich czy sportowych działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy z premedytacją niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację, nie spotyka u nas nawet ostracyzm.

Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w branżowej Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła wrażenie zaskoczonej, gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy GfK. – To nie jest wina firmy. Ludzie kłamią ankieterom – wyjaśniła rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej rzecznikowania nie było ani jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu politycznego. Maciej Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie nie przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny gigantycznego błędu. – Ale zmieniliśmy metodologię badań – dodał.

Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze nieprawdę, można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który "pomyli się" o 32 proc., zawsze może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani go okłamali. Albo jakaś ich część, o określonych poglądach, nie chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu tygodnia zmienili zdanie. Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo kogo powołać na świadków? "Próbę" tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju?

Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie ma szans zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem. Rozmawialiśmy z dziesiątkami osób z tego środowiska. Zbadaliśmy życiorysy tych, którzy rządzą "piątą władzą".

Kampania reżyserowana przez sondażownie

"Nie załamuj się... Może i przegrałeś wybory... Ale nadal jesteś liderem sondaży!" – taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie. Kampanie prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia, których słynny sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje, że w czasie jej trwania sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali aż dwaj z głównych pretendentów: Tusk i Cimoszewicz.
26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej ogłosił, że nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to firma Pentor ogłasza wyniki sondażu, według którego... kandydat lewicy cieszy się 22-procentowym poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz ogłasza: przekonały go "liczne głosy rodaków". Choć jest człowiekiem skromnym i niepchającym się na stanowiska, to jednak wystartuje.

9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego wynika, że nagle mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który w ciągu trzech tygodni awansować miał z piątego na pierwsze miejsce w sondażu. W lipcu popierało go 8 proc. Polaków i socjologowie nie dawali mu szans na wejście do drugiej tury. Teraz ma mieć aż 24 proc.

15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony dla "Gazety Wyborczej" sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już bliski zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc. wyborców. Lech Kaczyński nie ma nawet połowy tego – popiera go 22 proc. Z badań PBS ma wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może on zyskać całe... 2 proc. Jeszcze dalej idzie "Rzeczpospolita", która ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.

Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz tempie – w połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie września – blisko połowa.

W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie poparcie? Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest Krzysztof Koczurowski. Był on jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego działacze – z Tuskiem na czele – rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w 1991 r. był jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD.

Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD Pentorze. Kto rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu.

Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W momencie gdy wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na kogo głosować – olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się liczą, a tych wyznacza sondaż. Wybierając, wolą być po stronie zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla nich wybór "zwykłych ludzi", takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż. – Wpływ sondaży na politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli wygrywasz w sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać – mówi Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę Badawczą, która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego roku.

Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych badaczy. Bo w przypadku mocno nagłośnionego sondażu często się zdarza, że wyniki sfałszowanego badania potwierdzają, choćby częściowo, wyniki innych ośrodków. Bo pierwszy sondaż zdążył już uruchomić lawinę.

Amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini przywołuje w swej książce "Wywieranie wpływu na ludzi" szokującą historię sekty Świątynia Ludu w Jonestown w Gujanie. Jak dowodzi Cialdini, jej 910 członków popełniło samobójstwo m.in. dlatego, że uznawali "społeczny dowód słuszności" – widzieli popełniających samobójstwo współwyznawców.

Według Cialdiniego techniki używane przy werbowaniu ludzi do sekty i zmuszaniu ich do posłuszeństwa często nie różnią się od tych, jakie stosują spece od marketingu. Szefom ośrodków badania opinii publicznej idzie o tyle łatwiej, że nie wymagają od wyborców samobójstwa, a tylko oddania głosu na odpowiednią partię polityczną. A może inaczej: samobójcze skutki zagłosowania na partię np. związaną z oligarchią postkomunistyczną są rozłożone w czasie.

Taśmy prawdy i sondażowa ściema

Przykład nieco świeższy. Po emisji taśm Beger Fakty TVN podały, że na PO głosować chce 34,2 proc. wyborców, a na PiS zaledwie 19,2. Jeszcze bardziej zaszalał Pentor, według którego PO wygrywało z PiS 34 do 18,1. – W rzeczywistości notowania PiS spadły o około 2–3 procent – mówi Jacek Chołoniewski z Polskiej Grupy Badawczej, która najtrafniej przewidziała wynik zeszłorocznych wyborów.

W sześć tygodni po sondażach pokazujących około 16-procentową przewagę PiS w prawdziwych wyborach samorządowych padł remis – PO wygrała wprawdzie o 2 proc. w wyborach do sejmików, ale znacznie wyżej przegrała z PiS w powiatach i gminach.

Kto zorganizował dziwny sondaż dla Faktów, pokazujący gwałtowny spadek notowań PiS? Firma SMG/KRC. Była to nie lada niespodzianka, bo ta licząca się na rynku badań marketingowych firma powróciła do badań preferencji politycznych po kilku latach przerwy.
Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach 1980–1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty.

Krzysztof Borys Kruszewski podkreśla, że nigdy nie podzielał poglądów ojca. Jego firma została założona w 1989 r. przez grupę młodych absolwentów socjologii i kojarzona była z nowym, "solidarnościowym" rządem. Badania robiła głównie na zlecenie otoczenia premiera Mazowieckiego, ministra Balcerowicza oraz Jeffreya Sachsa, a także zlecane przez Amerykanów. Jak powiedział nam Kruszewski-junior, Amerykanie uważali, że ośrodki, które działały w PRL, są mało wiarygodne. Szukali kogoś nowego i tak trafili do SMG/KRC.

Pułkownik Kwiatkowski i towarzysz Mauzer

Kim są ci, którzy odpowiadają za stan polskiej socjometrii? Aby się tego dowiedzieć, cofnijmy się o 20 lat, do tajemniczej postaci pułkownika Kwiatkowskiego. Nie tego z komedii Kazimierza Kutza. O ile filmowy Kwiatkowski podawał się za oficera UB, to twórca powołanego w stanie wojennym CBOS płk Stanisław Kwiatkowski (dziś znacznie bardziej znany jest jego syn – były prezes TVP Robert Kwiatkowski) usytuowany był w hierarchii władzy PRL znacznie wyżej.

Urodzony w 1939 r. guru polskiej socjometrii od 1973 r. był doradcą ministra obrony Wojciecha Jaruzelskiego. Pozostał nim także, gdy Jaruzelski został premierem. Doradca Jaruzelskiego miał za sobą publikacje wychwalające szybki rozwój Związku Radzieckiego, wygrywającego gdy chodzi o ekonomiczny rozwój ze Stanami Zjednoczonymi.

Stan wojenny stał się okazją do tego, by Kwiatkowski mógł kontynuować swój zawodowy rozwój w nowej instytucji.

W pierwszym numerze "Biuletynu CBOS" (1/85) Kwiatkowski tak opisywał początki tego ośrodka: "Z zamiarem powołania takiej instytucji noszono się już od dawna. Stało się to jednak właśnie w czasie trwania stanu wojennego, co w połączeniu z faktem, że uchwałę w tej sprawie podpisał prezes Rady Ministrów generał armii Wojciech Jaruzelski, ma swoją wymowę. Z urzędu opiekę nad "noworodkiem" sprawują od początku szef Urzędu Rady Ministrów i przewodniczący Komitetu Społeczno-Politycznego Rady Ministrów".

Odnotowywał, że centrum "ma obowiązek pośredniczyć – jak się zwykło mówić – między władzą a społeczeństwem". Stwierdzał też, że "działalność Centrum ma być w swoich założeniach usługowo-użytkowa w stosunku do potrzeb rządu".

Jakie poglądy reprezentował pułkownik? W wydanej w 2003 r. książce "Szkicownik z CBOS-u" Kwiatkowski przedrukowuje swój artykuł z pisma "Tu i teraz" z 2 marca 1982 r. Ale ze skrótami. Pułkownik pomija pewien niewygodny dziś fragment, w którym – dziesięć tygodni po pacyfikacji kopalni Wujek – wyrażał swą aprobatę dla pomysłu walki z opozycją przy użyciu broni palnej: "Zgadzam się w ocenie co do konieczności przeciwdziałania kontrrewolucji. Nigdy zresztą nie było wątpliwości w sytuacjach skrajnych, gdy przeciwnik sięgnął po władzę i gdy zorganizowaną opozycję przełamywano przy pomocy wszystkich środków, którymi dysponuje socjalistyczne państwo. Zawsze, kiedy wymiana zdań przechodziła w wymianę strzałów, «głos zabierał towarzysz Mauzer»".

Główna myśl Kwiatkowskiego była jednak inna: oprócz robienia użytku z towarzysza Mauzera z opozycją trzeba walczyć także intelektualnie. Pułkownik postulował, by opozycję "pozbawiać bazy społecznej", zaś opozycjonistów "dyskwalifikować politycznie, obnażać ukryte intencje, rozbijać logicznie. Tak przecież rozprawił się Lenin z empiriokrytykami".

Zarówno współpracownicy, jak i przeciwnicy podkreślają, że Kwiatkowski wyróżnia się nieprzeciętną inteligencją. Zbigniew Maj, dziś pracujący w OBOP, mówi wprost: – Pracowałem w dziewięciu firmach w tej branży i powiem panu, że prezes Kwiatkowski był z moich szefów najbardziej światłą osobą.

Sondaże pieczone w mundurkach

W czasach telewizyjnych spikerów w mundurach także stworzony przez Kwiatkowskiego w 1982 r. CBOS współtworzyli dobrani przez niego wojskowi. Kwiatkowski zabrał ze sobą z gabinetu ministra obrony Halinę Hałajkiewicz, którą wspomina jako "pierwszego pracownika z legitymacją CBOS". To Hałajkiewicz redagowała "Biuletyn CBOS". Zajmowała się też pisaniem raportów z badań.

Na wojsku Kwiatkowski oparł też jego lokalne struktury, o czym pisze w "Szkicowniku": "Wpadłem na pomysł, że najszybciej i sprawniej będzie, jeśli koordynatorami wojewódzkimi zostaną, przynajmniej doraźnie, oficerowie z Wojskowych Poradni Psychologicznych". Zbigniew Maj wspomina: – Na początku koordynatorzy to byli pracownicy wojska. Oni wynajmowali ankieterów i dostarczali nam wyniki. Nie zawsze byli to fachowcy wysokiej klasy. Ci, co ewidentnie się nie nadawali, później odeszli.
Jak Kwiatkowskiego traktowała władza? On sam pisał w "Polityce" (4.04.1987): "Kiedyś, w początkach działalności Centrum Badania Opinii Społecznej zdarzało się, że pytano mnie o sprawy, które jedno z ministerstw nazywa wewnętrznymi. Mylono mój mundur z innym mundurem, a badania opinii, z innego rodzaju służbą państwową".

Młodzież, partia, Pentor

Kwiatkowski zadowolony był z efektów swej pracy. W 1985 r. meldował: "Jak sądzę, mogę liczyć, że Obywatel Generał uzna zadanie za wykonane". Z notatek umieszczonych w "Szkicowniku": "Kończę rok 1985 w przekonaniu, że wywiązałem się z zadania, jakie otrzymałem w okresie stanu wojennego". Proponuje, że w tej sytuacji może podać się do dymisji. Kwiatkowski znalazł godnego następcę: "Nadmieniłem, że nareszcie znalazłem odpowiedniego zastępcę ds. badań: dr Eugeniusz Śmiłowski «może kandydować na następcę dyrektora»" – odnotował.

Śmiłowski na uznanie zasłużył zapewne jako publicysta związanego z ZSMP pisma "Pokolenia", w którym opublikował artykuł "Młodzież–partia–społeczeństwo", czyli relację z konferencji "naukowej" zorganizowanej w Pokrzywnej przez "Komitet Wojewódzki PZPR w Opolu przy współpracy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR" ("Pokolenia" 6/83).

Obecnie Śmiłowski jest prezesem Pentora. Przypomnijmy: ośrodka, który opublikował sensacyjny sondaż z Cimoszewiczem jako liderem.

Jaruzelski jak zawsze najlepszy

Także inni byli współpracownicy Kwiatkowskiego odgrywają dziś w ośrodkach badania ogromną rolę. Elżbieta Lenczewska-Gryma jest dziś Liderem Sektora Badań Medialnych w OBOP. W biuletynach CBOS pisała o nastrojach wśród nauczycieli, podkreślając ich poparcie dla władzy: "Spośród instytucji i grup funkcjonujących w życiu publicznym nauczyciele skłonni byli obdarzyć największym zaufaniem Sejm, wojsko, rząd i Radę Państwa (3/4 badanych), następnie związki zawodowe, PRON i PZPR (2/3 badanych), nieco rzadziej Kościół i milicję (w obu przypadkach po 57%) i najrzadziej opozycję polityczną (co 10 badany)" (Biuletyn CBOS 7/86, test pisany razem z Elżbietą Kościesza-Jaworską).

Obecny kolega Lenczewskiej z OBOP Zbigniew Maj poddawał szczegółowej analizie sondaż sformułowany tak: "W wyborach do rad narodowych wzięło udział 75 proc. obywateli. To dużo czy mało?". Dalej padało pytanie, komu to zawdzięczamy oraz kto zyskał na takiej frekwencji. I padały odpowiedzi – wśród nich "władza" oraz "partia".

Elżbietę Gorajewską, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w OFBOR (wcześniej była jej prezesem), cytowaliśmy na początku tekstu. Jej postawa przestaje dziwić, gdy przeczytamy jej artykuły z lat 80. W jednym z biuletynów obecna szefowa AGB Nielsen Media Research dowodziła, jak popularny w społeczeństwie jest generał Jaruzelski: "Respondenci wybierając z listy zawierającej nazwiska zarówno działaczy państwowych i partyjnych, jak i ludzi związanych z Kościołem, działaczy b. "Solidarności" – tych ludzi, którzy darzą sympatią, najczęściej wskazują na gen. W. Jaruzelskiego – 71,7% i kardynała Glempa – 68,7%". Z badań wynikało, że zdaniem Polaków Jaruzelski przyczynił się do "zachowania suwerenności Polski" (miało tak twierdzić 72 proc.) oraz "zapobieżenia wojnie bratobójczej" (aż 83,1 proc.). Gorajewska konkludowała: "Niekwestionowane są więc dwa osiągnięcia rządu generała Jaruzelskiego: zaopatrzenie rynku i spokój społeczny" (1–2/86).

W innym numerze (3/85) opublikowała tekst "System społeczno-polityczny kraju w ocenie młodzieży szkolnej". Pisała w nim: "Rejestrujemy natomiast spadek krytycyzmu badanych w ocenie 40-letniego dorobku ustroju socjalistycznego w Polsce. (...) Zauważamy również stosunkowo wysokie – zwłaszcza w 1985 r. – na tle innych instytucji i ugrupowań, oceny działalności wojska. Towarzyszy temu brak akceptacji dla działalności nieoficjalnych struktur politycznych – opozycji politycznej oraz spadek ocen pozytywnych Kościoła w stosunku do ocen z 1983 r.".

Beata Jaworska od 17 października jest dyrektorem badań jakościowych w IPSOS. Wcześniej pracowała w Pentorze. Ostatnio przez dwie kadencje zasiadała z nadania SLD w zarządzie Polskiego Radia. W biuletynie opisywała badania "Młodzi o polityce", z których wynikało, że oceniają oni korzystniej milicję niż opozycję polityczną. Jeszcze lepsze notowania miały wojsko i PZPR ("Biuletyn CBOS" 3/87, tekst pisany razem z Elżbietą Gorajewską).

Pluralizm związkowy niekoniecznie

U pułkownika Kwiatkowskiego pracował cały obecny zarząd Pentora – znany nam już Eugeniusz Śmiłowski, Jerzy Głuszyński, i Piotr Kwiatkowski. Głuszyński to były członek Komisji Ideologicznej KC PZPR. W latach 1973–1980 był działaczem SZSP, w którym m.in. przewodniczył Komisji Nauki (dziś byli członkowie tej organizacji tworzą Stowarzyszenie Ordynacka). W PZPR działał od 1978 r. W latach 1984–1986 był członkiem Prezydium Komisji ds. Młodzieży Sportu i Turystyki KW PZPR w Poznaniu. Do wspomnianej Komisji Ideologicznej KC trafił w 1986 r. Działał też w Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW). W latach 1987–1988 był przewodniczącym zarządu krajowego tej organizacji. W wywiadzie dla "Trybuny Ludu" (93/88) Głuszyński mówił: "Jesteśmy dziś jedyną organizacją o charakterze politycznym, powstałą w gorącym okresie posierpniowym, która nie została zawieszona podczas stanu wojennego i która, oczywiście zmieniając się po drodze, dobrze, jak sądzę, wpisana jest w obecny czas dokonujących się zmian". Dodawał, że "sens istnienia związku leży w jego charakterze ideowo wychowawczym i w sferze wychowania musimy przede wszystkim osiągać rezultaty".

W biuletynach są też teksty Małgorzaty Czarzasty – żony Włodzimierza Czarzastego i udziałowca Muzy SA.

W rozmowie z nami żaden z prominentnych dziś w branży byłych pracowników CBOS nie przyznał się do manipulowania sondażami. Elżbieta Lenczewska-Gryma pytana o to, jak wspomina czasy CBOS, odpowiedziała. – Cudownie. To była właściwie pierwsza w PRL możliwość robienia badań nastrojów społecznych.

– Pan chyba dzwoni do nieodpowiedniej osoby, żeby pytać o manipulacje. Ja byłem w CBOS głównym specjalistą – stwierdził Zbigniew Maj. – Żadnych manipulacji nie było, chociaż nie wszystko było publikowane. Były raporty, które otrzymywało tylko kilka osób w państwie, trzymane w szafie pancernej.

Paweł Chełstowski, w latach 80. pracownik CBOS, jest dziś dyrektorem w PBS: – Byłem w CBOS szeregowym pracownikiem. Nikt nie usiłował wpływać na moje badania.

Jerzy Głuszyński, Pentor: To była rzetelna robota badawcza, bez nacisków. Że nie wszystkie publikowano, to oddzielna sprawa.

Na to, jak było w praktyce, wskazują jednak zalecenia KC PZPR. 12 lutego 1985 r. Sekretariat KC ustanowił "zasady informowania o wynikach opinii społecznej". Pod instrukcją podpisało się dwóch członków Biura Politycznego. Według niej uzgadnianiu z odpowiednimi sekretarzami KC w trybie roboczym podlegały "badania dotyczące organizacji i instancji partyjnych" oraz "informowanie o wynikach badań opinii o PZPR", a także "publikowanie wyników badań prognostycznych w odniesieniu do kierunku rozwoju systemu politycznego w kraju".

Niektóre ówczesne wypowiedzi Kwiatkowskiego budzą śmiech. Gdyby wierzyć pułkownikowi, to Polacy bez nadmiernej niechęci odnosili się do... podwyżek. Jak pisał pułkownik w "Polityce" (13.07.1985), 57,5 proc. badanych uznało podwyżkę za nieuniknioną, zaś 41 proc. za konieczną.

CBOS pod wodzą Kwiatkowskiego dotrwał do 1990 r. W 1989 r. centrum zorganizowało osławione badania na zlecenie OPZZ. Wynikało z nich, że Polakom raczej wystarczy jeden związek zawodowy. Kwiatkowski referował na łamach "Res Publiki": "W kwestii pluralizmu związkowego opinie są biegunowo podzielone. Gdyby zrobić ogólnopolskie referendum, przeważałyby o parę procent głosy opowiadających się za jednym związkiem w przedsiębiorstwie. Aż co czwarty Polak nie miałby zdania w tej sprawie".

Od towarzysza Mauzera do GfK Polonia

W 1990 r. Kwiatkowski odszedł z CBOS. Jego miejsce zajęła prof. Lena Kolarska-Bobińska. Ale nie był to koniec kariery pułkownika. "Największe, niezależne, prywatne ośrodki badania w Polsce po 1989 roku tworzyli (od podstaw!) specjaliści z CBOS. Przykładem GfK Polonia i Pentor" – napisze w swojej książce.

Sam pułkownik zaczął tworzyć w 1990 r. firmę GfK Polonia, której dyrektorem był do 1995 r. Dziś mało kto pamięta, że to kolejne dziecko Kwiatkowskiego. Dlaczego? Przez wiele lat GfK nie pojawiała się zbyt często w mediach, bo nie prowadziła sondaży politycznych, a tylko badania marketingowe. Dopiero w ostatnich latach zajęła się polityką, co w branży zostało odebrane jako niespodzianka.

Z jakich ludzi Kwiatkowski stworzył GfK? Odpowiedź znajdujemy na łamach pisma "Brief" (47/2003), w tekście o Elżbiecie Gorajewskiej. "Brief" pisze o niej: "W 1990 r. opuściła firmę. Powód? Z CBOS-u odszedł jego szef, prof. Stanisław Kwiatkowski, który miał stworzyć polski oddział niemieckiego instytutu badawczego GfK. Prof. Kwiatkowski zdołał przekonać część pracowników CBOS-u, aby rozpoczęli pracę w nowej firmie. Wśród tych osób była Elżbieta Gorajewska, która miała zająć się badaniami mediowymi. Ostatecznie, została kierownikiem działu mediów i reklamy firmy GfK Polonia". W GfK pracowała do 1996 r.

Najwięcej plotek w środowisku budzi osoba Marka Markiewicza, dyrektora w GfK Polonia. Markiewicz wyróżnia się tym, że nie jest socjologiem i przed objęciem kierowniczego stanowiska w firmie mało kojarzył się z badaniami. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, a w latach 1980–1990 był doradcą ministra kultury ds. organizacji i zarządzania. Odgrywa też wielką rolę w lobby badaczy – jest członkiem zarządu OFBOR.

Antykomuniści zawsze słabi w sondażach

Polityczne sondaże po 1989 r. to wielka seria wpadek. Ośrodki zgodnie prorokowały, że do drugiej tury w pierwszych wyborach prezydenckich przejdzie Tadeusz Mazowiecki, a nie Stan Tymiński. Według OBOP wyniki miały wynosić odpowiednio: Wałęsa 38 proc., Mazowiecki 23 proc., Tymiński 17 proc. Miesiąc wcześniej – 17 października – prowadzić miał Mazowiecki z wynikiem 29 proc. przed Wałęsą – 24 proc.

Podobnie bywało w wyborach parlamentarnych. W 1993 r. przewidywał, że wybory miała wygrać Unia Demokratyczna z poparciem 17,6 proc. Dostała 5 procent mniej. – Przyjmijmy, że sondaże zwiększyły poparcie UD o 5 procent. Oznaczało to awans z partii przeciętnej na liczącą się najbardziej – mówi Petroff.

Na wyliczanie przykładów nie starczyłoby tu miejsca, ale reguła jest jedna – w sondażach niemal zawsze pokrzywdzone są partie prawicowe, w szczególności opowiadające się za dekomunizacją, lustracją czy walką z układami. Aż do dziś.

Czy to oznacza, że sondażownie kłamią?

Pomożecie? Trudno powiedzieć

– Gierek zmartwychwstał i chce wrócić do władzy. Jeden z ośrodków badania opinii rozpisuje sondaż z pytaniem: "Pomożecie?". Jako że od lat 70. realia się zmieniły, respondenci mają aż trzy możliwości odpowiedzi na pytanie: "Tak, oczywiście", "Raczej tak" oraz "Trudno powiedzieć" – ten dowcip usłyszeliśmy od jednego z socjologów.

Anegdota pokazuje tylko jedną z metod manipulowania sondażami – wpływania na respondenta poprzez treść pytań lub podanych do wyboru odpowiedzi. Wielu z badaczy podkreśla, że metody manipulacji wcale nie muszą być prymitywne. – Polscy badacze są fachowi, gdy chodzi o warsztat, jeśli porównamy ich ze specjalistami z innych krajów – mówi jedna z ważniejszych osób z branży. – I właśnie dlatego wiedzą znakomicie, jak manipulować badaniami. – Fałszerstwa? Nie spotkałem się – śmieje się inny socjolog. – Dobry fachowiec potrafi uzyskać odpowiedni wynik bez wulgarnych fałszerstw.

Nasi rozmówcy opisali nam wiele takich metod. Oto niektóre z nich.

Pytania o politykę trafiają z reguły do tzw. omnibusa, czyli listy kilkudziesięciu pytań, z którymi ankieter przychodzi do badanego. Jeśli pyta o poparcie dla rządu, wynik można łatwo zmienić, umieszczając przed wspomnianym pytaniem inne, które ukierunkują respondenta. Jeśli wcześniej przeczyta on pytania o bezrobocie, patologie, emigrację zarobkową itp., to prędzej zdecyduje się negatywnie ocenić rząd. Jeśli przeczyta o wzroście gospodarczym, udanym pozyskaniu środków z Unii Europejskiej albo sukcesach w polityce zagranicznej, to częściej zaznaczy pozytywną ocenę.

W szczególności w końcówce kampanii wyborczej odgrywają u nas wielką rolę badania telefoniczne – robione na szybko, z dnia na dzień. Według kodeksu międzynarodowego stowarzyszenia ESOMAR, którego przestrzeganiem chwalą się polskie sondażownie, nie powinno się przeprowadzać badań telefonicznych tam, gdzie mniej niż 85 proc. obywateli ma telefony. Tymczasem u nas telefony stacjonarne – których dotyczą badania – ma zaledwie 73 proc. obywateli. Oznacza to też, że mieszkańcy wsi i ludzie starsi są w sondażach niedowartościowani – czyli partie mające wśród nich poparcie wypadną w sondażu słabiej.

W przypadku badań telefonicznych znaczenie może mieć też godzina, o której badacze zadzwonią do respondentów. Inne wyniki osiągną, gdy dzwonić będą w weekend, a inne w ciągu tygodnia. Inne wieczorem, a inne rano.

Podobnie bywa podczas chodzenia po mieszkaniach. Inne wyniki uzyskamy, ankietując mieszkańców bogatej, a inne biednej dzielnicy. Ankieter odwiedzający słynną "Zatokę Czerwonych Świń" w Warszawie z pewnością zawyży wynik postkomunistów.

Pytania o politykę umieszczane są zazwyczaj pod koniec omnibusa, bo badani odpowiadają na nie niechętnie. W efekcie np. połowa z nich jest zmęczona i na nie nie odpowiada. Badania reklamowane jako przeprowadzane na tysiącu respondentów są więc realnie przeprowadzane zaledwie na pięciuset.

Najbardziej znaną, ale i łatwą do wykrycia metodą jest tendencyjne zadawanie pytań. Pytając "Czy jesteś za obniżeniem podatków, które ma się przyczynić do zmniejszenia bezrobocia?" uzyskamy inną odpowiedź, niż gdy spytamy "Czy jesteś za obniżeniem podatków połączonym z obniżeniem zasiłków dla bezrobotnych i przywilejów socjalnych?".

Badania przeprowadzane przez chcących dorobić studentów często w ogóle są fikcją. Nasz redakcyjny kolega Filip Rdesiński, absolwent socjologii, tak wspomina studenckie praktyki w Poznaniu: Kiedy byłem na studiach, chyba w 2002 roku, gmina Tarnowo Podgórne wraz z moim instytutem prowadziła badania na temat jakości zarządzania tą gminą. Większość ankiet studenci wypełniali sami na kolanie w akademiku. Potem widziałem, jak obecny poseł PO Waldy Dzikowski, były wójt tej gminy, ogłaszał w telewizji jej wielki sukces. Przed badaniami oraz po zorganizowano poczęstunek. Badacze dostali m.in. kiełbaski i beczkę piwa.

Metody kontroli uczciwości ankieterów są mało skuteczne. Niemal każdy student spotkał się z propozycją kolegi co do badań marketingowych: "podam twój numer, jakby co, to potwierdź, że wypełniałeś".

Autorytety jako część systemu

Wielką rolę w utrzymywaniu obecnego skompromitowanego systemu odgrywają medialne autorytety socjologiczne. Tak się dziwnie składa, że z reguły stają one murem po stronie sondażowni. Nazwiska komentatorów zapraszanych do ogólnopolskich mediów można wymienić na palcach dwóch rąk: Ireneusz Krzemiński, Lena Kolarska-Bobińska, Andrzej Rychard, Radosław Markowski, Edmund Wnuk-Lipiński, Jacek Raciborski, Tomasz Żukowski.

Tak się też składa, że poglądy wszystkich tych osób, z wyjątkiem może Żukowskiego, mieszczą się pomiędzy SLD (publicysta pezetpeerowskich "Nowych Dróg" Raciborski) a Platformą (były działacz KLD Krzemiński).

Ważniejsze jest jednak co innego: wszyscy, łącznie z Żukowskim, wywodzą się z socjologicznego "środowiska" i nie zrobią koledze krzywdy oskarżając go o nierzetelność.

W kryzysowych sytuacjach, jak ta po zeszłorocznych wyborach, w mediach ukazują się wywiady z autorytetami naukowymi, które także bronią wiarygodności badań. Takie stanowisko zajmowali również cieszący się powszechnym autorytetem profesorowie Mirosława Grabowska czy Antoni Sułek. Ale nasi rozmówcy zwracają uwagę na fakt, że Sułek jest jednocześnie... konsultantem OBOP. – Kiedy słyszę wypowiedzi niektórych profesorów broniących skompromitowanych ośrodków badania opinii, a jednocześnie wiem, że są oni zatrudnieni na etatach w którymś z nich, zastawiam się w naturalny sposób, w jakiej roli występuje ów profesor – autorytetu naukowego czy lobbysty tej branży – mówi dr Włodzimierz Petroff.

Sondażu nie ma bez mediów

Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im. Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw. metoda "on street"), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w praktyce liczą się właśnie te sondaże, które istnieją w mediach. A większość głównych mediów stoi po stronie tych, którzy nie podzielają poglądów PiS o potrzebie rozbijania "układu".

Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z "Gazetą Wyborczą" i TVN. "Rzeczpospolita" korzysta z badań GfK. "Dziennik" i "Fakt" oraz TVP korzystają z badań OBOP. "Życie Warszawy" blisko współpracuje z Pentorem. Zaś badania PGB często bywają dyskryminowane (na przykład wiedzą o nich internauci Wirtualnej Polski, rzadziej Interii.pl, aż po całkowitą cenzurę na Onet.pl). Jak wspomina jeden z konsultantów PGB, gdy we władzach Polskiego Radia zasiadała wspomniana wychowanka Kwiatkowskiego Beata Jaworska, zakazywała zapraszania do studia Marcina Palade, współkierującego do niedawna PGB, i prezentowania wyników firmy. Ale PGB nie funkcjonuje nawet w programach informacyjnych TVP Wildsteina!

Czy z sondażową patologią, niszczącą demokrację, da się coś zrobić? Mamy nadzieję, że powyższy pierwszy w polskiej prasie opis stanu faktycznego może się do tego przyczynić. Pozostaje też mieć nadzieję, że wiedza ta może być przydatna dla prywatnych firm, oczekujących od sondażowni uczciwości. – Kiedy Pentor opublikował badania dotyczące Cimoszewicza, zbulwersowani tym byli marketingowi klienci tego ośrodka. Niektórzy mówili wprost, że skoro ośrodek może robić takie numery przy badaniach politycznych, to może ich oszukać, gdy chodzi o badania rynku dotyczące ich produktów – mówi wpływowa osoba w środowisku badaczy.

Ale z pewnością sprawa nie będzie łatwa. – Najgorsze jest to, że wielu młodych socjologów będących wychowankami starej gwardii nie jest wcale lepszych. Można tu mówić o całych "strukturach zła" – stwierdza Włodzimierz Petroff.

16 stycznia 2003 r. w "Gazecie Wyborczej" ukazało się sprostowanie, w którym pułkownik Kwiatkowski bronił rzetelności badań CBOS z lat 80. przed krytykami. Pułkownik napisał: "Właśnie świętowaliśmy 20-lecie powstania Centrum. Okazuje się, że specjaliści z CBOS są dziś na kluczowych stanowiskach w wielu najważniejszych ośrodkach badania opinii i rynku. Wszyscy z dumą mówili o początkach swojej kariery zawodowej i naszym wspólnym dorobku".

Owo sprostowanie było dla mnie inspiracją do napisania niniejszego tekstu. Muszę uczciwie stwierdzić, że teza pułkownika okazała się prawdziwa w stu procentach

źródło: Piotr Lisiewicz / Polityka

__________________________________________________

Piknik Lotniczy Rodzina Pod Skrzydłami w Łodzi!

Piknik odbędzie się 18 września (niedziela), w godzinach 11.00 – 18.00 w unikalnym miejscu, jakim jest Muzeum Lotnictwa, oraz na specjalnie wyznaczonym pasie na terenie Lotniska im. Władysława Reymonta w Łodzi.

 

W tym roku Fundacja „Happy Kids” wraz z firmą Bartolini Air oraz Portem Lotniczym im. Władysława Reymonta w Łodzi realizuje III edycję Pikniku Lotniczego „Rodzina pod Skrzydłami”. Impreza ma charakter integracyjny. Udział w niej wezmą dzieci z państwowych domów dziecka, rodzin zastępczych, rodzinnych domów dziecka oraz łodzianie z dziećmi, dla których będzie to okazja spędzenia czasu w rodzinnym gronie przy wielu atrakcjach, przede wszystkim związanych z awiacją, ale również innych skierowanych do najmłodszych uczestników.

Jest to jedyna, tego typu rodzinna impreza charytatywna o charakterze masowym. W tym roku zaplanowano udział w pikniku ponad 1000 osób. Głównymi atrakcjami będzie pokaz lotniczej Grupy Akrobacyjnej „Żelazny”. Planowane są również pokazy Grupy Akrobacyjnej „Orliki” i „Biało-Czerwone Iskry”. Organizatorzy mają nadzieję, że na łódzkim niebie będzie można zobaczyć przelot wojskowej formacji samolotów bojowych F-16, a na ziemi będzie można zasiąść w kokpicie TU-134, Mi-6 czy MiG-a. Również zaprezentowane zostaną maszyny zaliczające się do grona General Aviation: Cessna 152, Cessna 172, Piper oraz Tecnam. Swój udział zapowiedzieli też modelarze, którzy zaprezentują swoje maszyny oraz zorganizują pokaz akrobacji maszyn w skali micro. Całość uświetni koncert estradowy z udziałem gwiazd. Udział w pikniku będzie bezpłatny.

__________________________________________________
 
niedziela, 11 września 2011

MiG-21 sprzed Hali Sportowej na sprzedaż

MiG-21, samolot, który od lat stoi na cokole przed łódzką halą sportową przy al. Politechniki, ma zostać zabrany. Agencja Mienia Wojskowego znalazła już na niego kupca.

- Samolot został użyczony Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji w 2000 roku - informuje Małgorzata Golińska, rzecznik prasowy AMW. - Umowa użyczenia obowiązywała jednak tylko do 2005 roku.

MOSiR nie wyraził zainteresowania, by przejąć MiG-a, więc AMW postanowiła go sprzedać. Kiedy samolot zostanie zabrany - jeszcze nie wiadomo.

źródło: Express

__________________________________________________
 
sobota, 10 września 2011

MON: nic niezwykłego w odejściu generałów

- W bieżącym roku wypowiedzenia złożyło mniej generałów niż rok wcześniej, ich odejście nie zagrozi ciągłości dowodzenia - powiedział rzecznik MON Jacek Sońta.

Skomentował w ten sposób sobotni artykuł "Gazety Wyborczej" o odejściu w wojska za kilka miesięcy dwunastu generałów. - W ubiegłym roku odeszło 28 generałów, w 2009 - 12, w 2008 - 23, a w 2007, gdy ministrem był Aleksander Szczygło - 38 - przypomniał Sońta.

- Sam fakt, że w połowie roku złożyli wypowiedzenia służby w roku następnym, sprawia, że jest czas na przygotowanie następców. Oficerowie na dowódczych stanowiskach mają swoich zastępców, więc nawet w przypadku niepowołania następcy na to samo stanowisko, ciągłość dowodzenia jest zachowana - podkreślił rzecznik.

Wśród generałów, którzy zamierzają odejść z wojska, jest gen. dyw. Anatol Czaban, który o swojej rezygnacji poinformował PAP w sierpniu, kilka dni po odwołaniu go ze stanowiska w związku z publikacją raportu Jerzego Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej. Czaban ostatnio był asystentem szefa Sztabu Generalnego ds. Sił Powietrznych, wcześniej szefem szkolenia Sił Powietrznych.

Jak podaje "GW", rezygnację złożyli m.in. także szef szkolenia Wojsk Lądowych gen. dyw. Paweł Lamla, szef logistyki Inspektoratu Wsparcia gen. bryg. Roman Klecha, kontradm. Adam Mazurek z Dowództwa Operacyjnego i kilku generałów ze Sztabu Generalnego. Niektórzy ze składających rezygnację znajdują się obecnie w rezerwie kadrowej lub zajmują stanowiska w strukturach przewidzianych do likwidacji, jak Pomorski Okręg Wojskowy.

źródło: PAP

__________________________________________________
piątek, 9 września 2011

Brak zadośćuczynień za śmierć żołnierzy, bo zabijali terroryści

Zadośćuczynienia od MON dostaną rodziny ofiar katastrofy wojskowego samolotu Bryza, który rozbił się w Gdyni w 2009 r. Na takie świadczenia nie mogą jednak liczyć bliscy poległych w Iraku i Afganistanie. Zdaniem ministerstwa różna jest sytuacja prawna obu grup. MON stoi na stanowisku, że skoro sprawcami śmierci żołnierzy są terroryści, nie może dojść do wypłaty zadośćuczynienia od państwa polskiego.

Zespół MON zajmujący się sprawami zadośćuczynień spotkał się z pełnomocnikami rodzin żołnierzy. Ta sama trójmiejska kancelaria reprezentuje bowiem rodziny 27 żołnierzy, którzy stracili życie na misjach w Iraku i Afganistanie oraz bliskich dwóch lotników, którzy zginęli w katastrofie Bryzy.

Zarówno rzecznik prasowy MON Jacek Sońta, jak i prawnicy reprezentujący rodziny – Sylwester Nowakowski i Piotr Sławek – poinformowali, że ws. katastrofy Bryzy dojdzie do zawarcia ugód z siedmioma osobami, bliskimi dwóch z czterech pilotów, którzy stracili wówczas życie (rodziny pozostałych dwóch dotychczas nie wystąpiły z roszczeniami wobec MON).

Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy kwota zaproponowana rodzinom przez MON wynosi 250 tys. zł dla każdego z bliskich – czyli jest taka sama, jak ta, na którą zawierane są ugody po katastrofie wojskowego samolotu CASA pod Mirosławcem; odpowiada też propozycji ugodowej Skarbu Państwa dla rodzin, które straciły bliskich w katastrofie smoleńskiej.

Odnośnie roszczeń, jakie zgłosiły rodziny poległych w Iraku i Afganistanie, już w ub. tygodniu wiceminister obrony Czesław Mroczek poinformował, że sprawę będzie musiał rozstrzygnąć sąd, bowiem "na gruncie przepisów prawa nie ma tutaj odpowiedzialności resortu". MON podtrzymał to stanowisko.

- Na razie te przypadki, które rozpatrzono, rozpatrzono negatywnie, uważając, że skoro sprawcami są terroryści, nie może dojść do wypłaty zadośćuczynienia od państwa polskiego, mimo że ci żołnierze znaleźli się w tym obszarze, skierowani przez państwo polskie – powiedział dziennikarzom Nowakowski.

Resort obrony podkreśla, że – w przeciwieństwie do lotników – żołnierzom wyjeżdżającym na misje MON wykupił polisy ubezpieczeniowe i dlatego nie ma podstaw prawnych, by wypłacić zadośćuczynienie. Ponadto rodziny wszystkich żołnierzy, którzy zginęli na służbie, otrzymują od resortu m.in. pomoc dla dzieci uczących się, ułatwienia w przekwalifikowaniu zawodowym, a w określonych przypadkach renty.

Z kolei prawnicy reprezentujący rodziny argumentują, że w polskim prawie cywilnym nie ma tzw. zaliczalności świadczeń – pieniądze wypłacone na podstawie polisy ubezpieczeniowej nie mogą być zaliczone na poczet zadośćuczynienia. Nowakowski powiedział, że sprawę powinien jeszcze raz rozważyć premier Donald Tusk jako przełożony szefa MON.

Na konferencji prasowej Tusk powiedział, że jak najszybciej będzie chciał ustalić przebieg spotkania w MON, poznać argumenty obu stron oraz - "jak będzie trzeba - także wpłynąć na działania ministerstwa".

- Niezależnie od kontekstu prawnego i finansowego ofiarom i ich rodzinom, pełnomocnikom zawsze należy się najwyższy szacunek i respekt - podkreślił Tusk.

Jak poinformował rzecznik prasowy MON, dotychczas wezwania do ugody skierowało do MON 69 osób – wdowy, dzieci i rodzice 27 żołnierzy i jednego cywila, którzy zginęli na misjach. Z tej liczby Nowakowski i Sławek reprezentują 66 osób – bliskich 14 żołnierzy poległych w Iraku i 13 w Afganistanie. Każde ze złożonych przez nich w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia wezwań do ugody opiewa na kwotę 1 mln zł.

W sprawie poległych w Iraku i Afganistanie pierwszy z serii terminów posiedzeń ugodowych Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wyznaczył na 15 września. Jeśli - jak wszystko wskazuje - strony nie dojdą do porozumienia, proces, ze względu na wartość przedmiotu sporu, będzie się toczył przed sądem okręgowym.

W sprawie katastrofy Bryzy pierwsze posiedzenie ugodowe odbędzie się w czwartek.

Należący do Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej samolot An-28 Bryza rozbił się przy podchodzeniu do lądowania na lotnisku Gdynia-Babie Doły 31 marca 2009 r. maszyna runęła na ziemię, gdy piloci ćwiczyli awaryjne lądowanie na jednym silniku; zginęła cała czteroosobowa załoga. Zarówno prokuratura, jak i komisja badająca katastrofę uznały, że wypadek był wynikiem błędu pilotów.

W Iraku w latach 2003-2007 poległo 22 polskich żołnierzy i jeden funkcjonariusz BOR (ponadto: trzech byłych wojskowych zatrudnionych przez zagraniczne firmy ochroniarskie i dwóch dziennikarzy). W Afganistanie do połowy sierpnia 2011 r. zginęło na służbie 28 żołnierzy i jeden cywil - ratownik medyczny.

źródło: PAP

__________________________________________________
czwartek, 8 września 2011

Wirtualne szkolenia policji przed Euro 2012

Policja ma symulator, który pozwoli mundurowym na sprawdzenie umiejętności radzenia sobie z agresywnymi grupami kibiców

Naukowcy z Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie i spółki ETC-PZL Aerospace Industries (produkującej symulatory na potrzeby lotnictwa) pracowali nad symulatorem działań policji w sytuacjach kryzysowych dwa lata.

- W lutym przyszłego roku planujemy rozpocząć na uczelni pierwsze szkolenia, tak aby polska policja jeszcze lepiej była przygotowana do Euro 2012 – powiedział gazecie Arkadiusz Letkiewicz, komendant-rektor WSP w Szczytnie.

Jego zdaniem to pierwsze tego typu urządzenie na świecie. Symulator ma odzwierciedlać centrum dowodzenia policji. W kilku salach wyposażonych w komputery, ekrany dotykowe, monitory i system łączności funkcjonariusze mają sprawdzać swoje umiejętności w czasie wirtualnych demonstracji, pochodów czy imprez sportowych.

źródło: rp.pl

__________________________________________________
wtorek, 6 września 2011

Spektakularny sukces kieleckiego Salonu

XIX Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach, fot. PAP/Piotr Polak
Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach to najważniejsza impreza tego typu w regionie; okazja do nawiązywania kontaktów między wojskiem a przemysłem - powiedział inaugurując w poniedziałek targi minister obrony Tomasz Siemoniak.

Podczas XIX Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego swoje towary i możliwości technologiczne przedstawi prawie 400 wystawców z 20 krajów – w tym reprezentanci największych koncernów zbrojeniowych. W targach biorą udział przedstawiciele ministerstw obrony 30 państw.

- Salon kielecki stał się najważniejszą wystawą tego typu w Europie środkowej. Świadczy o tym rosnąca z roku na rok liczba zagranicznych delegacji i wystawców - powiedział Siemoniak. Dodał, że "imprezę można postawić w jednym szeregu z podobnymi wystawami organizowanymi w Londynie i Paryżu" i jest ona okazją do nawiązania kontaktów między wojskiem i innymi służbami mundurowymi a przemysłem zbrojeniowym.

Prezes Targów Kielce Andrzej Mochoń przypomniał, że pierwsze targi zbrojeniowe mieściły się w jednej hali, brało w nich udział kilkudziesięciu wystawców, dziś w sześciu halach swoje produkty prezentuje 380 wystawców. Honorowym gościem tegorocznych targów jest EDA - Europejska Agencja Obrony.

źródło: PAP

__________________________________________________
czwartek, 1 września 2011

Mniej polskich żołnierzy w Afganistanie?

Szef MON Tomasz Siemoniak powiedział, że najważniejszym kryterium branym pod uwagę przy określeniu liczebności wojsk polskich w Afganistanie jest zapewnienie zdolności bojowej i bezpieczeństwa na misji.

Minister, który przebywał w czwartek w Elblągu, odnosząc się do informacji dotyczących zmniejszenia kontyngentu wojsk polskich w Afganistanie podkreślił, że ostateczną decyzję podejmie prezydent.

- W połowie września Rada Ministrów zwróci się z wnioskiem do prezydenta w tej sprawie. Rozpatrujemy różne warianty; także i takie, które zakładałyby pewne zmniejszenie liczebności kontyngentu, natomiast głównym kryterium jest oczywiście bezpieczeństwo żołnierzy i zapewnianie zdolności bojowej w Afganistanie - podkreślił szef resortu obrony. Dodał, że decyzja będzie podjęta w oparciu o opinie sztabu generalnego i dowódców, którzy są na miejscu.

Siemoniak odniósł się także do decyzji o powołaniu na swego doradcę generała Waldemara Skrzypczaka. Podkreślił, że jako emerytowany wojskowy i praktyk generał Skrzypczak ma "bardzo racjonalne spojrzenie na armię".

- Odbyłem kilka długich rozmów z generałem Skrzypczakiem, gdybym nie był przekonany, że dobrze będzie się nam współpracowało, to bym takiej decyzji nie podjął. Ja bardzo cenię, jeżeli ludzie mówią prawdę, a nie mówią tak, by tylko sprawić przyjemność - dodał.

Siemoniak poproszony o komentarz do kolejnej kontroli CBA w jednostce specjalnej GROM podkreślił, że popiera "wszelkie działania, które mają wyeliminować wszelkie nieprawidłowości z resortu".

- Spotkałem się przedwczoraj z szefem CBA, po raz kolejny zapewniając go o "zielonym świetle" dla wszystkich działań, które mają wyeliminować korupcję z MON - podkreślił. Dodał, że do uznania prokuratury pozostawia, czy należy wszcząć postępowanie w tej sprawie.

Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło w czwartek kolejną kontrolę w jednostce specjalnej GROM. Ma ona związek z przetargiem na dwa specjalistyczne samochody - poinformował PAP rzecznik biura Jacek Dobrzyński.

Jak wyjaśnił, kontrola przewidziana jest na trzy miesiące. - Dotyczy ona zamówienia publicznego na zakup w 2007 r. samochodów ciężarowo-osobowych do zadań specjalnych, o wartości kilku milionów zł - powiedział Dobrzyński.

Poinformował również, że kontrola jest wynikiem analiz przeprowadzonych przez agentów CBA.

Po poprzedniej kontroli CBA w GROM (prowadzonej od grudnia 2010 r.) Wojskowa Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązku i przekroczenia uprawnień m.in. przez dwóch byłych dowódców jednostki w trakcie przetargów na 58 samochodów i specjalistyczny sprzęt.

źródło: PAP

__________________________________________________
czwartek, 1 września 2011

Kolejna kontrola CBA w jednostce GROM

Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło kolejną kontrolę w jednostce specjalnej GROM. Ma ona związek z przetargiem na dwa specjalistyczne samochody - poinformował rzecznik biura Jacek Dobrzyński.

Jak wyjaśnił, kontrola przewidziana jest na trzy miesiące. - Dotyczy ona zamówienia publicznego na zakup w 2007 r. samochodów ciężarowo-osobowych do zadań specjalnych, o wartości kilku milionów zł - powiedział Dobrzyński.

Poinformował również, że kontrola jest wynikiem analiz przeprowadzonych przez agentów CBA.

Po poprzedniej kontroli CBA w GROM (prowadzonej od grudnia 2010 r.) Wojskowa Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązku i przekroczenia uprawnień m.in. przez dwóch byłych dowódców jednostki w trakcie przetargów na 58 samochodów i specjalistyczny sprzęt.

W tej sprawie CBA skierowało 9 sierpnia br. zawiadomienie do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Według Biura mogło dojść do złamania prawa przez dwóch byłych dowódców jednostki - z nieoficjalnych informacji wynika, że Piotra Patalonga (jest już generałem i zajmuje stanowisko Dowódcy Wojsk Specjalnych) oraz płk Jerzego Guta (obecnie jest zastępcą gen. Patalonga) - i 16 żołnierzy. Zawiadomienie dotyczyło w sumie trzech przetargów z lat 2002-2010.

Wojskowa prokuratura prowadzi też inne śledztwo dot. jednostki specjalnej GROM. Chodzi o nieprawidłowości w zaopatrywaniu w artykuły mundurowe. Zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków usłyszało w tym przypadku 12 osób.

W ubiegłym roku w GROM przeprowadzane były dwie kontrole MON. Pierwsza z nich obejmowała lata 2008-2010; wszczęto ją wiosną 2010 r. po doniesieniach żołnierzy, mających zastrzeżenia do polityki kadrowej ówczesnego dowódcy. Ich zarzuty nie zostały potwierdzone.

Druga kontrola zakończyła się 30 listopada 2010 r. Ówczesny minister obrony Bogdan Klich mówił, że z jej ustaleń wynika, iż w jednostce nie ma poważnych nieprawidłowości.

GROM (Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego) powstał w 1990 r. Komandosi tej jednostki brali udział w misjach na Haiti, w Sławonii, Kosowie, Afganistanie, Zatoce Perskiej i w Iraku. Za twórców GROM uznawani są gen. Sławomir Petelicki - pierwszy dowódca, a także były minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski. Od 1995 r. jednostce patronują Cichociemni - legendarni komandosi, spadochroniarze Armii Krajowej.

Do września 1999 GROM podlegał MSWiA, potem został podporządkowany MON. Wtedy też ówczesny koordynator służb specjalnych Janusz Pałubicki odwołał Petelickiego ze stanowiska dowódcy. W maju 2000 r. dowódcą został płk Roman Polko, który dowodził nią do stycznia 2004 r., kiedy to odszedł ze służby. Zastąpił go płk Tadeusz Sapierzyński. Polko wrócił na stanowisko na początku 2006 r. i dowodził jednostką do listopada 2006 r., kiedy - odchodząc na stanowisko wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego - przekazał dowodzenie płk. Piotrowi Patalongowi.

W marcu 2008 r. płk Patalong został przeniesiony na stanowisko dowódcy 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku Białej, którego kilkunastu żołnierzy miało konflikt z prawem. Jak mówił wtedy Klich, Patalong miał tam uzdrowić sytuację. Tymczasowym dowódcą GROM został ppłk Jerzy Gut - wówczas zastępca Patalonga. Gut kierował wtedy jednostką przez cztery miesiące, do lipca 2008 r. Wtedy dowódcą został płk Dariusz Zawadka - b. żołnierz GROM, powołany z rezerwy.

Latem 2010 r. Zawadka złożył wypowiedzenie ze stanowiska. Według pojawiających się w mediach nieoficjalnych informacji powodem odejścia Zawadki miały być planowane zmiany kadrowe i zapowiedź powołania przez prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego na stanowisko dowódcy Wojsk Specjalnych płk. Patalonga.

Sam Zawadka temu zaprzeczał. W rozmowie z tygodnikiem "Polityka" tłumaczył, że udało mu się "wyciągnąć jednostkę z zapaści" i powstrzymać falę odejść żołnierzy, ale nie udało mu się przekonać ministra obrony do jego wizji przyszłości jednostki. Uznał więc, że nieuczciwe byłoby pozostawanie na stanowisku do końca kadencji. "Nie można brać pieniędzy za wykonywanie zadań, których się nie akceptuje" - mówił. Od sierpnia ubiegłego roku dowódcą GROM był płk Gut.

Pod koniec lipca tego roku nowym szefem GROM został ppłk Piotr Gąstał. Gut został awansowany na zastępcę dowódcy Wojsk Specjalnych gen. Piotra Patalonga.

źródło: PAP

__________________________________________________
czwartek, 1 września 2011

Zła sytuacja w specpułku. "Żal i rozgoryczenie"

Aż dziesięciu żołnierzy - pilotów i inżynierów - służących w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego po zapowiedzi szefa MON o rozformowaniu tej jednostki zdecydowało o rozstaniu z wojskiem.

W pułku panuje atmosfera żalu i rozgoryczenia. Brakuje podstawowej informacji o tym, jakie będą dalsze losy osób tam pracujących. - Tak naprawdę wiemy tylko tyle, co podadzą media, że pułk będzie rozformowany, a samoloty sprzedane - mówią piloci. Według nich, znaczna część kadry zostanie skierowana do rezerwy.

Oficjalnie Dowództwo Sił Powietrznych utrzymuje, że żołnierze pułku zostaną "zagospodarowani", a rozformowanie pułku nie spowodowało wśród personelu nerwowych ruchów.

Według informacji dziennika, już dziesięciu żołnierzy przesądziło o swoim rozstaniu z armią. - To zarówno piloci, jak i starsi, bardziej doświadczeni inżynierowie – mówi jeden z pilotów. Jak ocenia, do rezerwy odejdą przede wszystkim piloci samolotów, którzy nie znajdą zatrudnienia w nowo formowanej eskadrze śmigłowcowej, a posiadają licencje cywilne.

źródło: Nasz Dziennik

__________________________________________________
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Afera w GROM, prokuratura wszczęła śledztwo

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przetargów w jednostce specjalnej GROM. Sprawdza m.in. czy doszło do niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za zakup 58 samochodów terenowych.

- Otrzymaliśmy zawiadomienia z CBA w tej sprawie i trzeba zawarte w nim informacje zweryfikować. Przesłuchać świadków. Dlatego zapadła decyzja o wszczęciu śledztwa. Prokuratura sprawdza czy doszło do przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w trakcie przeprowadzania przetargów - powiedział zastępca wojskowego prokuratora okręgowego ds. przestępczości zorganizowanej płk Dariusz Knapczyński.

Chodzi o zawiadomienie CBA skierowane do Naczelnej Prokuratury Wojskowej 9 sierpnia. Według Biura mogło dojść do złamania prawa przez dwóch byłych dowódców jednostki i 16 żołnierzy. Zawiadomienie dotyczyło w sumie trzech przetargów z lat 2002-2010 na zakup 58 samochodów terenowych i specjalistycznego sprzętu. Było efektem kontroli przeprowadzanej przez Biuro w GROM od grudnia ubiegłego roku.

Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy, z doniesienia CBA wynikało, że byli dowódcy, którzy mogli złamać prawo, to Piotr Patalong (jest już generałem i zajmuje stanowisko Dowódcy Wojsk Specjalnych) oraz płk Jerzy Gut (obecnie jest zastępcą gen. Patalonga).

- Cieszymy się, że prokuratura podzieliła nasze zdanie, że mogło dojść w tej sprawie do popełnienia przestępstwa i zdecydowała o wszczęciu śledztwa - powiedział pytany o decyzję prokuratury rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

Wojskowa prokuratura prowadzi już inne śledztwo dotyczące nieprawidłowości w jednostce specjalnej GROM. Chodzi o nieprawidłowości w zaopatrywaniu w artykuły mundurowe. Zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków usłyszało w tym przypadku 12 osób.

W ubiegłym roku w GROM przeprowadzane były też dwie kontrole MON. Pierwsza z nich obejmowała lata 2008-2010; wszczęto ją wiosną po doniesieniach żołnierzy, mających zastrzeżenia do polityki kadrowej ówczesnego dowódcy. Ich zarzuty nie zostały potwierdzone.

Druga kontrola zakończyła się 30 listopada. Ówczesny minister obrony Bogdan Klich mówił, że z jej ustaleń wynika, iż w jednostce nie ma poważnych nieprawidłowości.

GROM (Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego) powstał w 1990 r. Komandosi tej jednostki brali udział w misjach na Haiti, w Sławonii, Kosowie, Afganistanie, Zatoce Perskiej i w Iraku. Za twórców GROM uznawani są gen. Sławomir Petelicki - pierwszy dowódca, a także były minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski. Od 1995 r. jednostce patronują Cichociemni - legendarni komandosi, spadochroniarze Armii Krajowej.

Do września 1999 GROM podlegał MSWiA, potem został podporządkowany MON. Wtedy też ówczesny koordynator służb specjalnych Janusz Pałubicki odwołał Petelickiego ze stanowiska dowódcy. W maju 2000 r. dowódcą został płk Roman Polko, który dowodził nią do stycznia 2004 r., kiedy to odszedł ze służby. Zastąpił go płk Tadeusz Sapierzyński. Polko wrócił na stanowisko na początku 2006 r. i dowodził jednostką do listopada 2006 r., kiedy - odchodząc na stanowisko wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego - przekazał dowodzenie płk. Piotrowi Patalongowi.

W marcu 2008 r. płk Patalong został przeniesiony na stanowisko dowódcy 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku Białej, którego kilkunastu żołnierzy miało konflikt z prawem. Jak mówił wtedy Klich, Patalong miał tam uzdrowić sytuację. Tymczasowym dowódcą GROM został ppłk Jerzy Gut - wówczas zastępca Patalonga. Gut kierował wtedy jednostką przez cztery miesiące, do lipca 2008 r. Wtedy dowódcą został płk Dariusz Zawadka - b. żołnierz GROM, powołany z rezerwy.

Latem 2010 r. Zawadka złożył wypowiedzenie ze stanowiska. Według pojawiających się w mediach nieoficjalnych informacji powodem odejścia Zawadki miały być planowane zmiany kadrowe i zapowiedź powołania przez prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego na stanowisko dowódcy Wojsk Specjalnych płk. Patalonga.

Sam Zawadka temu zaprzeczał. W rozmowie z tygodnikiem "Polityka" tłumaczył, że udało mu się "wyciągnąć jednostkę z zapaści" i powstrzymać falę odejść żołnierzy, ale nie udało mu się przekonać ministra obrony do jego wizji przyszłości jednostki. Uznał więc, że nieuczciwe byłoby pozostawanie na stanowisku do końca kadencji. "Nie można brać pieniędzy za wykonywanie zadań, których się nie akceptuje" - mówił. Od sierpnia ubiegłego roku dowódcą GROM był płk Jerzy Gut.

Pod koniec lipca tego roku nowym szefem GROM został ppłk Piotr Gąstał. Gut został awansowany na zastępcę dowódcy Wojsk Specjalnych gen. Piotra Patalonga.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Adam Rapacki - wiceszef MSWIA - NIE WIE, ILU ma generałów

Wiceszef MSWiA Adam Rapacki nadzorujący służby mundurowe w Polsce zaliczył przed posłami z Sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji dwie spore wpadki. Wykazał się niewiedzą dotyczącą Biura Ochrony Rządu oraz Państwowej Straży Pożarnej, które podlegają Rapackiemu.

Chodzi o posiedzenie sejmowej komisji. Przedstawiane było na niej pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy o policji. Dzięki nowym przepisom w policji ma przybyć kilku nowych generałów. Nominować ma ich prezydent Bronisław Komorowski.

Ze strony ministerstwa i rządu odpowiedzialny za zmiany w prawie był wiceszef MSWiA Adam Rapacki. Okazało się, że popełniał rażące błędy...

Podczas posiedzenia komisji zapewniał posłów, że w Biurze Ochrony Rządu jest czterech generałów. Jest jednak inaczej... - W BOR są trzy etaty generalskie. Generałem jest szef Biura Marian Janicki oraz jego dwóch zastępców - informuje nas rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.

Rapacki nie zna PRAWA

Później, chcąc błysnąć znajomością prawa, Rapacki popełnił kolejny błąd. Mówiąc o nominacjach generalskich, powiedział, że w ustawie o Państwowej Straży Pożarnej nie ma wymaganego stażu do awansu ze stopnia pułkownika do stopnia generała. Jest znowu inaczej... Taki wymóg jest wpisany w ustawie (w art. 54, który mówi, że ze stopnia st. brygadiera na nadbrygadiera można awansować po 4 latach).

Ustawę - mimo wpadek Rapackiego - przegłosowały 19 sierpnia Platforma Obywatelska i PSL. Teraz czeka na podpis prezydenta Polski.

źródło: se.pl

__________________________________________________
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Problemy w armii, minister prosi o pomoc CBA

Żandarmeria i kontrwywiad wojskowy nie dają sobie rady z tropieniem nieprawidłowości. Dlatego nowy minister obrony prosi o wsparcie Centralne Biuro Antykorupcyjne – informuje "Rzeczpospolita".

Tomasz Siemoniak spotkał się już z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. - Zadeklarowali ścisłą współpracę w walce z korupcją. Na bieżąco utrzymują kontakt. Kolejne spotkanie planowane jest na przyszły tydzień – mówi rzecznik MON Jacek Sońta.

Jak wyjaśnia wysoki rangą urzędnik MON, resort prosi o pomoc CBA, bo powołane do tego instytucje nie wypełniają należycie swoich zadań. Chodzi m.in. o Departament Kontroli MON, Żandarmerię Wojskową i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.

Jednak resort obrony oficjalnie nie krytykuje ich działań. - Żandarmeria czy SKW wykonują wiele ważnych zadań. Jednak nie można poprzestać na tym, co jest w tej chwili. Cały czas należy bowiem poprawiać system – zaznacza Sońta.

Zadowolony ze stanowiska MON jest szef CBA, który podkreśla, że w przeciwieństwie do SKW czy ŻW, Biuro ma bardzo szerokie uprawnienia kontrolne. - Wojsko jest tak duże, ma tak ogromny majątek i prowadzi tyle przedsięwzięć finansowych, że spraw do prześwietlenia wystarczy dla wszystkich – mówi Wojtunik.

źródło: rp.pl

__________________________________________________
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

BOR szuka oszczędności

Biuro Ochrony Rządu zrezygnowało z ochrony warszawskiej rezydencji szefa MSWiA i wicepremiera Grzegorza Schetyny (46 l.) przy ul. Zawrat. Nie chroni też pałacyku MSZ przy ul. Foksal. Powód? Oszczędności w budżecie.

Wiceszef MSWiA Adam Rapacki nadzorujący służby mundurowe w Polsce zaliczył ...
- Odstąpiliśmy od ochrony niektórych obiektów, bo nie zgodzę się na robienie darmowej firmy ochroniarskiej z BOR-u - mówi "SE" szef BOR, gen. Marian Janicki (48 l.).

Koszt ochrony przypadający na jednego funkcjonariusza w takich miejscach to ok. 60 tys. zł rocznie. Biuro zaoszczędzi też na wykreśleniu z planów zakupu nowych samochodów, zewnętrznych szkoleń i nauki języków obcych. - Cięcia nie wpłyną na jakość zadań wykonywanych przez naszą formację - zapewnia gen. Janicki.

źródło: se.pl

__________________________________________________
niedziela, 28 sierpnia 2011

Słynne radiowozy idą na emeryturę

Miliony przejechanych mil, tysiące rozbitych egzemplarzy, setki występów w filmach… Po 30 latach służby w każdych warunkach pogodowych słynne Fordy Crown Victoria idą na emeryturę.

Ford Crown Victoria nie tylko był bardzo udanym radiowozem, ale i jednym z ulubionych samochodów taksówkarzy. Solidna konstrukcja oparta na ramię i potężny silnik 4,6 V8 przesądziły o jego popularności.

Zastrzeżenia mogła jedynie budzić jakość materiałów zastosowanych do wykończenia wnętrza, ale najwyraźniej nie przeszkadzało tu zbytnio stróżom prawa. W USA model Crown Victoria zdominował ok. 70 proc. rynku radiowozów.

Słynny samochód był produkowany w kanadyjskiej fabryce marki zlokalizowanej w Ontario. Od 2008 roku auto było dostępne tylko w sprzedaży flotowej.

Ford ma nadzieję, że po przejściu radiowozu na zasłużoną emeryturę, jego miejsce zajmą policyjne wersje modeli Explorer i Taurus, jednak to może nie być takie proste. Konkurencją dla nowości producenta z Detroit będą Chevrolet Caprice i Dodge Charger.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
sobota, 27 sierpnia 2011

Czuwają nad bezpieczeństwem widzów

Ponad 500 mazowieckich policjantów czuwa nad bezpieczeństwem osób odwiedzających w ten weekend Radom, gdzie na Lotnisku Wojskowym trwają Międzynarodowe Pokazy Lotnicze – Air Show Radom 2011 oraz imprezy towarzyszące. Pierwszego dnia pokazy mogło obejrzeć nawet 80 tysięcy widzów. Podczas dwudniowych pokazów można zobaczyć 150 statków powietrznych z 26 krajów.

Air Show w Radomiu to jedna z największych imprez lotniczych w Europie. Odbywa się ona na radomskim lotnisku Sadków od 2000 roku, a od roku 2003 co dwa lata. Pierwsza edycja odbyła się w 1991 roku w Poznaniu, później pokazy odbywały się też w Gdyni, Bydgoszczy i Dęblinie.

W tym roku na na radomskim niebie można m.in. zobaczyć: P-38 Lightning, belgijskie, greckie i holenderskie F-16, W-3 Sokół, zespół Biało-Czerwone Iskry i „Orliki”, SW-4, M-28, Herkules, C-295M, Mig-29, Su-22, szwajcarski zespół Patrouille Suisse, Mi-24, JAS-39 Gripen, Pilatus PC-7, włoski AMX, M-346, Bolkow BO-105, L-159 ALCA, francuski zespół Patrouille de France, włoski Frecce TriColori i W-3RM.

Radomskie pokazy lotnicze, to także duże wyzwanie organizacyjne dla mazowieckiej policji. Nad bezpieczeństwem osób odwiedzających w ten weekend Radom czuwa ponad 500 policjantów współpracujących ściśle z Żandarmerią Wojskową, Strażą Pożarną, Strażą Miejska, Pogotowiem Ratunkowym oraz BOR-em.

Już na rogatkach Radomia osoby wjeżdżające do miasta mogą zobaczyć i poprosić o pomoc funkcjonariuszy prewencji oraz policjantów drogówki. Na pewno uwagę wszystkich przykuwają też policjanci pełniący służbę na rowerach oraz krążący nad drogami dojazdowym do lotniska śmigłowiec z łódzkiej policji. Policjantów operacyjnych nie widać, ale oni także zapewniają bezpieczeństwo, dyskretnie wmieszani w tłum widzów. Air Show zabezpieczane jest również przez antyterrorystów z mazowieckiej komendy.

źródło: KWP Radom

__________________________________________________
 
piątek, 26 sierpnia 2011

Skutecznie odbierać majątek przestępcom - sprostowanie do artykułu "Policji ciągle mało" zamieszczonego w Gazecie Wyborczej 26.08.02011 r.

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej (26.08.2011 r.) opublikowano artykuł Ewy Siedleckiej pt. „Policji ciągle mało”, w którym zamieszczono nieprawdziwe i wprowadzające w błąd czytelników informacje.

Policja posiada dzisiaj dostęp jedynie do informacji objętych tajemnicą bankową i ubezpieczeniową. W związku ze zmieniającą się rzeczywistością i możliwościami lokowania przez przestępców nielegalnie uzyskanych korzyści majątkowych za pośrednictwem różnych, nowych instrumentów finansowych, zaproponowano zmiany prawne umożliwiające dostęp do informacji chronionych tajemnicami skarbową i zawodową: przetwarzanych przez fundusze inwestycyjne, osoby wykonujące działalność w zakresie obrotu papierami wartościowymi i innymi instrumentami finansowymi, podmioty wykonujące działalność na podstawie ustawy o giełdach towarowych oraz informacji o umowach kredytowych zawieranych przez SKOK.

Policja zgodnie z projektem ma na etapie wstępnych czynności uzyskiwać jedynie podstawowe dane, w określonych przez ustawę przypadkach i ograniczonym zakresie. Dotyczy to  np. potwierdzania sytuacji, czy osoba podejrzewana o popełnienie przestępstwa ma rachunek bankowy w Polsce, czy nie, czy jest płatnikiem podatku czy też nie. W przypadku potwierdzenia takiego faktu następowałyby dalsze czynności związane z ustalaniem jej składników majątkowych – już pod kontrolą sądu.

Chcąc skutecznie zwalczać przestępczość musimy przyjąć rozwiązania, które pozwolą szybko odbierać przestępcom nielegalnie zgromadzony majątek, którego na skutek przewlekłego działania organów ścigania, wynikającego z braku skutecznych rozwiązań prawnych, mogliby się pozbywać.

Nie jest prawdą, że projekt ustawy rozszerza uprawnienia Policji na wszystkie przestępstwa umyślne ścigane z oskarżenia publicznego, a wprost przeciwnie, zawęża nasze działania jedynie do wymienionych enumeratywnie w Ustawie o Policji (art. 19 ust. 1 pkt. 2) najbardziej niebezpiecznych przestępstw.

Na podstawie art. 31 pkt 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo Prasowe (Dz.U. Nr 5, poz. 24 oraz z 2010 r. Nr 182, poz. 1228) wnoszę o zamieszczenie poniższego sprostowania
.


SPROSTOWANIE


W artykule nieprawdziwe są zdania:

• „(…)Rząd proponuje: policja i inne służby mają mieć łatwy dostęp, bez zgody sądu, do informacji
• o naszych rachunkach bankowych i maklerskich.” – Bez zgody sądu Policja ma mieć możliwość uzyskania jedynie podstawowych informacji np. co do faktu posiadania bądź braku konta w Polsce.
W przypadku potwierdzenia takiego faktu dalsze czynności odbywają się pod kontrolą sądu w normalnym trybie
• „(…)Tylko, że Unia takiego poszerzenia uprawnień nie wymaga” – Eksperci Unii Europejskiej
w listopadzie 2010 r. przedstawili w ramach V Rundy Wzajemnych Ewaluacji dot. Przestępczości Finansowej i Dochodzeń w Sprawach Finansowych rekomendację z zaleceniami zmian prawnych
w Polsce
• „(…)Projekt przechodzi przez Sejm po cichu, w ekstraszybkim Tempie” – Od listopada 2010 r. projekt ustawy zamieszczony był w BIP MSWiA i BIP KGP
• „(…)A nowy projekt rozszerza te uprawnienia na wszystkie przestępstwa umyślne ścigane z oskarżenia publicznego, np. na przestępstwo „znieważenia konstytucyjnego organu” – Projekt nie rozszerza uprawnień Policji, zawężając katalog przestępstw do czynów opisanych w art. 19 ust.1 pkt 2 Ustawy o Policji, który nie zawiera przestępstwa „znieważenia konstytucyjnego organu”.
• „(…)To oznacza, że policja mogłaby założyć podsłuch np. autorowi strony antykomor.pl” – Policja nie może zakładać podsłuchu w przypadku „znieważenia konstytucyjnego organu”, co wynika z art. 19 ust.1 pkt. 2 ustawy o Policji. Nie jest to również przewidywane w projekcie.
• „(…)Według nowego projektu służby mogłyby np. zakładać podsłuchy przy przestępstwach „znieważenia organu konstytucyjnego”.- Policja nie może zakładać podsłuchu w przypadku „znieważenia konstytucyjnego organu”, co wynika z art. 19 ust.1 pkt. 2 ustawy o Policji. Nie jest to również przewidywane w projekcie
• „(…)Ułatwienie dla Policji i służb polegałoby nie tyle na oszczędności czasu, ile na tym, że mogłyby sprawdzić każdą osobę, a nie - jak dziś – tylko podejrzanego.” – Policja zgodnie z projektem nie może sprawdzać każdej osoby, jedynie taką, co do której istnieje uzasadnione przypuszczenie popełnienia najbardziej niebezpiecznych przestępstw wymienionych w art. 19 ust.1 pkt. 2 ustawy o Policji
• „(…)Np. Policja, dziś mająca zamknięty katalog przestępstw, w których może stosować działania operacyjne, miałaby nie mieć już żadnych ograniczeń.” – Zgodnie z projektem ustawy, ograniczenie działań Policji wynika z art. 19 ust.1 pkt. 2 ustawy o Policji. Nie są przewidywane zmiany w tym zakresie.
• (…)W tym tworzy się centralny rejestr rachunków bankowych rachunków papierów wartościowych i innych instrumentów finansowych, dzięki któremu służby mogłyby badać naszą sytuację materialną. I to bez zgody sądu, nie mówiąc już o naszej zgodzie czy wiedzy.” – Zgodnie z projektem ustawy bez zgody sądu Policja ma mieć możliwość uzyskania jedynie podstawowych informacji np. co do faktu posiadania bądź braku konta w Polsce. W przypadku potwierdzenia takiego faktu dalsze czynności odbywają się pod kontrolą sądu w normalnym trybie
• „(…)Tymczasem tradycyjnie takie przepisy przemyca się cichcem, by zmylić przeciwnika…czyli społeczeństwo.” - Od listopada 2010 r. projekt ustawy zamieszczony był w BIP MSWiA i BIP KGP


RZECZNIK PRASOWY
KOMENDANTA GŁÓWNEGO POLICJI

mł. insp. dr Mariusz Sokołowski

źródło: KGP

__________________________________________________
 
piątek, 26 sierpnia 2011

Obchody Święta Lotnictwa

W piątek odbyły się centralne obchody święta Lotnictwa.

Inauguracyjnym punktem obchodów było złożenie kwiatów i zniczy przed Pomnikiem Lotnika przy ul. Żwirki i Wigury oraz  przed obeliskiem w Dowództwie Sił Powietrznych upamiętniającym ofiary katastrofy samolotu Tu-154M przez Dowódcę gen. broni pil Lecha Majewskiego i kierowniczą kadrę DSP.

Następnie w Katedrze Polowej WP odbyła się uroczysta Msza Święta w intencji lotników polskich.

Kolejnym punktem tegorocznych obchodów byłuroczysty apel z okazji Święta Lotnictwa pod „Pomnikiem ku czci lotników polskich poległych w latach 1939 - 1945" na Polach Mokotowskich.

Podczas tej uroczystości wręczone zostały odznaczenia państwowe zasłużonym lotnikom, żołnierzom oraz kombatantom. Ceremoniał uświetnił przelot zespołów akrobacyjnych „Biało - Czerwone ISKRY" i „Orlik". Uroczystości zakończył koncert Orkiestry Symfonicznej „Sonata".

źródło: WP

__________________________________________________
 
piątek, 26 sierpnia 2011

Polskie studentki wojskowe w Hiszpanii i Francji

Do kraju powróciły dwie studentki wojskowe Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, które zaliczały semestr nauki we Francji i Hiszpanii. Studia w zagranicznych uczelniach odbyły w ramach wymiany studenckiej Erasmus Military. Podchorąży Paulina Babicka uczyła się we francuskiej Akademii Marynarki Wojennej, a podchorąży Patrycja Jurdzińka studiowała w Hiszpanii, spędzając znaczny czas na żaglowcu i lotniskowcu.

Podchorąży Paulina Babicka zajęcia we Francji rozpoczęła 7 lutego. Podczas pobytu w Ecole Navale brała udział w zajęciach na IV semestrze profilu Master dla przyszłych nawigatorów i oficerów francuskiej Marine National. Program studiów obejmował przedmioty takie jak systemy informacji przestrzennej, architekturę i praktyczne zastosowanie sonarów morskich, informatykę, astronawigację, wytrzymałość materiałów, budowa oraz zachowanie się kadłuba okrętu na morzu, wytrzymałość kadłuba okrętu, mechanikę płynów, budowę mechanicznych napędów okrętu. Jednak nauka to nie było wszystko, czemu musiała sprostać studentka wojskowa. Brała również udział w szkoleniu fizycznym oraz w zajęciach poligonowych. W ramach dodatkowych zajęć sportowych szkoliła się w żeglarstwie i surfingu. Natomiast raz w miesiącu, razem z kolegami, brała udział w nocnym marszu na długi dystans z pełnym oporządzeniem i 10-kg plecakiem. W czasie tych działań nocnych organizowano wspinaczkę górską, pływanie kajakami na azymut, organizowanie obrony i ataku oraz ewakuację rannych z pola walki. W ramach studiów podchorąży Babicka brała udział w konferencji zorganizowanej dla wszystkich szkół wojskowych Francji „SIGEM”, która odbywała się w Paryżu. Tematem przewodnim było „Dowodzenie dzisiaj”. Dzięki temu miała okazję porównać proces kształcenia oficerów różnych sił zbrojnych Europy i Stanów Zjednoczonych. Najtrudniejszym etapem, jak sama stwierdziła, było szkolenie poligonowe „Espadon”, podczas którego realizowano zadania na wodzie i na lądzie. Celem szkolenia była praktyka dowódcza. Instruktorzy sprawdzali naszą wytrzymałość na stres i trudne warunki podczas dowodzenia grupą żołnierzy. Przy realizacji zadań towarzyszyły nam śmigłowce i samoloty MW oraz szybkie łodzie motorowe i inne środki transportu wodnego. Każdy uczestnik szkolenia posiadał broń etatową FAMAS oraz zapas amunicji. Każdy podchorąży musiał znać zasady taktyki wojskowej, które były niezbędne do realizacji rozkazów dowódców. Podczas tego szkolenia miałam okazje sprawdzić się jako dowódca, a także poznać granice wytrzymałości organizmu w ciężkich warunkach – relacjonowała nasza studentka wojskowa. Za najciekawszy element uznała rejs na francuskiej korwecie szkolnej „LION”.  Podczas pobytu okrętu na morzu pełniła funkcje oficera wachtowego, nawigatora, sternika, sygnalisty (łączność radiowa) i obserwatora. Miała okazję brać udział w ćwiczeniach okrętów szkolnych tj. EVOLEX, PASSEX, PRERAM, NAVRES i inne. Sama stwierdziła: Szkolenie na okręcie było dla mnie bardzo ważnym etapem wymiany studenckiej, dzięki niemu mogłam poznać zasady służby na okrętach francuskiej marynarki wojennej.

Podchorąży Patrycja Jurdzińska przez jeden semestr studiowała w Akademii Marynarki Wojennej Hiszpanii. Zajęcia rozpoczęła w styczniu, a zakończyła w lipcu. Studia rozpoczęły się czteromiesięcznym rejsem żaglowcem szkolnym „Juan Sebastian de Elcano”. W czasie rejsu pełniła wachty morskie na GSD, w kabinie nawigacyjnej, na pokładzie oraz w CSS wraz z hiszpańskimi podchorążymi z czwartego roku. Oprócz przedsięwzięć, które normalnie realizuje się na żaglowcu, podchorąży Jurdzińska codziennie od 8:00 do 17:00 uczestniczyła w zajęciach z następujących przedmiotów: nawigacja i astronawigacja, oceanografia, budowa i znajomość okrętu, język angielski, meteorologia, geografia i wychowanie fizyczne.

W trakcie rejsu odbywały się zaliczenia z powyższych przedmiotów, a na zakończenie rejsu odbył się egzamin końcowy. Odwiedzili dużo portów, które studentka wojskowa jednym tchem wymienia: Istambuł, Wenecja, Tulon, Bilbao, Londyn, Hamburg, Kopenhaga i Lizbona. Rejs zakończył się w porcie Kadyks, gdzie 2 maja została zaokrętowana wraz z hiszpańskimi podchorążymi na lotniskowcu Juan Carlos I. Stwierdziła, iż okręt o wymiarach 260 m długości i prawie 30 m wysokości zrobił na niej ogromne wrażenie. Na lotniskowcu również musiała pogodzić obowiązek pełnienia wacht i uczestniczenie w zajęciach, z których była później rozliczana. Relacjonując, podaje: Po zakończeniu dwumiesięcznego rejsu lotniskowcem, kolejne dwa tygodnie spędziliśmy w hiszpańsko - amerykańskiej bazie w mieście Rota. Po zakończeniu przygody na hiszpańskich okrętach, ostatnie dwa tygodnie spędziłam w Escuela Naval Militar, która znajduje się w mieście Marin w Galicji w północno-zachodniej części Hiszpanii. Tam przygotowywaliśmy się do zakończenia roku akademickiego, które połączone było z przysięgą podchorążych pierwszego rocznika i promocją piątego roku na pierwszy stopień oficerski.

Podchorąży Patrycja Jurdzińska najlepiej wspomina pobyt na lotniskowcu Juan Carlos I. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć tak nowoczesny okręt. Miałam dostęp do całego sprzętu, w który Juan Carlos I był wyposażony. Poznałam również styl pracy i sposoby nauczania na okrętach hiszpańskiej Marynarki Wojennej – stwierdza studentka.

Uczelnie z Francji i Polski nawiązały współpracę w latach dziewięćdziesiątych. Od tego czasu odbywają się coroczne spotkania przedstawicieli uczelni. Od trzech lat dokonują się wymiany studentów. W 2009 roku francuska uczelnia wyróżniła Akademię Marynarki Wojennej w Gdyni Szablą Honoru. Odznaczenie to jest uhonorowaniem długoletniej i owocnej współpracy między uczelniami. Natomiast z hiszpańską Akademią Marynarki Wojennej wymiana została dokonana po raz pierwszy. Obie uczelnie mają nadzieję, iż zapoczątkuje to długotrwałą współpracę.

źródło: MW RP

__________________________________________________
 
czwartek, 25 sierpnia 2011

Międzynarodowe Pokazy Lotnicze AIR SHOW – 2011 Radom

Ramowy program AIR SHOW - 2011

sobota 27.08 i niedziela 28.08
 

7:30 – sprzedaż biletów

9:00 – rozpoczęcie pokazów w powietrzu

11:20 – blok Aeroklubu Polskiego

12:00 – oficjalne rozpoczęcie Międzynarodowych Pokazów Lotniczych

12:15 – 18:30 – blok wojskowy

- pokazy grup akrobacyjnych

- pokazy indywidualne

18:30 – Zakończenie pokazów

źródło: WP

__________________________________________________
czwartek, 25 sierpnia 2011

LOTNICTWO MARYNARKI WOJENNEJ NA AIR SHOW 2011

Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowych Pokazów Lotniczych Air Show w Radomiu pojawią się aż cztery statki powietrzne z Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. W 10 minutowym pokazie dynamicznym zaprezentuje się załoga śmigłowca ratowniczego W-3RM „Anakonda”. Na wystawie statycznej będzie można zobaczyć samolot patrolowo – rozpoznawczy Bryza, śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych Mi-14PŁ oraz śmigłowiec pokładowy SH-2G.

Dwukrotnie (w sobotę i niedzielę) w pokazie dynamicznym zaprezentuje się załoga śmigłowca ratowniczego „Anakonda” z 43. Bazy Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach w składzie: kmdr ppor. pil. Waldemar Orliński - dowódca, kmdr ppor. pil. Mariusz Konopka – drugi pilot, chor. szt. mar. Stanisław Czujkowski – ratownik i chor. szt. Ireneusz Raczyński – technik pokładowy. Z lotniska w Gdyni Babich Dołach na wystawę statyczną przyleci również śmigłowiec pokładowy zwalczania okrętów podwodnych SH-2G. 44. Bazę Lotnictwa Morskiego będą reprezentować: samolot patrolowo – rozpoznawczy Bryza Bis z Siemirowic oraz śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych Mi-14PŁ z Darłowa.

źródło: MW RP

__________________________________________________
czwartek, 25 sierpnia 2011

Konferencja prasowa MON

24.08. W środę, 24 sierpnia, odbyła się konferencja prasowa nt. stanu realizacji zaleceń wynikających z "Raportu końcowego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego", zaprezentowanego 29 lipca br.

W czasie spotkania z dziennikarzami zaprezentowano Ramowy program wdrażania wniosków wynikających z „Raportu końcowego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11 samolotu Tu-154M nr 101 zaistniałego dnia 10 kwietnia 2010 r. w rejonie lotniska Smoleńsk Północny”. Program ten porządkuje zadania wynikające z zaleceń „Raportu”, wskazuje osoby odpowiedzialne za nadzór nad realizacją oraz wykonawców poszczególnych zaleceń, a także podmioty współpracujące przy ich realizacji. Określa również termin ich wykonania. Niektóre z zaleceń opatrzono szczegółowymi uwagami, dotyczącymi sposobu ich wykonania, co wynikało ze zmian, jakie miały miejsce już w trakcie opracowywania tego dokumentu, np. w związku z decyzją o rozformowaniu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Taktycznego czy rezygnacji z dalszego użytkowania samolotów Tu-154M  i Jak-40 oraz  przekazaniu ich do Agencji Mienia Wojskowego.

Minister obrony narodowej powołał sekretarza stanu w MON na swojego pełnomocnika ds. wdrażania ustaleń wynikających z zaleceń Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i wyznaczył go ─ obok szefa Sztabu Generalnego WP ─ jako osobę odpowiedzialną za nadzór nad realizacją zaleceń przedstawionych w  „Ramowym programie…”.

Wśród  najważniejszych zadań, jakie stoją przed dowódcami Rodzajów Sił Zbrojnych, w tym zwłaszcza dowódcą Sił Powietrznych, a także szefami Inspektoratu Wsparcia SZ, Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia oraz dyrektorami departamentów Kontroli i Budżetowego MON, znalazło się m.in.: uporządkowanie dokumentów normatywnych, odnoszących się do specjalnego transportu lotniczego, opracowanie zasad współpracy z instytucjami rządowymi i administracji publicznej w zakresie organizowania tego transportu, udoskonalenie procesu pozyskiwania i wykorzystywania danych meteorologicznych, zweryfikowanie przepisów regulujących sposób i zakres sprawowania nadzoru nad procesem szkolenia lotniczego, dostosowanie systemów archiwizacji dokumentacji, opracowanie nowych zasad szkolenia, w tym instruktorskiego i z zakresu medycy lotniczej, dla personelu latającego i obsługi naziemnej, opracowanie nowych zasad prowadzenia nadzoru operacyjnego w lotach międzynarodowych, doposażenie statków powietrznych lotnictwa Sił Zbrojnych RP w nowoczesny sprzęt, w tym niezbędne urządzenia łączności dalekiego zasięgu.

W konferencji udział wzięli: minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, sekretarz stanu w MON Czesław Mroczek, szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Cieniuch, podsekretarz stanu w MON ds. uzbrojenia i modernizacji Marcin Idzik i dowódca Sił Powietrznych gen. broni pil. Lech Majewski.

źródło: WP

__________________________________________________
środa, 24 sierpnia 2011

Wizyta MON w 31.blt

W środę, 24 sierpnia, w godzinach przedpołudniowych minister ON Tomasz Siemoniak oraz szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Cieniuch odwiedzili 31. bazę lotnictwa taktycznego w Poznaniu-Krzesinach.

Delegację powitali: dowódca Sił Powietrznych gen. broni pil. Lech MAJEWSKI, dowódca 2. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego gen. bryg. pil. Włodzimierz USAREK oraz dowódca 31. bazy lotnictwa taktycznego płk pil. Cezary WIŚNIEWSKI. Następnie gospodarze zapoznali gości z zadaniami i infrastrukturą bazy oraz zaprezentowali sprzęt bojowy będący na jej wyposażeniu. Głównym punktem programu wizyty był pokaz statyczny uzbrojonych samolotów wielozadaniowych F-16 Block 52+ (C/D), sprzętu Naziemnej Obsługi Statków Powietrznych (NOSP) i Wojskowej Straży Pożarnej, a także prezentacja możliwości symulatora lotu samolotu F-16 do misji (Full Mission Trainer).

Na terenie 6. eskadry lotniczej 31. BLT minister T. Siemoniak obserwował procedurę przygotowania personelu latającego do wykonania misji.
 
Szef resortu spotkał się również z żołnierzami pełniącymi służbę w bazie.

źródło: WP

__________________________________________________
środa, 24 sierpnia 2011

NIEWYBUCHY NA DNIE JEZIORA

Dzisiaj, w środę 24 sierpnia, nurkowie-minerzy Marynarki Wojennej wydobyli z dna jeziora Chycina w pobliżu Międzyrzecza cztery granaty moździerzowe kalibru 50mm. Podczas akcji nurkowie operowali w składzie 6 osobowej drużyny, przeszukując dno jeziora o obszarze ponad 2 tysięcy metrów kwadratowych.

Na niebezpieczne znalezisko w dniu 22 sierpnia natrafili turyści - płetwonurkowie wypoczywający nad jeziorem Chycina. Natychmiast powiadomili oni Komendę Policji w Międzyrzeczu, a ta z kolei saperów z 21 Patrolu Rozminowania (5 Batalionu Saperów z Krosna Odrzańskiego). Jeszcze tego samego do Marynarki Wojennej wpłynęła prośba o pomoc w podjęciu niebezpiecznego znaleziska. We wtorek (23 sierpnia) skierowano do akcji nurków z Grupy Nurków Minerów 12 Dywizjonu Trałowców ze Świnoujścia (8 Flotylla Obrony Wybrzeża). Na miejscu akcji, w wyniku przeprowadzonego rekonesansu stwierdzono obecność w wodzie spakietowanego ładunku przeznaczonego do zdalnego zdetonowania. W jego skład wchodziły wypełnione materiałem niebezpiecznym oraz związane drutem cztery granaty moździerzowe kalibru 50mm. Trzy z nich posiadały zapalniki uderzeniowe, natomiast jeden granat posiadał zapalnik ogniowy z doczepionym fragmentem lontu. W rejonie prac wykluczono obecność innych obiektów niebezpiecznych. Dokonano niezbędnej analizy zgromadzonego materiału i zdecydowano o wydobyciu znaleziska w całości.

Dzisiaj, w środę 24 sierpnia, nurkowie-minerzy MW przystąpili do wydobycia znaleziska na brzeg jeziora. Przedmiot został podniesiony z dna, a następnie nurkowie przetransportowali go na brzeg i przekazali saperom z Krosna Odrzańskiego. Operacją lokalizacji i podjęcia materiału niebezpiecznego z dna jeziora dowodził st. bosm. Robert Rozpłoch – zastępca dowódcy zespołu działań przeciwminowych w Grupie Nurków Minerów. Pracę nurków cały czas zabezpieczała specjalistyczna mobilna baza nurkowa „Ortolan” z komorą dekompresyjną.
Nurkowie-minerzy Marynarki Wojennej wielokrotnie prowadzili tego typu akcje na morzu oraz wspierali akcje saperskie w głębi lądu. Ich zadania polegają na poszukiwaniu min w basenach i kanałach portowych oraz dokładnej lokalizacji i identyfikacji obiektów minopodobnych wykrytych przez okręty na morzu. Działają głównie na akwenach morskich aż do granicy polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Ponadto nurkowie - minerzy MW zajmują się likwidacją niewypałów, niewybuchów oraz podwodnych przeszkód nawigacyjnych na morzu. Udzielają pomocy jednostkom pływającym w porcie i na morzu, wspierają akcje ratowniczo-poszukiwawcze. Zabezpieczają zacumowane i zakotwiczone okręty przed siłami dywersji podwodnej. Marynarka Wojenna dysponuje dwoma Grupami Nurków Minerów. Jedna wchodzi w skład 8 Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu, a druga w skład 3 Flotylli Okrętów w Gdyni.

 
Ostatnia akcja saperów Marynarki Wojennej w głębi lądu miała miejsce zaledwie 5 dni temu na jeziorze Niesłysz w pobliżu Świebodzina. W ostatnich miesiącach grupy nurków-minerów Marynarki Wojennej oprócz akcji prowadzonych na morzu podejmowały także niewypały i niewybuchy m.in. z dna Jeziora Ostrowieckiego (woj. zachodniopomorskie), jeziora w Sztumie (woj. pomorskie), a także z dna kanału przy Tamie Brodzkiej (woj. kujawsko-pomorskie) oraz z rzeki Odry w centrum Wrocławia.

źródło: MW RP

__________________________________________________
wtorek, 23 sierpnia 2011

III RP w szponach SB

Byli esbecy przeniknęli w wolnej Polsce do najważniejszych sfer życia społecznego. Partii politycznych, strategicznych firm, banków, organów bezpieczeństwa, uczelni, prokuratury, sądownictwa, dyplomacji, mediów. I struktur władzy

 

Wszędzie zapuścili głębokie korzenie i stworzyli tak rozległą sieć, że nie ma już najmniejszych szans, aby pozbawić ich zdobytych wcześniej wpływów. Tam, gdzie nie zagnieździli się osobiście, swoje wpływy rozciągają często poprzez dawnych agentów, w tym także mafiosów stosujących – gdy zachodzi potrzeba – przemoc i zbrodnię. Vide – zabójstwo gen. Marka Papały.

Część publicystów nieformalne grupy powiązanych ze sobą byłych esbeków nazywa mafią. To o tyle nie do końca trafne porównanie, że mafia próbuje znaleźć osłonę i oparcie w niektórych instytucjach państwa, głównie w policji, prokuraturze, sądownictwie, ale w istocie egzystuje całkowicie poza nimi. Działa od nich niezależnie. Zagrożenia, jakie występują ze strony byłej tajnej policji politycznej, a także jej siła, wynikają z tego, że wraz ze swoimi patologicznymi atrybutami wtopiła się w żywą tkankę państwa i newralgiczne miejsca dla jego prawidłowego funkcjonowania. Wszędzie tam, gdzie tylko znajduje do nich dostęp, wykorzystuje je do własnych celów niczym klasyczny pasożyt.

Cały artykuł do przeczytania w tygodniku "Uważam Rze"nr 29 z dn. 22.08.2011

źródło: Jerzy Jachowicz / Uważam Rze

__________________________________________________
 
wtorek, 23 sierpnia 2011

Polska dostarczała broń libijskim powstańcom

Polska kilka miesięcy temu dostarczyła broń dla powstańców w Libii – dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródła rządowego. Od kilku miesięcy nasi oficerowie są w NATO-wskim dowództwie operacji libijskiej.

Spora sprzedaż broni dla powstańców miała miejsce wiosną. - To było robione za zgodą rządu - podkreślił rozmówca PAP. Nie chciał jednak powiedzieć, czy operacja odbyła się z inicjatywy naszych władz. Nie wiadomo również jakiego rodzaju broń pojechała z Polski do Libii.

Źródło podaje również, że od kilku tygodni w dowództwie NATO-wskiej operacji w Libii jest 15 polskich oficerów; siedmiu z nich jest w dowództwie w Neapolu, natomiast pozostała ósemka w dowództwie operacji powietrznej.

Polska, mimo że nie wzięła udziału w operacji militarnej w Libii, jeszcze przed objęciem prezydencji w UE wspierała siły walczące z reżimem Muammara Kadafiego.

Szef MSZ Radosław Sikorski jako pierwszy zachodni minister SZ odwiedził w maju w Benghazi Narodową Radę Libijską. Jej szefowi Mustafie Abdulowie Dżalilowi przekazał wówczas, że UE uznaje Radę za prawowitego partnera do rozmów.

Polski ambasador w Libii Wojciech Bożek był też pierwszym zachodnim szefem placówki dyplomatycznej, który jeszcze w czerwcu zdecydował się na rezydowanie w Benghazi. Sikorski mówił wówczas, że Polska nie widzi możliwości współpracy z Kadafim i wolałaby, aby konflikt w Libii został rozwiązany za pomocą metod politycznych, a nie wojskowych.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Wojskowe uczelnie wkrótce czeka rewolucja

Zostaną tylko dwie wyższe szkoły oficerskie z pięciu. Jedna ma kształcić specjalistów, a druga generałów. Zwycięska batalia Bronisława Komorowskiego o to, by nie tworzyć akademii na bazie dęblińskiej Szkoły Orląt (w piątek Sejm podtrzymał weto prezydenta w tej sprawie), to dopiero początek rewolucji, jaka w najbliższym czasie ma zostać zainicjowana w szkolnictwie wojskowym.

Dziś kandydaci oraz oficerowie mogą się kształcić w pięciu wyższych uczelniach wojskowych: w Akademii Obrony Narodowej, Wojskowej Akademii Technicznej, Akademii Marynarki Wojennej, Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu i Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Jednak wkrótce resort obrony narodowej przygotuje zmiany w tym zakresie.

– Zostaną opracowane na podstawie postanowienia prezydenta, który określił je w dokumencie dotyczącym głównych kierunków rozwoju Sił Zbrojnych na najbliższe lata – mówi gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Na czym ma polegać reforma? – Na podstawie już istniejących szkół powinny powstać dwie uczelnie – podkreśla gen. Koziej. Jedna zostałaby zbudowana na bazie WAT i kształciłaby oficerów dla wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych: lądowych, lotniczych, specjalnych i Marynarki Wojennej.

Pracownicy WAT, z którymi rozmawiała "Rz", twierdzą, że uczelnia jest gotowa podjąć się takiej roli. – Dowódcy powinni znać przede wszystkim sprzęt, na którym będą pracować – wyjaśnia jeden z pracowników technicznej uczelni. – My zaś jesteśmy w stanie ich tego nauczyć. Mury naszej uczelni już opuszczają oficerowie, którzy są lotniczymi specjalistami m.in. w zakresie łączności, obsługi sprzętu. Marynarze, którzy stali się fachowcami od nawigacji, techniki. Nie wspominając o Wojskach Lądowych, dla których uczymy saperów, chemików, łącznościowców.

Druga uczelnia powstałaby na bazie Akademii Obrony Narodowej, ale kształciłaby nie tylko kadry wojskowe.

– Akademia Bezpieczeństwa Narodowego (bo tak miałaby się nazywać – red.) obejmowałaby cały obszar bezpieczeństwa państwa. Mogłaby kształcić np. dyplomatów, policjantów, polityków. A jeżeli chodzi o wojskowych, to trafialiby tam najważniejsi dowódcy – wymienia gen. Koziej.

Szkoły w Gdyni, Dęblinie i Wrocławiu przestałyby być uczelniami wyższymi, a stałyby się ośrodkami szkolenia dla poszczególnych rodzajów Sił Zbrojnych.

– Ale też byłyby ośrodkami dla absolwentów cywilnych uczelni wyższych, którzy tam mogliby dostawać patenty oficerskie – wyjaśnia szef BBN.

Zaznacza, że reforma musi być przeprowadzona stopniowo, by ci, którzy zaczęli studia na określonej uczelni, mogli je ukończyć. – Nie można zmieniać reguł gry w jej trakcie – mówi gen. Koziej.

źródło: rp.pl

__________________________________________________
 
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Leki i zapomogi - nowe przywileje weteranów

Lepsze niż obecnie uhonorowywanie weteranów misji zagranicznych, m.in. nieodpłatne leki oraz zapomogi, przewiduje ustawa o weteranach działań poza granicami kraju. W piątek Sejm głosował nad senackimi poprawkami do niej.

Ustawa wskazuje dwie grupy weteranów: weterana działań poza granicami państwa oraz weterana poszkodowanego w działaniach poza granicami państwa. Status weterana - zgodnie z ustawą - otrzyma osoba, które brała udział w działaniach za granicą w misji pokojowej lub stabilizacyjnej przez co najmniej 60 dni. Natomiast za weterana poszkodowanego zostaną uznane osoby, które doznały uszczerbku na zdrowiu, niezależnie od czasu spędzonego poza granicami.

W latach 1953-2010 w misjach wojskowych wzięło udział ponad 95 tys. żołnierzy i pracowników wojska oraz ok. 3 tys. funkcjonariuszy służb podległych MSWiA. Według szacunków MON w misjach poszkodowanych zostało 500 osób; kilkanaście to osoby trwale poszkodowane.

Najważniejsza z przyjętych w piątek przez Sejm poprawek Senatu doprecyzowuje zasady nadawania odznaki "Za Rany i Kontuzje", ustanawianej dla weteranów poszkodowanych. Pozostałe poprawki mają charakter porządkujący, doprecyzowujący, językowy lub redakcyjny.

Ustawa przewiduje, że poszkodowani na misjach będą mogli uzyskać pomoc finansową na naukę na poziomie szkoły ponadgimnazjalnej, studiów I stopnia, studiów magisterskich lub studiów podyplomowych. Weteran poszkodowany będzie miał zapewnione pierwszeństwo do zatrudnienia w jednostkach organizacyjnych podległych MON lub MSWiA na stanowiskach odpowiadających jego wykształceniu i sprawności.

Weterani będą mogli nieodpłatnie otrzymywać leki umieszczone w wykazach leków podstawowych i uzupełniających oraz leki recepturowe, a także wyroby ortopedyczne. Weterani będą mogli też korzystać ze świadczeń specjalistycznych, finansowanych ze środków publicznych.

Ustawa przewiduje także stworzenie specjalnego systemu zapomóg; zakłada on m.in., że weterani - bez względu na to, czy wrócili z misji poszkodowani, czy nie - oraz ich rodziny będą mieli zapewniony dostęp do bezpłatnej opieki psychologicznej. Przewidziano także ulgi komunikacyjne - 50 proc. przy przejazdach komunikacją miejską oraz 37 proc. w przypadku podróży autobusem lub pociągiem. Po ukończeniu 65. roku życia weteranowi będzie przysługiwać zapomoga i prawo do dodatku w wysokości 290 zł miesięcznie.

Zmarłemu weteranowi będzie przysługiwać podczas pogrzebu w Polsce asysta honorowa. Międzynarodowy Dzień Uczestników Misji Pokojowych 29 maja w Polsce ma być Dniem Weterana Działań poza Granicami Państwa.

Status weterana i weterana poszkodowanego będzie nadawany przez odpowiedniego ministra na wniosek żołnierza lub funkcjonariusza. Jego uzyskanie będzie potwierdzone przez wydanie specjalnej legitymacji. Ustawa reguluje też funkcjonowanie Domu Weterana, uruchomionego w styczniu w Lądku Zdroju.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

źródło: PAP

__________________________________________________
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Kandydaci do Narodowych Sił Rezerwowych poszukiwani

Droga do pracy stałej w wojsku - w charakterze żołnierza zawodowego - niemal przed każdym stoi otworem. Warto zacząć od Narodowych Sił Rezerwowych.

W kamasze na 30 dni w roku, gdy jest spokój. W razie zagrożenia - na dłużej, ale też za pieniądze. Ochotników gotowych przystać na takie warunki szuka obecnie wojsko, konkretnie - kandydatów do Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Na razie przyjmuje tych, co już poznali żołnierskie rzemiosło, ale również kształci kadry od zera - w ramach tzw. służby przygotowawczej.

W Pomorskiem trwają kwalifikacje kandydatów do Narodowych Sił Rezerwowych. Ostatnia odbyła się w miniony czwartek w Pruszczu Gdańskim, w tamtejszej jednostce wojskowej. Kontrakty zawarto z ponad dwudziestoma osobami - dowiadujemy się od ppłk. Sławomira Grześkowiaka, szefa Wydziału Mobilizacji i Uzupełnień Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Gdańsku. Następna kwalifikacja kandydatów do kompanii NSR przy WSzW Gdańsk odbędzie się 25 sierpnia, też w Jednostce Wojskowej 1300 w Pruszczu Gdańskim - początek o godz. 10.

Głównym zadaniem żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych w czasie pokoju jest ochrona przed klęskami żywiołowymi, ochrona ludności przed różnego rodzaju kataklizmami. Kompania Narodowych Sił Rezerwowych (NSR) w Pomorskiem liczy około 900 osób. Ci żołnierze w każdej chwili gotowi są nieść pomoc w sytuacjach kryzysowych i zależnie od potrzeb wesprzeć zawodową armię albo służby cywilne. Służba w NSR pełniona jest na podstawie kontraktów podpisywanych z dowódcami jednostek wojskowych. Dotychczas kontrakty w ramach NSR zawarli dowódcy ponad 20 jednostek wojskowych, znajdujących się na terenie województwa pomorskiego.

Do pomorskich Narodowych Sił Rezerwowych przyjmowani są żołnierze rezerwy, od szeregowych po oficerów. Muszą zdać egzaminy, zwłaszcza ze sprawności fizycznej. Po podpisaniu kontraktów mogą być powoływani na ćwiczenia - do 30 dni w ciągu roku. Terminy uzgadniane są z dowódcami jednostek. Za każdy dzień ćwiczeń otrzymują co najmniej 80 złotych (im wyższy stopień wojskowy ma żołnierz NSR, tym wyższa stawka mu przysługuje). Jeżeli spełnią wymagania regulaminowe, w następnym roku mogą otrzymać dodatkowo 2000 złotych - za uczestnictwo w ćwiczeniach. Do NSR zgłaszają się i są przyjmowani zarówno bezrobotni, jak też czynni zawodowo, pracujący. Dla szeregowych górna granica wieku wynosi 50 lat, a dla oficerów i podoficerów - 60 lat. Niedawno, wielki podziw i uznanie wywołał pan Marek, rok urodzenia 1959, który z sukcesem zdał egzamin z wychowania fizycznego. Chciał swym synom udowodnić, że potrafi sprostać dość wysokim wymaganiom.

Żeby dostać się do NSR, czyli wrócić do wojska, trzeba zdać egzamin m.in. ze sprawności fizycznej. Ponadto kandydaci poddawani są badaniom psychologicznym, przeprowadzane są z nimi rozmowy kwalifikacyjne. Kontrakty zawierane 0są na 2 - 5 lat. W Pomorskiem NSR będzie liczyć 1500 żołnierzy, a w całym kraju: około 20 tysięcy. Kto nie był jeszcze w wojsku, a chciałby znaleźć się w NSR albo na stałe w armii - musi najpierw zostać przyjęty do służby przygotowawczej. Wszelkie formalności załatwia się za pośrednictwem wojskowych komend uzupełnień. Wiadomości o tym są na stronie www.wszwgdansk.mil.pl - WSzW w Gdańsku.

Narodowe Siły Rezerwowe (NSR) tworzą żołnierze rezerwy, którym nadano przydziały kryzysowe. Jest to wyselekcjonowany zasób żołnierzy rezerwy, posiadających przydziały kryzysowe na określone stanowiska służbowe w jednostkach wojskowych, nadane w wyniku ochotniczo zawartych kontraktów na pełnienie służby wojskowej w rezerwie i pozostających w dyspozycji do wykorzystania w przypadku realnych zagrożeń militarnych i niemilitarnych, także poza granicami państwa. Główne cele NSR to: zwalczanie klęsk żywiołowych i likwidacja ich skutków; działania antyterrorystyczne; ochrona mienia; akcje poszukiwawcze; ratowanie lub ochrona zdrowia i życia ludzkiego; oczyszczanie terenów z materiałów wybuchowych oraz ich unieszkodliwianie; realizacja zadań z zakresu zarządzania kryzysowego.

źródło: Polska The Times

__________________________________________________

 

niedziela, 21 sierpnia 2011

Zawód: poszukiwacz skarbów

W Polsce niewiele osób żyje z poszukiwania skarbów, ale wiele sobie w ten sposób dorabia. Szukając na plażach, można zarobić nawet kilkadziesiąt złotych dziennie.

Bip, bip – dłuższe, krótsze, pojedyncze lub podwójne – to charakterystyczny dźwięk średnich rozmiarów urządzenia - wykrywacza metali. Towarzyszy on każdemu poszukiwaczowi skarbów, zarówno temu zaawansowanemu, jak i początkującemu. Każdy z nich w tym dźwięku usłyszy jednak co innego. Poszukiwacz wsłuchuje się, czy jest to dźwięk krótszy czy dłuższy - blaszane śmieci czy przedmiot bardziej wartościowy. Ktoś, kto ma w tym wprawę, rozpoznaje wartość sygnału natychmiast. Osobie niewtajemniczonej i niewyćwiczonej w poszukiwaniach, odgłos wydawany przez wykrywacz metali niewiele powie i skłoni do kopania w każdym miejscu, gdzie urządzenie coś wykryje. Będzie kopała półmetrowy dołek po to, żeby znaleźć kawałek pralki lub samochodu, albo łuski, które można zbierać na kilogramy na dawnych polach bitew. Poszukiwacz, który zna się na rzeczy, przejdzie obojętnie obok „blaszanego” sygnału, ale przy tym właściwym serce zabije mu mocniej. To właśnie o adrenalinie, przeżyciu i przygodzie mówi większość, mniej lub bardziej zaawansowanych, poszukiwaczy skarbów, zapytanych o powody, dla których się tym zajęli. Ci, którzy szukają w tym hobby zarobku, są w mniejszości. Jednak nikt nie ukrywa, że przyjemnie jest znaleźć wartościowy przedmiot lub parę złotych.

 

Pasja i zarabianie

Tak jest w przypadku Tomka, studenta, którego do poszukiwań skarbów zachęcił tata. To właśnie on zbudował kilka lat temu wykrywacz, z którego Tomek korzysta do dzisiaj. - Zawsze trochę interesowałem się historią, szczególnie bitwami II wojny światowej, więc gdy tata zbudował wykrywacz metali, postanowiłem pobawić się z nim w poszukiwania. Archeolodzy nie zajmują się moim ulubionym okresem dogłębnie, a mnie takie znalezisko przynosi większą radość niż jakiekolwiek inne. I tak się zaczęło – wspomina Tomek. Jego początki nie były łatwe – pierwszym znaleziskiem był kapsel od butelki po piwie, ale każdy poszukiwacz musi przejść przez taki etap. Zanim adept tej sztuki nauczy się rozróżniać sygnał wydawany przez wykrywacz metalu, musi poćwiczyć kilka miesięcy. - Przeważnie po 6 miesiącach – 1 roku można być już wystarczająco dobrze obeznanym z poszukiwaniem skarbów, ale ja po 3 latach nadal uważam, że sporo wiedzy mi brakuje. Jeżeli ktoś po raz pierwszy dostanie wykrywacz i wybiegnie z nim na pole, każdy sygnał będzie dla niego karabinem czy hełmem, a na polach znajduje się mnóstwo śmieci. Trzeba się przysłuchiwać dźwiękom wykrywacza – czy jest długi, czy krótki, pojedynczy czy podwójny, wszystko też zależy od wykrywacza – tłumaczy Tomek.

On zdobywa doświadczenie w dwóch rodzajach miejsc. Przede wszystkim szuka na polach bitew, ale też na plaży. Przed wyjazdem na poszukiwania historyczne - które odbywa między innymi w okolicach Wału Pomorskiego, miejscach bitew z kampanii wrześniowej czy w rejonie wypadów polskiej kawalerii na dawne Prusy Wschodnie - czyta o miejscu, do którego jedzie. Studiuje informacje, jakie pułki i w jakiej kolejności tam przechodziły, co się konkretnie działo i dzięki temu jest w stanie dopasować swoje znalezisko do konkretnego fragmentu bitwy. Na te wyprawy jeździ przede wszystkim z pasji i zainteresowania historią. - Wolę znaleźć więcej mniej wartościowych ekonomicznie przedmiotów, bo wtedy wiem, że tam naprawdę się coś działo. To ma dla mnie wyższą wartość historyczną – podkreśla Tomek. I tak znalazł już niemiecki hełm w Wilczym Szańcu, kwaterze Hitlera na Mazurach, czy niemiecką pastę do zębów.

Od „zarabiania” są nadmorskie plaże, ale to raczej dodatek do działalności historycznej. - Na plażę trzeba wychodzić wcześnie rano albo wieczorem, gdy nie ma wielu ludzi i nie zdążą wszystkiego zadeptać. Zdarza się, że jak pochodzę godzinę to znajdę około 5 zł, ale trafiłem też na złoty sygnet. Na razie go nie sprzedałem, zostawiam sobie na czarną godzinę – śmieje się Tomek.

Przy okazji

Nie wszyscy przygotowują się skrupulatnie do wyjazdu, część poszukiwaczy po prostu rzuca się w wir eksploracji. Tak robi Paweł, który swoje poszukiwania prowadzi głównie w okolicach Warszawy i tam, gdzie wyjeżdża na weekend czy na wakacje. - Dla mnie poszukiwanie to zabawa sama w sobie, więc po prostu jadę gdzieś, gdzie sądzę, że mogło się dziać coś ciekawego i w trakcie poszukiwań od miejscowych dowiaduję się, że tu stała karczma, a gdzie indziej było gospodarstwo – tłumaczy. W ten sposób znalazł już stare monety czy przypinkę z wizerunkiem Zamku Królewskiego, które po wojnie były sprzedawane jako cegiełki na odbudowę warszawskiego zamku. Wartość katalogową jednej z monet sprawdził – 3 tys. zł. Potwierdza jednak, że w Polsce trudno coś  znaleźć, bo obwarowania prawne nie pozwalają na swobodne szukanie. - Co innego w Rosji – tam ludzie znajdują całe beczki z precjozami, które kiedyś ktoś zakopał, żeby ochronić przed grabieżą – mówi Paweł. Sam jednak nic jeszcze nie sprzedał, ale, podobnie jak Tomkowi, udaje mu się uzbierać czasem na plaży parę złotych – nawet 30-40 zł dziennie.

Wśród poszukiwaczy krążą liczne legendy o tych, którzy w latach 90. i na początku XXI wieku za znaleziska kupowali mieszkania czy samochody. Teraz też można byłoby znaleźć przykłady takich osób, ale ze względu na ograniczenia prawne nie afiszują się ze swoimi odkryciami. Nawet ludzie, którzy sprzedają na aukcjach internetowych militaria, działają anonimowo, bo boją się, że może zatrzymać ich policja. W Polsce, zgodnie z prawem, to, co ktokolwiek znajdzie w ziemi, należy do Skarbu Państwa. Jednak większość osób nawet nie wie, do kogo ze znalezionym przedmiotem pójść, dlatego zachowują go dla siebie, a czasami sprzedają.

To, co znajdzie poszukiwacz, jest dla niego czystym zyskiem, ponieważ inwestycja w hobbystyczne poszukiwania nie jest wielka i, poza drobnymi dodatkowymi kosztami związanymi z konserwacją sprzętu, jednorazowa. Ceny wykrywaczy metali zaczynają się od 200-500 zł, ale tych najtańszych nikt nie radzi kupować, bo przeważnie to tani i niewiele warty towar z Chin. Poszukiwaczowi, który zajmuje się skarbami od czasu do czasu, przeważnie wystarcza wykrywacz za około 1 tys. zł, który posłuży przez wiele lat. Co innego, jeżeli ktoś chce zająć się tym profesjonalnie – wtedy musi liczyć się z wydatkiem ponad 20 tys. zł. Wykrywaczem za taką cenę można badać większe powierzchnie, np. miejsca, w których kiedyś stały zamki czy pałace. Podłącza się go do laptopa i na jego ekranie można zobaczyć w trójwymiarze przekrój gleby w danym miejscu. Wtedy od razu wiadomo, gdzie kopać.

Zawód: poszukiwacz

Poszukiwanie skarbów to też droższe wyprawy, przy których sam koszt pozwolenia na poszukiwania liczony jest w większych sumach. Do tego trzeba doliczyć sprzęt, załogę, przygotowania - to już jednak biznes dla wyspecjalizowanych firm. W takich wyprawach przez 5 lat, jako zawodowy poszukiwacz, uczestniczył Sławomir Makaruk, dzisiaj szef wypraw i współproducent producent serialu "Boso przez świat". Zainteresował się poszukiwaniem skarbów z miłości do nurkowania i do wypraw, którymi zajmuje się zawodowo. Na pierwsze większe poszukiwanie skarbów wyjechał do Meksyku wraz z zespołem z Warszawskiego Klubu Płetwonurków. Jedną z największych wypraw Makaruka był wypad na Morze Południowo-Chińskie, gdzie pracował dla szwajcarskiej firmy. Razem wyłowili około 140 tys. sztuk porcelany. Z tego, poza pracowniczą pensją, jednak nic nie miał - zarabiały firmy, dlatego po 5 latach zrezygnował z tego „biznesu”. Zarobić mu się udało czasem na prywatnych poszukiwaniach, m.in. w Ameryce Południowej, z których wracał z różnymi znaleziskami. Część z nich sprzedawał, ale dokładnych kwot nie podaje.

Na świecie poszukiwanie skarbów to jednak bardziej intratne zajęcie niż w Polsce - powstają specjalne grupy poszukiwawcze, wyspecjalizowane firmy, które współpracują z archeologami. W Polsce najwięcej jest poszukiwaczy weekendowych i wakacyjnych, którzy po krótkim przygotowaniu, najczęściej za namową znajomego lub członka rodziny, ruszają w teren i przychodzą z drobnymi zdobyczami.

źródło: Onet Biznes

__________________________________________________
 

 

sobota, 20 sierpnia 2011

PASSEX NA BAŁTYKU

Na Morzu Bałtyckim zakończyło się polsko-amerykańskie ćwiczenie sił morskich PASSEX. Przez dwa dni (18-19 sierpnia) okręty i lotnictwo morskie przećwiczyły operację poszukiwania okrętu podwodnego, zwalczania celów powietrznych oraz antyterrorystyczną z użyciem grup boardingowych. Doskonalono także elementy łączności i manewrowania. W manewrach udział wzięły dwie „bliźniacze” fregaty rakietowe – polska i amerykańska.

Ze strony polskiej w ćwiczeniu udział wzięła fregata rakietowa ORP „Gen. T. Kościuszko”, okręt podwodny ORP „Kondor” oraz lotnictwo morskie, w tym śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) SH-2G, 2 śmigłowce ZOP Mi-14 PŁ i samolot patrolowo-rozpoznawczy ”Bryza”. Amerykańskie siły reprezentowała fregata rakietowa USS „Carr”.

Kluczowym elementem ćwiczenia była obrona zespołu jednostek nawodnych przed działaniami okrętu podwodnego. Okręt podwodny stwarza największe zagrożenie dla konwojów, transportu morskiego i szlaków komunikacyjnych. Może również łamać blokady oraz wykonywać ataki torpedowe. Takie właśnie działania symulował podczas ćwiczenia polski okręt podwodny typu „Kobben” - ORP „Kondor”. Natomiast fregaty rakietowe ORP „Gen. T. Kościuszko” i USS „Carr” we współpracy ze śmigłowcami – jednym pokładowym SH-2G i dwoma Mi-14PŁ, poszukiwały i zwalczały okręt podwodny, aby zapewnić bezpieczeństwo morskich szlaków komunikacyjnych. Załogi przećwiczyły również procedury obronne przed atakiem z powietrza oraz atakiem terrorystycznym. Podczas treningów na morzu przećwiczone zostały podstawowe zadania indywidualne każdego okrętu oraz funkcjonowanie zespołu w wypadkach awarii, pożarów, poszukiwań i akcji ratowniczych.

Fregaty rakietowe typu „Oliver Hazard Perry” są najbardziej popularnymi jednostkami tej klasy na świecie. Zbudowano ponad 50 takich jednostek. Służą we flotach kilku państw świata m.in. amerykańskiej, tureckiej, hiszpańskiej, egipskiej, tajwańskiej i pakistańskiej. Również w składzie polskiej Marynarki Wojennej znajdują się dwie fregaty tego typu – ORP „Gen. K. Pułaski” i ORP „Gen. T. Kościuszko”. Okręty te są uniwersalnymi jednostkami. Mogą być wykorzystywane do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych, zwalczania okrętów nawodnych, statków oraz samolotów i śmigłowców. Okręty te przeznaczone są również do osłony własnych okrętów i statków,  patrolowania, prowadzenia akcji embarga, humanitarnych i pokojowych. Wszystko po to aby zapewnić bezpieczeństwa  strategicznych  szlaków  komunikacyjnych. Z pokładu fregaty może operować śmigłowiec pokładowy (w polskiej Marynarce Wojennej jest to śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych SH-2G).

Tegoroczna wizyta amerykańskiej fregaty w Marynarce Wojennej RP wpisuje się w cykl spotkań, wizyt i wspólnych manewrów obu flot. Gdynię w zeszłym roku odwiedził amerykański niszczyciel USS „Kauffman” (typu Oliver Hazard Perry), a w latach poprzednich m.in. krążownik USS „Gettysburg” (typu Ticonderoga) oraz trzy niszczyciele USS „Ramage”, USS „Cole” i USS „Mitscher” (typu Arleigh Burke).

źródło: MW RP

__________________________________________________
 
piątek, 19 sierpnia 2011

Ich praca traci sens. "Bez fazy przejściowej kopnął mnie w krocze i uderzył w twarz"

– Nie mieliśmy swojego Smoleńska, ale naszą degrengoladę można porównać do tej w wojsku – mówią policjanci. – Bandyta z bejsbolem ma się nas bać, a częściej się śmieje! Prawda o tej robocie to nie wypisywanie mandatów, obsługa festynów czy przejażdżki służbowym samochodem po hamburgery. Policjanci nie czują się bezpieczni i coraz częściej mają wrażenie, że ich praca traci sens - przekonuje na łamach "Tygodnika Powszechnego" Przemysław Wilczyński.

Na potwierdzenie swojej tezy publicysta przytacza historię aspiranta Grzegorza Płateka ze Strzelec Opolskich. Funkcjonariusz wyciąga z szuflady w swoim służbowym biurku spięty zszywaczem plik dokumentów policyjnych. To kronika wypadków ekstremalnych – ponad 20 przypadków lżenia

"Na przykład pierwszy rok służby – wbicie w ciało interweniującego aspiranta sztachety z gwoździem w plecy czy wstrząs mózgu od ciosu przy okazji interwencji domowej" - czytamy w "Tygodniku".

Podczas obchodu aspiranta Płatka policyjne radio donosi o awanturze domowej kilka przecznic dalej. – Kiedy doszedłem na miejsce, sprawca właśnie wychodził z klatki – opowiada policjant. – Bez fazy przejściowej kopnął mnie w krocze i uderzył w twarz. Udało mi się spiąć z nim kajdankami, i zaczęła się szamotanina na ulicy - relacjonuje dalej funkcjonariusz.

- Agresja w stosunku do nas to nie tylko kilka pokazywanych przez media przypadków zabójstw czy okaleczeń policjantów – mówi aspirant. – To codzienność.

Jak pisze dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" policyjne statystyki wskazują, że do czynnej napaści na stróżów prawa dochodzi w Polsce średnio raz dziennie. Ale to nie one wywołują największy społeczny rezonans i oburzenie samych policjantów.

– Praktyka sądowa dotycząca przypadków naruszania nietykalności funkcjonariuszy sprawia, że nie czujemy się bezpiecznie, a nasza praca traci sens – mówią w nieoficjalnych rozmowach policjanci po serii napaści na swoich kolegów, po których sądy wydawały kontrowersyjne wyroki.

"Kwiecień tego roku, Toruń. Dwaj policjanci po służbie usiłują zatrzymać złodzieja włamującego się do samochodu. Funkcjonariuszy otacza kilkunastoosobowa grupa wyrostków, którzy przewracają policjantów na ziemię, bijąc i kopiąc po twarzy. Na ławie oskarżonych zasiada tylko czterech wyrostków. Wyroki: dwa lata więzienia w zawieszeniu" - opisuje dziennikarz "Tygodnika Powszechnego".

źródło: Tygodnik Powszechny

__________________________________________________
 
piątek, 19 sierpnia 2011

Nowe radiowozy stoją bezużyteczne

MSWiA nie zdążyło z rozporządzeniem umożliwiającym policji, BOR, CBA, ABW i celnikom rejestrowanie służbowych aut. W efekcie od czterech miesięcy na parkingach stoi kilkadziesiąt nowych pojazdów – stwierdza "Dziennik Gazeta Prawna".

- Nie można nimi wyjechać, gdyż nie mamy jak zarejestrować tych samochodów. Musimy poczekać, aż pojawi się nowe rozporządzenie – mówi funkcjonariusz BOR. Z kolei Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendy Głównej Policji, wylicza, że w przypadku jego służby, problem może dotyczyć pojedynczych aut kupowanych np. przez samorządy.
    
Resort spraw wewnętrznych i administracji już w 2009 roku wiedział, że 1 maja tego roku traci ważność dotychczasowe rozporządzenie. MSWiA tłumaczy, że przyczyną opóźnień był "skomplikowany proces legislacyjny".

- Na każdym jego etapie zgłaszano wiele uwag o charakterze merytorycznym – mówi rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak. Zapewnia jednak, że w przyszłym tygodniu ostateczny projekt zostanie przedłożony do podpisu szefowi MSWiA.

- Prawnicy resortu znów spali. Mieli niemal dwa lata na nowelizację, ale nawet o tym nie wiedzieli – mówi wysoki rangą urzędnik ministerstwa, wytykając, że to nie pierwsza taka wpadka.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

__________________________________________________
 
piątek, 19 sierpnia 2011

ORP „ARCTOWSKI” POWRÓCIŁ DO KRAJU

W piątek, 19 sierpnia o godz. 11.00, do Portu Wojennego w Gdyni powrócił okręt hydrograficzny ORP „Arctowski”. Na pokładzie okrętu do kraju wrócili studenci Akademii MW, którzy przez prawie dwa miesiące odbywali praktykę nawigacyjno-astronomiczną, wykorzystując wcześniej zdobytą wiedzę teoretyczną.

 

ORP „Arctowski” wyszedł z bazy morskiej w Gdyni 29 czerwca. Przebył ponad 8 tysięcy mil morskich. W trakcie dwumiesięcznego rejsu odwiedził kolejno Lizbonę (9-12 lipca), Barcelonę (21-24 lipca), La Corunę (1-4 sierpnia) oraz norweski port Stavanger (11-14 sierpnia). Okręt przeszedł po trasie Morze Bałtyckie – Morze Północne – Ocean Atlantycki – Morze Śródziemne. Na pokładzie ORP „Arctowski” zaokrętowano 30 podchorążych II roku Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego (WNiUO). W czasie rejsu wszyscy podchorążowie (studenci wojskowi) doskonalili umiejętności nabyte w czasie dotychczasowej nauki. Zapoznali się z warunkami nawigacyjno-hydrograficznymi i hydrologiczno-meteorologicznymi na akwenach objętych trasą rejsu i pogłębili wiedzę m.in. z astronomii, nawigacji, hydrometeorologii oraz z obsługi urządzeń nawigacyjnych. W praktyce mogli wykorzystać umiejętności obliczania pozycji okrętu na podstawie położenia ciał niebieskich.

Praktyki morskie, to integralna część wojskowych studiów w Akademii Marynarki Wojennej. Studenci wojskowi, zanim zostaną oficerami Marynarki Wojennej muszą poznać rzemiosło marynarskie, kształtować swój charakter w ramach praktyk pod żaglami, poznać sztukę nawigacji, mechanikę okrętową, a także odbyć szkolenie dowódcze polegające na przygotowaniu do dowodzenia działami okrętowymi czy podwładnymi w jednostkach brzegowych. Cykl praktyk i szkoleń uzupełnia wiedzę teoretyczną zdobytą w trakcie wykładów w AMW oraz umiejętności wyniesione z symulatorów i trenażerów uczelnianych.

źródło: MW RP

__________________________________________________
 
piątek, 19 sierpnia 2011

Polska wymieni się tajnymi danymi z Izraelem?

Rząd chce szybkiej ratyfikacji, w praktyce bez udziału Sejmu, umowy z Izraelem dotyczącej wymiany tajnych informacji związanych z obronnością i sprawami wojskowymi – alarmuje "Nasz Dziennik".

Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych wyraziła właśnie zgodę na ratyfikację. - Wystarczy tzw. mała ratyfikacja - stwierdził na posiedzeniu komisji Maciej Szpunar, wiceminister spraw zagranicznych. Dodał, że nie zachodzą w tym przypadku przesłanki wymagające tzw. dużej ratyfikacji, czyli wyrażenia zgody na umowę przez Sejm.

Z taką oceną nie zgadza się prof. Krystyna Pawłowicz (UW), specjalistka prawa międzynarodowego. - W mojej ocenie, istnieje tutaj podstawa do zastosowania art. 89 Konstytucji, który wymaga zgody Sejmu na ratyfikację umowy wyrażonej w formie ustawy - podkreśla.

Umowa między Polską a Izraelem w sprawie wzajemnej ochrony informacji niejawnych związanych ze współpracą obronną i wojskową została podpisana w lutym tego roku podczas wizyty premiera Donalda Tuska w Izraelu. Nie zdecydowano się na debatę sejmową na temat tego porozumienia.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
piątek, 19 sierpnia 2011

Każdy będzie mógł kupić samolot Tu-154

Na sprzedaż trafią wysłużone samoloty, którymi latały najważniejsze osoby w Polsce – ustaliła "Rzeczpospolita".

MON chce za pośrednictwem Agencji Mienia Wojskowego sprzedać maszyny ze zlikwidowanego 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Na wolny rynek trafią cztery samoloty typu Jak-40 i jeden Tu-154M. AMW na razie oficjalnie nic o sprawie nie wie.

- Większych pieniędzy z tego nie będzie, jeśli w ogóle uda się je sprzedać – ocenia Mariusz Szpilkowski, prezes prywatnej linii lotniczej. - Na pewno nie kupimy za to nowego samolotu ani nawet dobrego śmigłowca – uważa Grzegorz Sobczak, redaktor naczelny "Skrzydlatej Polski".

Wystawiane na sprzedaż samoloty trudno określić jako specjalnie atrakcyjne. Tupolewa wycofał z użycia nawet rosyjski Aeroflot. Według Szpilkowskiego potencjalnymi nabywcami mogą być linie lotnicze z Dalekiego Wschodu bądź Afryki.

Śmigłowce z 36 SPLT trafią natomiast do nowo tworzonej bazy lotnictwa transportowego. "W ubiegłym tygodniu przygotowaliśmy strukturę nowej jednostki" – potwierdził ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych.

źródło: rp.pl

__________________________________________________
 
czwartek, 18 sierpnia 2011

Atak na polski patrol w Afganistanie

18 sierpnia 2011 roku, w godzinach popołudniowych doszło do ataku na polski patrol. W wyniku zdarzenia zginął polski saper st. szer. Szymon Sitarczuk.

Do ataku doszło w północnej części prowincji Ghazni, gdzie żołnierze 1. kompanii piechoty zmotoryzowanej Zgrupowania Bojowego „Alfa” wykonywali zadania patrolowe. Podczas sprawdzania przez saperów podejrzanego terenu zdetonowane zostało improwizowane urządzenie wybuchowe (IED). W wyniku zdarzenia śmierć na miejscu poniósł saper st. szer. Szymon Sitarczuk. Poszkodowany został także inny polski żołnierz oraz dwóch afgańskich policjantów.

Po detonacji IED polski patrol został zaatakowany z broni strzeleckiej. Żołnierze natychmiast odpowiedzieli ogniem zmuszając rebeliantów do wycofania.

Na miejsce zdarzenia natychmiast wezwano śmigłowiec ewakuacji medycznej MEDEVAC. Po udzieleniu pierwszej pomocy, poszkodowanego żołnierza i afgańskich policjantów przetransportowano do szpitala w bazie Ghazni. Życiu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo.

Rodzina poległego żołnierza została powiadomiona o zdarzeniu.

***

St. szer. Szymon Sitarczuk od 2004 służył w 1. Brzeskiej Brygadzie Saperów. Najpierw jako żołnierz służby zasadniczej, a od września 2005 roku w służbie zawodowej na stanowiskach: saper, kierowca i zwiadowca.

Na początku sierpnia br dowódca Polskiego Kontyngentu Wojskowego przedstawił st. szer. Sitarczuka do wyróżnienia tytułem honorowym przyznawanym przez Dowódcę Sektora Wschodniego Sił ISAF (RC-East) - „Hero of the Battle”. Wyróżnienie polski saper otrzymał m.in. za odnalezienie podczas przeprowadzonej w czerwcu operacji w dystrykcie Zanakhan skrytki należącej do rebeliantów, w której ukryte były 22 pociski moździerzowe. Wyróżnienie było także podziękowaniem za poświęcenie jakim st. szer. Sitarczuk wykazał się, kiedy rebelianci zaatakowali polski patrol. Mimo odniesionych obrażeń postanowił sprawdzić teren, gdzie doszło do ataku. Dzięki podjętym przez niego działaniom znaleziona została kolejna mina, przygotowana do użycia przeciwko siłom koalicji.

Starszy szeregowy Szymon Sitarczuk to pierwszy polski żołnierz, przedstawiony do wyróżnienia „Hero of the Battle”.

Misja w Afganistanie była jego drugą misją. Wcześniej służył podczas IV zmiany PKW Afganistan. Był kawalerem, miał 28 lat.

* * *

Od kwietnia 2011 roku IX zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego wspólnym wysiłkiem wszystkich komponentów wykryła i zniszczyła ponad 30 skrytek na broń i środki walki. Polacy pozbawili rebeliantów ponad 400 różnego rodzaju rakiet, pocisków artyleryjskich oraz granatów, a także ponad 2,5 tony materiałów wybuchowych, które nie zostaną już wykorzystane do ataków przeciwko ludności cywilnej, Afgańskim Siłom Bezpieczeństwa i wojskom międzynarodowej koalicji. W wyniku ofensywnych działań prowadzonych na północy i południu prowincji w walce poległo ponad 100 rebeliantów, rannych zostało ponad 30, a kolejnych 200 zatrzymano i przekazano Afgańskim Siłom Bezpieczeństwa. Schwytano, także 6 liderów ugrupowań rebelianckich, figurujących na liście najbardziej poszukiwanych w Afganistanie (JPEL – ang. Joint Prioritized Effective List). Polacy uwolnili również przetrzymywanych zakładników.

źródło: WP

__________________________________________________
 
czwartek, 18 sierpnia 2011

POLAK SZEFEM SZTABU NATOWSKIEGO ZESPOŁU OKRĘTÓW

Kmdr ppor. Michał Bońkowski został Szefem Sztabu Stałego Zespołu Sił Przeciwminowych NATO - SNMCMG1. To drugie w historii najważniejsze stanowisko w elitarnym NATO-wskim Zespole jakie objął polski oficer. Przez cały 2010 rok „Tarczą Przeciwminową NATO” i międzynarodowym sztabem zaokrętowanym na ORP „Kontradmirał X. Czernicki”  dowodził Polak.

Szef Sztabu Zespołu (PSO - Principal Staff Officer) odpowiada w całości za planowanie działań bojowych, ćwiczeń międzynarodowych i wizyt Zespołu SNMCMG1 w portach całej Europy. Jego głównym zadaniem jest koordynacja pracy całego zespołu ludzi stanowiących sztab i załogę okrętu dowodzenia, jak i wysiłku wszystkich okrętów wchodzących w skład Zespołu. W tym półroczu okrętem dowodzenia jest estońska jednostka ENS „Tasuja”.

Kmdr ppor. Michał Bońkowski rozpoczął służbę wojskową w 1991 roku. Po ukończeniu Akademii Marynarki Wojennej w 1997 roku i rozpoczął służbę w 12 Dywizjonie Trałowców w Świnoujściu na stanowisku zastępcy dowódcy trałowca ORP Bukowo. Dalsze stanowiska służbowe pełnił także na trałowcach - był zastępcą dowódcy ORP Nakło i dowódcą ORP Hańcza. W 2006 roku ukończył studia podyplomowe w AMW i jako dowódca ORP Resko został jednocześnie dowódcą grupy trałowców. W 2007 roku odbył kurs wojny minowej w Eguermine (Belgia). W kwietniu 2010 roku w tej samej uczelni ukończył czteromiesięczny kurs sztabowy dla oficerów broni podwodnej.

Doświadczenie zawodowe zdobywał na pokładzie trałowców MW RP i na okrętach innych bander. W 2008 roku na pokładzie brytyjskiego niszczyciela min HMS Robuck brał udział w operacji bojowej OPEN SPIRIT, a w 2010 roku jako członek sztabu Zespołu SNMCMG1 w operacji HOD OPS Estonia. Ponadto czterokrotnie brał udział w międzynarodowych ćwiczeniach typu BALTOPS i Joint Warrior, zarówno jako dowódca okrętu, oficer operacyjny jaki i członek sztabu.

Kmdr ppor. Michał BOŃKOWSKI jest żonaty, ma dwóch synów: Adama i Mateusza. Jego pasją jest sport. Jest zapalonym kibicem, zwłaszcza dyscyplin olimpijskich jak również aktywnym sportowcem. Szczególnie chętnie uprawia sporty walki.

SNMCMG1 jest najstarszym z czterech natowskich Zespołów sił NATO pozostających w stałej gotowości do wykonywania zadań na całym świecie. Głównym zadaniem okrętów SNMCMG1 jest utrzymanie bezpieczeństwa żeglugi poprzez poszukiwanie, wykrywanie i niszczenie niebezpiecznych obiektów podwodnych. W ten sposób okręty Zespołu tworzą system obrony przeciwminowej na akwenach morskich. Zespół SNMCMG1 poprzez ciągłe prowadzenie operacji przeciwminowych tworzy atmosferę do bezpiecznego rozwoju żeglugi morskiej i jest w natychmiastowej gotowości do reagowania wobec zagrożeń na morzu.

źródło: MW RP

__________________________________________________
 
środa, 17 sierpnia 2011

Stracił nogę w Afganistanie, bez odszkodowania. ''Mam wystawić moją protezę na Allegro?''

Polscy żołnierze podpisują polisy ubezpieczeniowe, które "nie działają" na wojnie. PZU, choć wypłaciło odszkodowanie, zażądało potem od rannych zwrotu pieniędzy. - Mam wystawić moją protezę na Allegro?- pyta chorąży Franciszek Jurgielewicz - w tekście w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

W maju ubiegłego roku w miejscowości Mokur w Afganistanie Jurgielewicz dostał w nogę wystrzelonym przez talibów pociskiem granatnika. Lekarze amputowali mu ją w szpitalu w polskiej bazie Ghazni (później, w Polsce, nogę amputowano mu jeszcze raz, wyżej).

Za uszczerbek na zdrowiu Jurgielewicz otrzyma odszkodowanie z polisy, którą zawarło dla niego wojsko przed wyjazdem na misję (życie każdego polskiego żołnierza ubezpieczone jest na 250 tys. zł), armia zafundowała mu też naszpikowaną elektroniką protezę za ponad 100 tys. zł.

Ale Jurgielewicz miał jeszcze jedno ubezpieczenie, które przed wyjazdem zawarł razem z kolegami z firmą PZU Życie. Polisa miała chronić go finansowo przed "trwałym uszczerbkiem na zdrowiu spowodowanym nieszczęśliwym wypadkiem".

- PZU odmówiło mi wypłaty pieniędzy w związku z wypadkiem w Afganistanie - mówi Jurgielewicz.

-Wyjaśnili to tym, że doszło do niego w wyniku działań wojennych, a takich przypadków polisa nie obejmuje. Ale dostał od PZU 6,8 tys. zł za to, że ponad sto dni spędził w ubiegłym roku w różnych szpitalach w Polsce.

Tyle że niedawno PZU przysłało Jurgielewiczowi pismo, w którym chce "zwrotu niesłusznie wypłaconych świadczeń", bo - jak wyjaśnia firma -"konieczność pobytu w szpitalu oraz leczenia operacyjnego związana była ze zdarzeniem, do którego doszło w Afganistanie podczas prowadzenia działań wojennych".

- Skąd ja im wezmę te pieniądze, mam wystawić protezę na Allegro? -pyta Jurgielewicz. -Przecież wszystko, co dostałem, już dawno poszło na leczenie u prywatnych specjalistów. Mówi, że podpisując umowę, podejrzewał, że nie dostanie pieniędzy za uszczerbek na zdrowiu, ale nie przypuszczał, że ubezpieczyciel odmówi też wypłaty za leczenie w szpitalu.

-W końcu dali mi te pieniądze. To kto się pomylił? Ja czy oni? -pyta ranny żołnierz.

źródło: GW

__________________________________________________
 
środa, 17 sierpnia 2011

Pomoc humanitarna dla albańskiego szpitala

Jak co miesiąc polscy żołnierze XXIV Zmiany PKW KFOR zorganizowali w sierpniu akcję humanitarną. Narodowy Element Zaopatrywania po raz pierwszy zawitał do miejscowości Ferizaj w enklawie albańskiej, gdzie mieści się szpital.

Chor. Marzenna Walkiewicz, podoficer specjalista sekcji medycznej oraz inni żołnierze Narodowego Elementu Zaopatrywania przekazali medykamenty, które są niezbędne w szpitalu.

Miejscowi lekarze przyjęli pomoc z ogromną wdzięcznością, nie kryjąc swojego zaskoczenia, ponieważ pomoc taka do tej pory nie była im udzielana.

źródło: WP

__________________________________________________
 
środa, 17 sierpnia 2011

Chiński lotniskowiec numer 2 będzie... hotelem

Pierwszy w historii Chin całkiem niedawno kupiony od Rosjan lotniskowiec po raz pierwszy wypłynął z portu przy okazji dając szansę Tajwańczykom na popisanie się swoją nową zabawką, a tu kolejny pojawia się na horyzoncie.

Wariag, bo tak nazywa się pierwszy lotniskowiec Państwa Środka, miał być przerobiony na kasyno, zaś jego następca na hotel. Teraz już wiemy, że tylko jeden z nich zostanie wykorzystany w celach pokojowych.

Leciwy lotniskowiec stacjonuje w Tianjin Binhai Aircraft Carrier Theme Park, gdzie prezentuje się nad wyraz godnie. Jego właściciel wydał ponad 100 milionów juanów (niecałe 46 milinów złotych) na przerobienie go, w liczący 6000 metrów kwadratowych luksusowy hotel, w którym szara stal korytarzy mocno kontrastuje z niektórymi pokojami, na przykład prezydenckim wyposażonym w gigantyczne łóżko, plazmę i schłodzonego szampana.

źródło: gizmodo

__________________________________________________
 
wtorek, 16 sierpnia 2011

Dramatyczna sytuacja sąsiada Polski. "Nie możemy się bronić"

- Słowacka armia nie jest w stanie zapewnić sobie przetrwania na polu walki - przyznało ministerstwo obrony w Bratysławie we wnioskach do raportu oceniającego potencjał sił zbrojnych kraju.

Przestarzałe są wszystkie słowackie czołgi T-72, wozy bojowe BWP-1, wyrzutnie pocisków MODULAR 122 mm, a także ciężarówki Praga V3S. 90 proc. amunicji, zalegającej w wojskowych magazynach, minęła data ważności. Ponadto - ze względu na ciągły niedostatek funduszy - nie stworzono odpowiednich zasobów amunicji na utrzymanie działań bojowych. Narastają niedobory i zapasy nie wystarczą nawet na miesiąc obrony terytorium.

- Większość jednostek logistycznych jest wyposażona w sprzęt o zerowym stopniu ochrony przeciwrakietowej - piszą autorzy ogłoszonego w poniedziałek dokumentu, cytowanego przez słowacką agencję informacyjną SITA. Według komisji ministerstwa obrony wojsko nie ma sprzętu, który zapewniałby aktywną bądź pasywną osłonę pojazdów lub załóg.

Jak się podkreśla, wyposażenie techniczne śmigłowców Mi-17M nie spełnia warunków pozwalających na wysłanie ich na obszar o wysokim stopniu ryzyka, jak misja ISAF w Afganistanie. Samoloty transportowe L-410 oraz An-26 nie mają żadnych środków obrony pokładowej.

Ponadto - dodaje komisja - większość sprzętu należącego do armii przekroczyła już okres przydatności, tymczasem na naprawy w ubiegłym roku przeznaczono o połowę mniej pieniędzy niż rok wcześniej.

Kierownictwo ministerstwa otwarcie mówi, że stan przemian słowackiej armii z okresu zimnej wojny na nowoczesne siły zbrojne średnio sięga - według standardów NATO - około 54 proc. Najlepiej wypadły jednostki lotnicze (66 proc.) i zmechanizowane (62 proc.), najgorzej - wojska inżynieryjne (29 proc.) i jednostki łączności (bliskie zeru).

Latający na samolotach MiG-29 słowaccy piloci mają rocznie wylatanych zaledwie 60 godzin, podczas gdy natowskie zalecenia mówią o 180-godzinowych ćwiczeniach. Natomiast wojsk obrony przeciwlotniczej nie można włączyć do taktycznego dowództwa NATO, gdyż nie zrealizowano projektu integracyjnego na etapie brygady.

Ze słowackich sił zbrojnych zintegrowane z systemami NATO zostało jedynie dowództwo sił powietrznych. Pozostałe jednostki nie są w stanie uczestniczyć we wspólnych operacjach nawet na terenie własnego państwa - wynika z dokumentu. Dotyczy to także działań informacyjnych, wywiadowczych i badawczych - podkreślają jego autorzy.

Spada też poziom wyszkolenia jednostek według standardów Sojuszu Północnoatlantyckiego. W roku 2008 jeszcze 58 proc. wojsk osiągnęło najwyższy stopień wyszkolenia. W 2009 było to już 46 proc., a w 2010 - już 44 proc.

Słowacja została członkiem NATO w 2004 roku. Od tego czasu Sojusz wielokrotnie upominał Bratysławę za niedotrzymywanie zobowiązań.

W czasie majowej wizyty w Bratysławie sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen w rozmowie z premier Ivetą Radiczovą wyraził niezadowolenie z ciągłej redukcji wydatków obronnych i podkreślił, że członkowie Sojuszu powinni rozwijać inwestycje w obronę.

W ramach oszczędności obecny słowacki rząd zmniejszył w tym roku budżet ministerstwa obrony o około 7 procent.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
wtorek, 16 sierpnia 2011

Słynny policjant zamieszany w śmierć Papały?

Według informacji portalu tvn24.pl świadek koronny Piotr K. ps. Broda oskarżył byłego policjanta Sławomira O., pierwowzór komisarza "Despero" z serialu "Pitbull", o to, że był zamieszany w zabójstwo generała Marka Papały. Według niego, mordercami byli dwaj Rosjanie. To obecnie główny wątek śledztwa w sprawie mordu na byłym szefie polskiej policji.

Z zeznań skruszonego gangstera wynika, że Sławomir O. trzynaście lat temu pomagał "Brodzie" opiekować się dwoma Rosjanami z Sankt Petersburga – Sieriożą i Aleksandrem. Policjant jeździł z nimi obserwować Papałę. O. udostępnił Aleksandrowi mieszkanie operacyjne Komendy Stołecznej Policji na warszawskim Mokotowie. Stamtąd 25 czerwca 1998 roku wieczorem Rosjanin wyszedł, by zabić Papałę.

- Współpracował ze mną, dokonywał ze mną przestępstw, pracował u mnie – tak Piotr K. mówił o byłym policjancie w trakcie przesłuchań. Kilka godzin po śmierci Papały Sławomir O. skontaktował się z "Brodą". Umówili się w warszawskim Parku Saskim. Policjant naskoczył na "Brodę", że każąc mu zająć się Rosjanami, wrobił go w zabójstwo Papały - czytamy na stronie tvn24.pl.

Wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi Marek Kujawski potwierdził w rozmowie z dziennikarzami portalu, że śledczy badają rolę Rosjan i Sławomira O. - To jeden z bieżących wątków w śledztwie w sprawie zabójstwa generała Papały - dodał.

Sławomir O. został zatrzymany i aresztowany na wniosek katowickiej prokuratury w kwietniu. Chodzi o śledztwo w sprawie działalności gangów związanych z tzw. starym Pruszkowem - mówił prok. Leszek Goławski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

Katowiccy prokuratorzy z wydziału przestępczości zorganizowanej zarzucili byłemu policjantowi m.in. udział w tzw. grupie pruszkowskiej, przestępstwa urzędnicze polegające na przekroczeniu uprawnień, związane z tym przyjmowanie korzyści majątkowych, a także nielegalne posiadanie broni palnej.

Sławomir O. pracował w strukturach wydziału zabójstw stołecznej policji, ze służby odszedł przed kilkoma laty. Jego postać została później przedstawiona m.in. w telewizyjnym dokumencie "Prawdziwe psy", był też pierwowzorem komisarza "Despero" z serialu "Pitbull".

Generał Marek Papała, były komendant główny policji, został zastrzelony w Warszawie 25 czerwca 1998 r. w samochodzie przed blokiem, w którym mieszkał. W toku śledztwa rozpatrywano 11 wersji; przesłuchano ok. 400 świadków - kilkudziesięciu wielokrotnie. Czynności śledcze podejmowały UOP, ABW i prokuratura m.in. w USA, Szwecji, Austrii i w Niemczech.

Śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Papały, w którym podejrzanym o zlecenie zabójstwa jest polonijny biznesmen z USA Edward Mazur, trafiło do Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi w listopadzie 2009 roku. O jego przeniesieniu z Warszawy do Łodzi zdecydował ówczesny prokurator krajowy. Uznał on wtedy, że po 11 latach wymaga ono "nowego spojrzenia".

W kręgu 20 osób typowanych przez łódzkich prokuratorów są m.in. Ryszard Bogucki i Andrzej Z., pseud. Słowik, którzy odpowiadają przed stołecznym sądem w procesie o nakłanianie do zabójstwa Papały; w łódzkim śledztwie obaj są - jak dotąd - świadkami.

"Broda" to skruszony gangster, który w katowickiej prokuraturze miał złożyć zeznania obciążające bossów gangu pruszkowskiego "Wańkę" i "Maliznę" i otrzymał tam status świadka koronnego.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
wtorek, 16 sierpnia 2011

Odpowie za nielegalne posiadanie broni i materiałów wybuchowych

Dwa razy w tygodniu musi stawiać się w komendzie w Pruszkowie Henryk R., który został zatrzymany w związku z posiadaniem bez zezwolenia broni palnej i ostrej amunicji oraz materiałów wybuchowych. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Policjanci z wydziału prewencji pruszkowskiej komendy otrzymali zgłoszenie o awanturze domowej. Pijany mężczyzna był agresywny zarówno wobec żony jak i syna. Ten drugi, aby utrudnić ojcu demolowanie mieszkania siedział na 49-latku do przyjazdu policjantów.

Podejrzanym był Henryk R., karany wcześniej w związku z posiadaniem broni. W związku z tym funkcjonariusze zdecydowali się przeszukać posesję. Intuicja ich nie zawiodła. W kuchni operacyjni znaleźli pistolet z amunicją, a w piwnicy 200-gramową laskę materiału wybuchowego oraz inne substancje, które pirotechnicy uznali za niebezpieczne. Wszystkie materiały po oględzinach zostały zneutralizowane.

Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury i policjantów o tymczasowe aresztowanie i zastosował wobec Henryka R. policyjny dozór.

źródło: KGP

__________________________________________________
 
wtorek, 16 sierpnia 2011

PRAKTYKA UZBROJENIOWA PODCHORĄŻYCH

Od 27 czerwca do 12 sierpnia podchorążowie - studenci III roku Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego odbywali praktykę uzbrojeniową, na okrętach 3 Flotylli Okrętów w Gdyni i 8 Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. Uczyli się budowy, obsługi i sposobów wykorzystania okrętowego uzbrojenia artyleryjskiego i rakietowego oraz broni podwodnej w tym: torped, min i trałów.

W ramach szkolenia specjalistyczno-technicznego podchorążowie III roku WNiUO przygotowywali m.in. armaty do wykonywania artyleryjskich zadań ogniowych, prowadzili poszukiwanie i niszczenie min oraz stawiali trały. Zapoznali się z zasadami przechowywania min morskich oraz nauczyli, na czym polega praktyczne przygotowanie rakiet do strzelania, jak załadować torpedę do wyrzutni i jak ją wystrzelić? Tę wiedzę specjalistyczno-uzbrojeniową zdobywali podczas zajęć i ćwiczeń praktycznych na niemal wszystkich rodzajach okrętów Marynarki Wojennej.

Zasadniczym celem praktyki uzbrojeniowej studentów Akademii Marynarki Wojennej było poznanie praktycznego wykorzystania uzbrojenia okrętowego, czyli istoty bojowych działań na morzu. Podchorążowie mieli okazję skonfrontować wiedzę teoretyczną, zdobytą w murach AMW, z praktycznymi umiejętnościami. Pod czujnym okiem dowódców okrętów i ich załóg oraz kierowników praktyk - wykładowców z uczelni, poznawali sprzęt, na którym już niedługo przyjdzie im w rzeczywistości pracować.

Specjalistyczne praktyki uzbrojeniowe to dla podchorążych 3. roku WNiUO kolejne szkolenie wpisujące się w cykl praktyk odbywanych przez nich od początku studiów wojskowych w Akademii Marynarki Wojennej. Do tej pory uczestniczyli w podstawowym szkoleniu unitarnym i rejsie kandydackim (oba odbywają się przed rozpoczęciem studiów), w praktykach marynarskich (po 1. roku), nawigacyjno-astronomicznych (po 2 roku ). Cykl praktyk i szkoleń uzupełnia wiedzę teoretyczną zdobytą w trakcie wykładów w AMW oraz umiejętności wyniesione z symulatorów i trenażerów uczelnianych. Przed podchorążymi 3. roku WNiUO dwa ostatnie lata studiów, po których jako podporucznicy marynarki trafią na pierwsze stanowiska służbowe na okrętach i w jednostkach brzegowych Marynarki Wojennej.

źródło: MW RP

__________________________________________________
 

 

wtorek, 16 sierpnia 2011

Discovery i Endeavour razem po raz ostatni?

Wszystkie amerykańskie promy kosmiczne, które ostały się do naszych czasów przeszły już na zasłużoną emeryturę. Jednak ich żywot nie dobiegł końca i wciąż pełnią one ważną rolę w procesie poznawania kosmosu. Ich miejsce spoczynku to Centrum Kosmiczne na Florydzie, gdzie przechodzą przygotowania do publicznej prezentacji.

W ostatnich dniach miało miejsce wyjątkowe widowisko, w którym promy Discovery i Endeavour spotkały się w trakcie jednego z etapów przygotowujących je do roli obiektów muzealnych. Obie maszyny zamieniły się miejscami w poszczególnych halach, gdzie odbywa się czyszczenie wahadłowców z aparatury i instrumentów pokładowych. Po ich zakończeniu wszystkie trzy promy trafią w swoje miejsca docelowe, Discovery stanie w największym kompleksie muzeów Smithsonian, Endeavour trafi do Kalifornijskiego Centrum Naukowego, a Atlantis pozostanie na Florydzie.

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć unikatowe zdjęcia z akcji przetransportowania Discovery i Endeavour. Możliwe, że wkrótce będzie okazja zobaczenia wszystkich trzech zachowanych promów obok siebie w ostatniej chwili przed rozdzieleniem.

 

 


 

źródło: GeekWeek

__________________________________________________
 

 

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

15 sierpnia - święto Wojska Polskiego. Relacja Żołny z Helu

Dziś w Helu, w uroczystym przemarszu przez całe miast,o wzięli liczny udział przedstawiciele helskich władz, instytucji i organizacji - w tym oczywiście przedstawiciele Muzeum Obrony Wybrzeża i grup rekonstrukcyjnych, biorących udział w D-Day Hel 2011. Mimo mżącego, a potem już padającego deszczu do pochodu dołączyły nieprzeliczone masy turystów. Przemarsz otwierała wspaniale grająca orkiestra dudziarska "Częstochowa Pipes & Drums" i oddelegowany oddział Wojska Polskiego. Pod pomnikiem Obrońców Helu wartę honorową trzymali zarówno polscy żołnierze, jak i rekonstruktorzy w historycznych mundurach brytyjskich i amerykańskich. Po odegraniu hymnu polskiego i salwie honorowej odczytano apel poległych, a zgromadzone delegacje złożyły kwiaty, oddając cześć zarówno obrońcom Helu, jak i innym poległym na frontach wojen związanych z dziejami naszego narodu.

 

 


Dzisiejsza uroczystość to także oficjalny początek kolejnej, helskiej imprezy D-Day Hel, odbywającej się w Helu już od wielu lat.

__________________________________________________
 
sobota, 13 sierpnia 2011

Oto najbardziej znane nowe nabytki wojska

F-16, Rosomak, samolot C295 to najbardziej znane nowe nabytki wojska ostatnich lat. Do 2018 r. MON zaplanowało wydać na modernizację ok. 30 mld zł i kupić m.in. śmigłowce i samolot bojowo-szkolny. Eksperci za najpilniejsze uważają teraz inwestycje w obronę powietrzną.

Formułując 14 programów modernizacyjnych – pięć głównych i dziewięć szczegółowych – MON przed niespełna dwoma laty zapowiedziało skupienie się właśnie na obronie powietrznej, w tym zakupach broni rakietowej, a także elektronicznych systemów wsparcia dowodzenia, rozpoznawczych bezzałogowców, samobieżnej haubicy, wyposażenia indywidualnego i kolejnych Rosomaków. Według ostatnich zapowiedzi w przyszłym roku miałby zostać przeprowadzony przetarg na 26 śmigłowców dla wojsk lądowych, powietrznych i marynarki.

- Generalnie modernizacja postępuje, oczywiście w ramach dostępnych środków finansowych. Gdybyśmy chcieli radykalnie poprawić sytuację, trzeba by było trzy razy więcej pieniędzy – ocenia redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej" Andrzej Kiński. Zwraca jednak uwagę, że wskaźniki polskich wydatków obronnych odpowiadają średniej w NATO i "jeżeli będą konsekwentnie przeznaczane podobne środki, modernizacja będzie postępować".

Według Kińskiego "na modernizacji technicznej negatywnie zaważył udział w operacjach w Iraku i Afganistanie", trzeba było bowiem duży wysiłek skierować na wyposażenie oddziałów ekspedycyjnych. - Z punktu widzenia jednostek w kraju misje negatywnie odbiły się na wyposażeniu, choćby gros wozów Rosomak skierowano do Afganistanu, gdzie są eksploatowane w trudnych warunkach i po powrocie będą wymagały poważniejszych remontów, niżby to wynikało z ich wieku – wyjaśnił Kiński. Z drugiej strony – jak zauważył - Irak i Afganistan pozytywnie wpłynęły na unowocześnienie umundurowania i wyposażenia indywidualnego.

Zdaniem Kińskiego "modernizacja jest prowadzona na zbyt szerokim froncie; rozpraszamy wysiłek". - Lepszą metodą wydaje się koncentracja na poszczególnych dziedzinach i osiąganie tam nowych zdolności operacyjnych – ocenił. Jako przykład podał program F-16. - Jednak nie poszły za nim inne programy, które należało powiązać z wprowadzeniem nowego wielozadaniowego samolotu bojowego, np. szkolenia i implementacji łącza transmisji danych w standardzie Link 16 – zauważył.

Według redaktora naczelnego miesięcznika "Raport", Grzegorza Hołdanowicza, najgorzej sytuacja wygląda w Marynarce Wojennej. - Zastój jest kompletny, brak kroków sanacyjnych. Teraz kryzys prawdopodobnie się pogłębi przez brak kontynuacji programu korwety przy równoczesnych planach modernizacji dwóch fregat za oceanem, za ogromne pieniądze – ocenił Hołdanowicz.

- Brakuje decyzji w sprawie korwety Gawron, do której wciąż nie wybrano systemu walki. Koszty rosną koszmarnie, ale tak jest zawsze, gdy produkcja nie przekracza progu opłacalności – zauważył. Zakwestionował też sens remontu dwóch otrzymanych od USA fregat – "okrętów, które mają ogromne załogi i raczej nie przystają do współczesnych potrzeb; nie są złe, ale na pewno nie przyszłościowe".

Zdaniem Kińskiego marynarka jest przykładem niefortunnych kierunków modernizacji. On także uważa, że 200 mln dolarów, które kosztowałby remont fregat, z większym pożytkiem można by przeznaczyć na budowaną od lat korwetę. - Lepsza byłaby inwestycja w lotnictwo morskie, okręty podwodne i walkę z minami – niekoniecznie przez wyspecjalizowane okręty – uważa Kiński.

Za trafną inwestycję uznaje on natomiast budowę Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego Marynarki Wojennej, który ma być wyposażony w rakiety NSM norweskiej firmy Kongsberg, testowane w czerwcu wraz z polskim podwoziem na amerykańskim poligonie. - W warunkach polskiego wybrzeża taki dywizjon ma większe możliwości bojowe niż rakiety zamontowane na okrętach, które w przypadku konfliktu zostałyby zniszczone przez wrogie lotnictwo - ocenił Kiński.

Według Hołdanowicza pod względem modernizacji "na drugim biegunie są Wojska Specjalne. To najmniejszy rodzaj sił zbrojnych, gdzie stosunkowo łatwo osiągnąć znaczący postęp, zwłaszcza jeśli się wie, co się chce kupować".

Opisując sytuację w Siłach Powietrznych Hołdanowicz zwraca uwagę, że trzy eskadry F-16, łącznie 48 samolotów, nie są wystarczającą siłą. - Powinno być 100-120 samolotów bojowych, z całą infrastrukturą. To wszystko kosztuje, ale utrzymywanie Su-22 i MiG-ów-29 będzie tylko oszukiwaniem siebie. Będą coraz więcej kosztować, a ich zdolności bojowe po roku 2020 będą praktycznie żadne. Przypomina to absurdalnie długie utrzymywanie w jednostkach MiG-ów-21 – uważa Hołdanowicz.

Stan wyposażenia lotnictwa transportowego, gdzie w ostatnich latach wycofano samoloty An-24, zastępując je C295, Hołdanowicz uważa za dobry. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem niż przyjęcie używanych poamerykańskich Herculesów byłby zakup nowych, droższych, ale wymagających rzadszych przeglądów samolotów C-130 w wersji J. Wątpliwości Hołdanowicza budzi program LIFT, gdzie "po cichu mówi się, że po dostarczeniu pierwszych 16, następne samoloty miałyby trafić do dwóch eskadr czysto bojowych".

Także Kiński ma zastrzeżenia do warunków przetargu, w których MON żąda, by samoloty miały przede wszystkim cechy bojowe. - LIFT w pierwszej kolejności powinien zapewnić warunki do szkolenia, w drugim rzędzie może być samolotem bojowym. Może się zdarzyć, że dwa najbliższe spełnienia polskich wymagań samoloty będą kosztować więcej niż zakładany budżet. Ich zdolności bojowe będą większe niż Su-22, ale nieporównanie mniejsze niż F-16. Dlatego pozyskanie nawet używanych, starszej generacji F-16, byłoby większym wzmocnieniem niż samolot klasy LIFT – ocenia Kiński.

Obaj komentatorzy są zgodni, że do najpilniejszych zakupów należą nowe systemy obrony powietrznej. - Priorytetem powinien być program modernizacji obrony powietrznej, przeprowadzany przy maksymalnym wykorzystaniu krajowego przemysłu. Za granicą trzeba by kupić elementy, które nie są wytwarzane w kraju – rakiety – ale już radary czy środki przenoszenia są do wykonania w kraju – uważa Hołdanowicz.

Kiński zauważył, że w ciągu kilku lat będziemy musieli zakończyć eksploatację środków obrony powietrznej pochodzących jeszcze z czasów Układu Warszawskiego. - Biorąc pod uwagę, że do dziś procesy się nie rozpoczęły i nie ma pomysłu na ich finansowanie, można się obawiać, że wkrótce nastąpi skokowy spadek zdolności obrony powietrznej, a to podstawowy element obrony terytorium – zaznaczył.

Według założeń MON wzmocnienie systemu obrony powietrznej skupiałoby się na zakupach broni krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu, w tym zestawów Grom i Pilica, radaru Narew. Resort zrezygnował natomiast z programu samobieżnego zestawu przeciwlotniczego Loara.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
czwartek, 11 sierpnia 2011

Już w najbliższą niedzielę rozpoczyna się kolejna edycja D-Day w Helu!

Wielka inscenizacja, kilka czołgów, kilkadziesiąt pojazdów pancernych, ponad 400 rekonstruktorów, 7 dni imprezy - tak właśnie będzie wyglądał kolejny D-Day w Helu!

Nasi wysłannicy już tam są i będą relacjonowali dla Was wydarzenia z tej imprezy!

źródło: Wasza Żołna

__________________________________________________
 
czwartek, 11 sierpnia 2011

Tajne, ale jawne w sieci

Plany siedzib GROM i Formozy były dostępne w internecie. Zniknęły dopiero po naszych pytaniach. Magazyny broni, korytarze, wejścia, okna, sale treningowe – to wszystko było dokładnie pokazane na schematach budynków Formozy. Każdy mógł obejrzeć, jak wygląda siedziba morskich komandosów. Plany zostały dołączone do przetargu na wykonanie robót budowlanych w pomieszczeniach ściśle tajnej Morskiej Jednostki Działań Specjalnych – Formoza rozpisanego przez wojskowy Rejonowy Zarząd Infrastruktury w Gdyni.

Podobne rysunki dołączono do informacji o przetargu na remont "zewnętrznej sieci sanitarnej i deszczowej w Jednostce Wojskowej 2305 Gdańsk Westerplatte". Chodzi o siedzibę oddziału wodnego najbardziej elitarnej jednostki specjalnej GROM.

To nie pierwszy raz

– Nasze wizerunki są tajne, siedziby, wyposażenie. Nawet nie można podawać tego, jak liczne są oddziały specjalne, a tu takie coś. To jakaś kpina – bulwersuje się jeden z komandosów. – Jeśli tak to wszystko ma wyglądać, to dajmy sobie spokój z tą tajnością.

Sprawa jest tym bardziej zaskakująca, że wczesną jesienią ubiegłego roku ten sam Rejonowy Zarząd Infrastruktury w Gdyni rozpisał inny przetarg na rozbudowę Formozy. Wtedy też wojskowi urzędnicy umieścili w internecie plany siedziby jednostki. Kiedy dowiedział się o tym dowódca morskich komandosów komandor Dariusz Wichniarek, zgłosił sprawę do Żandarmerii Wojskowej i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Gdy te sprawdziły już rozstrzygnięty przetarg, okazało się, że remont siedziby Formozy robią firmy, które nawet nie miały certyfikatów wymaganych ustawą o ochronie informacji niejawnych. Plany siedziby zniknęły z internetu, a firmom bez odpowiednich certyfikatów podziękowano za współpracę.

– Jeśli taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz, można przyjąć, że to głupota, ale jeśli takie rzeczy dzieją się po raz kolejny, to już jest jakiś sabotaż albo dywersja – oburza się jeden z komandosów GROM.

Podobnego zdania jest Janusz Walczak, były oficer Marynarki Wojskowej. – Ujawnienie takich informacji w przypadku każdej innej jednostki wojskowej nie byłoby w mojej ocenie problemem, ale jednostki specjalne przeznaczone m.in. do zwalczania terroryzmu są tzw. wrażliwym elementem funkcjonowania państwa – zaznacza. I dodaje, że ujawnienie planów ich siedzib godzi po prostu w bezpieczeństwo kraju.

Kontrwywiad wojskowy zaspał?

Jak to możliwe, że plany siedzib tajnych jednostek znalazły się w internecie? Sprawami inwestycji budowlanych, remontów, napraw zajmują się Rejonowe Zarządy Infrastruktury. Podlegają one Wojskowemu Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy.

Jak wyjaśniają rozmówcy "Rz", dowódcy poszczególnych jednostek mogą jedynie na takie usługi składać zapotrzebowanie. Nie mają zaś wpływu na to, jak te inwestycje będą przebiegać ani nawet kiedy zostaną rozpisane przetargi.

– Urzędnicy wojskowi, którzy siedzą w RZI, nie chcą się przemęczać – zarzuca Walczak. – A zorganizowanie przez nich niejawnego przetargu wymagałoby trochę zachodu. Trzeba by było zorganizować tajną kancelarię, zaprosić służby specjalne, przygotować odpowiednie procedury. A tak wrzuca się informacje do Internetu i sprawa z głowy.

Jak twierdzą nasi rozmówcy, takie sytuacje się zdarzają, bo urzędnicy wojskowi obecnie bardziej boją się naruszenia ustawy o zamówieniach publicznych niż ustawy o ochronie informacji niejawnych.

Tak zwana infrastruktura krytyczna państwa, jaką są m.in. siedziby jednostek specjalnych, powinna podlegać szczególnej ochronie wojskowych służb specjalnych i Żandarmerii Wojskowej.

– Facet z infrastruktury może się pomylić, ale służby powinny szybko zareagować – mówi jeden z oficerów. Jego zdaniem za takie zaniedbanie minister obrony narodowej powinien wyciągnąć konsekwencje wobec szefów wojskowych służb.

– To jest totalna kompromitacja  – uważa gen. Tadeusz Rusak, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych. – To one powinny takie informacje chronić. A to, co się stało, świadczy o tym, że kontrwywiad wojskowy po prostu u nas nie istnieje. SKW nie odpowiedziała wczoraj "Rz" na pytania w tej sprawie.

Obietnica MON

Co na to resort obrony? Po naszych pytaniach załączniki do przetargów natychmiast zniknęły z sieci.

– Dowództwo Wojsk Specjalnych już analizuje tę sytuację – zapewnia Jacek Sońta, rzecznik MON. I obiecuje, że to ostatni przypadek, gdy tak szczegółowe informacje dotyczące jednostek specjalnych można było oglądać w sieci.

źródło: RP

__________________________________________________
 
środa, 10 sierpnia 2011

Pierwsza kobieta dowódcą okrętu Royal Navy

39-letnia Sarah West będzie pierwszą kobietą w historii brytyjskiej marynarki wojennej, która obejmie dowództwo na okręcie Jej Królewskiej Mości - poinformowało ministerstwo obrony Wielkiej Brytanii.

- West będzie dowodzić fregatą HMS Portland i obejmie komendę w kwietniu przyszłego roku - powiedział rzecznik resortu obrony, cytowany przez agencję Reuters.

Komandor porucznik Sarah West pochodzi z Lincolnshire, we wschodniej Anglii, i jako pierwsza przełamała tabu wokół służby kobiet we flocie wojennej. Jej wcześniejsze doświadczenia wojskowe obejmują m.in. służbę w brytyjskich siłach morskich stacjonujących w Zatoce Perskiej.

Kobiety służą w Royal Navy od 1991 roku i stanowią ok. 10 procent personelu tego rodzaju wojsk. Wciąż nie mogą służyć m.in. w piechocie morskiej (Royal Marines) i na okrętach podwodnych.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
środa, 11 sierpnia 2011

Zdymisjonowany generał: odchodzę z wojska

Anatol Czaban, jeden z trzech generałów zdymisjonowanych w ubiegłym tygodniu wraz z innymi oficerami Sił Powietrznych, odchodzi z wojska. O decyzji wypowiedzenia służby generał poinformował dzisiaj.

W przesłanym oświadczeniu generał – w ostatnim czasie asystent szefa Sztabu Generalnego ds. Sił Powietrznych, wcześniej szef szkolenia Sił Powietrznych - za bezpodstawne uznał przypisywanie mu bezpośredniej odpowiedzialności za szkolenie lotnicze w jednostkach wojskowych, w tym w 36. specjalnym pułku lotnictwa transportowego.

"Wszystko, co się działo od 10 kwietnia 2010 r., jest straszne dla mnie, a szczególnie dla mojej rodziny. Czułem wewnętrznie, że w części głównej raportu (komisji Jerzego Millera ws. katastrofy smoleńskiej-red.), dotyczącej odpowiedzialności, nie znajdzie się moje stanowisko i się nie znalazło. Jest wymienione tylko raz w jedynym zaleceniu, dotyczącym szkolenia personelu w WIML (Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej - red.)" – zaznaczył.

- Chciałem bronić dobrego imienia żołnierzy 36. pułku. Po katastrofie nikt oprócz mnie nie chciał się za bardzo wypowiadać. Może nie zawsze przekazałem w pełni wiarygodne informacje, bazowałem na otrzymywanych materiałach, często przygotowywanych w pośpiechu. Za to przepraszam – oświadczył.

Dodał, że pułkowi "obiecywano nowe samoloty i śmigłowce, tworzono wizje wspaniałej przyszłości, a jednocześnie zlecano coraz więcej zadań", a zlecenia przychodziły spoza Dowództwa Sił Powietrznych.

Podkreślił, że jego zadaniem jako szefa szkolenia Sił Powietrznych było kierowanie „procesami szkolenia bojowego, taktyczno–specjalnego i ogólnowojskowego w Siłach Powietrznych i instytucjach wojskowego szkolnictwa zawodowego”, a także „przygotowanie jednostek do działań w systemie obrony powietrznej i współpracę międzynarodową”. Zaznaczył, że szczegółowy opis obowiązków szefa szkolenia SP jest tajny.

- Nigdy nie powiedziałem, że szkolenie na symulatorach jest niepotrzebne – napisał. Dodał, że "w przypadku braku symulatora, jedyną metodą treningu, stosowaną również w innych państwach jest metoda »pieszo latając«”, w której wykorzystuje się kabinę samolotu, modele samolotów, a czasami tylko wyobraźnię; i są to sposoby używane także przez pilotów akrobatycznych z całego świata.

Po katastrofie smoleńskiej Czaban mówił, że załoga, która wykonywała lot do Smoleńska, była właściwie wyszkolona, miała wszystkie uprawnienia oraz była zgrana. Raport Millera stwierdził m.in., że w pułku zaniedbywano wymagania dotyczące szkoleń, treningów i kontroli lotników, a pierwszy pilot w dniu katastrofy nie miał aktualnych uprawnień do lotu jako dowódca załogi. Niedostateczne uprawnienia mieli także drugi pilot i nawigator.

Czaban mówił też, że strona polska zrezygnowała ze szkoleń lotników na symulatorach w Rosji w 2007 roku, uznając, iż symulatory Tu-154 w wersji znacznie różniącej się od wersji zmodernizowanych polskich maszyn specjalnych nie spełniają kryteriów szkolenia. Po katastrofie pułk powrócił do szkoleń na symulatorach, umowę w sprawie szkoleń załóg w Moskwie podpisano w czerwcu tego roku.

W ciągu całego okresu służby "zawsze starałem się dawać z siebie wszystko i bronić dobrego imienia, honoru i godności żołnierza polskiego i Sił Powietrznych (...). Wyszkoliłem wielu pilotów, z których do tej pory nikt nie zginął. Większość jest już w cywilu" – oświadczył generał.

Odnosząc się do komentarzy w mediach o jego awansie po katastrofie smoleńskiej, Czaban oświadczył: "Nie przeniesiono mnie na wyższe stanowisko służbowe do Sztab Generalnego Wojska Polskiego". "Wręcz przeciwnie ze stanowiska o ogromnej odpowiedzialności w systemie obrony kraju przeszedłem na doradcę-urzędnika" – napisał Czaban, który w lipcu 2010 roku został asystentem szefa Sztabu Generalnego. Jak ocenił, "nie jest to stanowisko bardziej prestiżowe".

- Nie byłem awansowany w czasie pracy w SG WP. Nominację na generała dywizji otrzymałem 15 sierpnia 2009 r. z rąk prezydenta Pana Lecha Kaczyńskiego; na stanowisko szefa szkolenia wyznaczył mnie minister Aleksander Szczygło i zawsze będę szanować jego decyzje – zaznaczył.

- Ludzie pytają, jak się czuję. Odpowiadam - fatalnie - tak jakbym został w ciemnym przejściu podziemnym wrzucony do szczeliny, zasypany kamieniami i jedynym moim pragnieniem jest, aby krew wypłynęła na powierzchnię i wskazała miejsce zbrodni - opisał swe obecne samopoczucie.

W ubiegły czwartek Czaban, asystent szefa Sztabu Generalnego ds. Sił Powietrznych, a wcześniej szef szkolenia Sił Powietrznych, został zdymisjonowany i przeniesiony do rezerwy kadrowej.

Rozformowanie 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego i dymisje 13 oficerów odpowiedzialnych za szkolenie pilotów, w tym 3 generałów, wśród nich Czabana, były pierwszymi decyzjami ministra obrony Tomasza Siemoniaka, o których poinformowano na wspólnej konferencji prasowej premiera Donalda Tuska i szefa MON w ubiegły czwartek.

Czaban był szefem szkolenia Sił Powietrznych od lipca 2007 do lipca 2010, kiedy został asystentem szefa Sztabu Generalnego ds. Sił Powietrznych. Zastąpił na tym stanowisku gen. broni Lecha Majewskiego, który od maja ubiegłego roku jest dowódcą Sił Powietrznych. Następcą Czabana na stanowisku szefa szkolenia SP został gen. dyw. Leszek Cwojdziński, także zdymisjonowany przez nowego ministra obrony.

źródło: PAP 

__________________________________________________
wtorek, 9 sierpnia 2011

Pierwszy chiński lotniskowiec wypłynął w morze

Pierwszy chiński lotniskowiec wypłynął w środę w próbny rejs. Jak poinformowała oficjalna agencja Xinhua, okręt opuścił port Dalian w północno-wschodnich Chinach, ale wkrótce do niego powróci.

Lotniskowiec nazwany "Shi Lang" to były radziecki okręt o nazwie "Wariag", który po rozpadzie ZSRR nigdy nie został ukończony. Pod koniec lat 90-tych Chiny kupiły go od Ukrainy. Władze w Pekinie zapewniają, że po modernizacji ma on służyć do celów szkoleniowych. "Shi Lang" ma około 300 metrów długości i 73 metry szerokości. Napędzają go silniki konwencjonalne.

Według niepotwierdzonych informacji, Chińczycy budują w stoczni w Szanghaju całkowicie własny lotniskowiec, a może nawet dwa. Zdaniem obserwatorów, Chinom zależy na posiadaniu lotniskowców, by zyskać przewagę na morzu wobec licznych sporów terytorialnych z sąsiadami.

W ostatnich miesiącach ponownie rozgorzał chińsko-wietnamski spór o archipelagi małych wysp, Parceli i Spratlay. Pod dnem morskim wokół tych niewielkich skrawków lądów i raf kryją się duże złoża ropy naftowej i gazu.

źródło: PAP

__________________________________________________
wtorek, 9 sierpnia 2011

Kłopoty b. dowódców i żołnierzy GROM po kontroli CBA

CBA skierowało do Naczelnej Prokuratury Wojskowej zawiadomienie w sprawie przetargów w jednostce specjalnej GROM. Według biura mogło dojść do złamania prawa przez dwóch byłych dowódców jednostki i 16 żołnierzy.

Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński poinformował, że zawiadomienie dotyczy przetargów z okresu 2002-2010 i jest efektem kontroli przeprowadzanej przez agentów CBA w jednostce od 6 grudnia ubiegłego roku.

Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy byli dowódcy, którzy mogli złamać prawo to płk Piotr Patalong oraz płk Jerzy Gut. Rzecznik CBA nie chciał jednak tego potwierdzić.

- Kilkumiesięczne postępowanie wykazało nieprawidłowości świadczące o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w trzech przetargach dotyczących zakupu 58 samochodów terenowych i specjalistycznego sprzętu - powiedział Dobrzyński.

Jak dodał, dlatego szef CBA Paweł Wojtunik przesłał do Naczelnego Prokuratora Wojskowego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłych dowódców i żołnierzy GROM. Dołączył do niego wniosek o wszczęcie w tej sprawie śledztwa i powierzenie go do prowadzenia CBA.

W grudniu, gdy kontrola się rozpoczęła, Dobrzyński mówił, że CBA samo zdecydowało się na sprawdzenie przetargów w GROM-ie. Pytany o przyczyny takiej decyzji mówił jedynie, że "biuro ma taki ustawowy obowiązek".

W sprawie nieprawidłowości w jednostce specjalnej GROM śledztwo prowadzi już Wojskowa Prokuratura Okręgowa. Chodzi o nieprawidłowości w zaopatrywaniu w artykuły mundurowe. Zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków usłyszało 12 osób.

W ubiegłym roku w GROM przeprowadzane były też dwie kontrole MON. Pierwsza z nich, wiosną, dotyczyła lat 2008-2010, a wszczęto ją po doniesieniach żołnierzy, mających zastrzeżenia do polityki kadrowej ówczesnego dowódcy. Ich zarzuty nie zostały potwierdzone.

Druga kontrola zakończyła się 30 listopada. Ówczesny minister obrony Bogdan Klich mówił, że z jej ustaleń wynika, iż w jednostce nie ma poważnych nieprawidłowości.

GROM (Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego) powstał w 1990 r. Komandosi tej jednostki brali udział w misjach na Haiti, w Sławonii, Kosowie, Afganistanie, Zatoce Perskiej i w Iraku. Za twórców GROM uznawani są gen. Sławomir Petelicki - pierwszy dowódca, a także b. minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski. W 1995 r. jednostka przyjęła za patrona Cichociemnych - legendarnych komandosów - spadochroniarzy Armii Krajowej.

Do września 1999 GROM podlegał MSWiA, potem został podporządkowany MON. Wtedy też ówczesny koordynator służb specjalnych Janusz Pałubicki odwołał Petelickiego ze stanowiska dowódcy. W maju 2000 r. dowódcą został płk Roman Polko, który dowodził nią do stycznia 2004 r., kiedy to odszedł ze służby. Zastąpił go płk Tadeusz Sapierzyński. Polko wrócił na stanowisko na początku 2006 r. i dowodził jednostką do listopada 2006 r., kiedy - odchodząc na stanowisko wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego - przekazał dowodzenie płk. Piotrowi Patalongowi.

W marcu 2008 r. płk Patalong został przeniesiony na stanowisko dowódcy 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku Białej, którego kilkunastu żołnierzy miało konflikt z prawem. Jak mówił wtedy Klich, Patalong miał tam uzdrowić sytuację. Tymczasowym dowódcą GROM został ppłk Jerzy Gut - wówczas zastępca Patalonga. Gut kierował wtedy jednostką przez cztery miesiące, do lipca 2008 r. Wtedy dowódcą został płk Dariusz Zawadka - b. żołnierz GROM, powołany z rezerwy.

Latem 2010 r. Zawadka złożył wypowiedzenie ze stanowiska. Według pojawiających się w mediach nieoficjalnych informacji powodem odejścia Zawadki miały być planowane zmiany kadrowe i zapowiedź powołania przez prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego na stanowisko dowódcy Wojsk Specjalnych płk. Patalonga.

Sam Zawadka temu zaprzeczał. W rozmowie z tygodnikiem "Polityka" tłumaczył, że udało mu się "wyciągnąć jednostkę z zapaści" i powstrzymać falę odejść żołnierzy, ale nie udało mu się przekonać ministra obrony do jego wizji przyszłości jednostki. Uznał więc, że nieuczciwe byłoby pozostawanie na stanowisku do końca kadencji. "Nie można brać pieniędzy za wykonywanie zadań, których się nie akceptuje" - mówił. Od sierpnia ub.r. dowódcą GROM był płk Jerzy Gut.

Pod koniec lipca br. nowym szefem GROM został ppłk Piotr Gąstał. Gut został awansowany na zastępcę dowódcy Wojsk Specjalnych gen. Piotra Patalonga.

źródło: PAP

__________________________________________________
czwartek, 4 sierpnia 2011

36. pułk specjalny został zlikwidowany

36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego zostanie rozformowany, 13 oficerów, w tym 3 generałów zostało zdymisjonowanych - to pierwsze zmiany w polskim wojsku. Poinformowano o nich na wspólnej konferencji premiera i nowego ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka.

- Jako rząd jesteśmy bardzo zdeterminowani, by szybko i - jak sądzę nie bezboleśnie - wdrażać rekomendacje komisji Millera - powiedział premier Tusk. Podkreślił, że "już dawno nie było takiego poczucia, że kondycja i reputacja polskiego wojska jest równoznaczna z reputacją polskiego państwa".

- Pilna naprawa niektórych fragmentów polskich sił zbrojnych jest równoznaczna z naprawą sytuacji w państwie - mówił szef rządu.

Donald Tusk poinformował, że zaakceptował pierwsze decyzje nowego szefa MON.

36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego zostanie zlikwidowany. Tusk ujawnił też, że zdymisjonowano 13 oficerów - w tym trzech generałów: Anatola Czabana (b. szefa szkolenia Sił Powietrznych, obecnie asystent szefa Sztabu Generalnego WP ds. Sił Powietrznych), Leszka Cwojdzińskiego (obecny szef Szkolenia Sił Powietrznych) i Zbigniewa Galca (zastępca Dowódcy Operacyjnego Sił Zbrojnych).

Odchodzi również dotychczasowy wiceszef MON Czesław Piątas. Jego miejsce zajmuje Czesław Mroczek, który pełnił funkcję wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Szef MON Tomasz Siemoniak powiedział dziennikarzom, że nowy wiceminister będzie odpowiadał m.in. za wdrożenie zaleceń raportu polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Dodał, że podjął również decyzje o zwolnieniu dyrektora generalnego i dyrektora departamentu kontroli MON. Z kolei szef Sztabu Generalnego ma przygotować informację dotyczącą zmian przeprowadzanych w wojsku w związku z pracami komisji Millera.

Siemoniak powiedział, że po rozwiązaniu 36. specpułku najważniejsze osoby w państwie będą częściej korzystać z lotów rejsowych. - Dowództwo sił powietrznych zostanie przeze mnie zobowiązane do stworzenia nowej komórki odpowiedzialnej za śmigłowce – stwierdził. - Dla wiarygodności sił powietrznych nasza determinacja ma duże znaczenie – dodał.

Siemoniak oświadczył również, że dla dobrych pilotów i personelu rozformowanego 36. Specjalnego Pułk Lotnictwa Transportowego będzie miejsce w Siłach Powietrznych.

Pod koniec konferencji premier powiedział, że nie wie jeszcze, co stanie się z Tu-154M o numerze bocznym 102 i Jakami-40 oraz śmigłowcami, które pozostawały na stanie 36. specpułku. Jak stwierdził, "odpowiedni ludzie" będą podejmowali próby ich sprzedania. Premier opowiedział się za utrzymaniem obowiązującej dziś dzierżawy od LOT 2 embraerów wożących vip-ów.

- Wymieniliśmy na ten temat z prezydentem bardzo szczegółowe uwagi. Dwa embraery dzierżawione od narodowego przewoźnika zupełnie wystarczą, a na kraj potrzebny byłby raczej nowoczesny śmigłowiec - ocenił Tusk.

Premier zapowiedział, że przewozy najważniejszych osób w państwie z użyciem samolotów będą wykonywane już wyłącznie w formule cywilnej we współpracy z PLL LOT.

źródło: PAP

__________________________________________________
 
czwartek, 4 sierpnia 2011

Marynarka Wojenna w pokazach ratowniczych w Łebie

W sobotę, 6 sierpnia, Marynarka Wojenna weźmie udział w pokazowych ćwiczeniach ratowniczych pod hasłem „Bezpiecznie nad wodą w Łebie”. Działania służb ratowniczych zaprezentują: okręt ratowniczy ORP „Zbyszko” i Brzegowa Grupa Ratownicza z Dywizjonu Okrętów Wsparcia oraz śmigłowiec W-3RM „Anakonda” z 43. Bazy Lotnictwa Morskiego.

Pokaz działania służb ratowniczych rozpocznie się w sobotę o godzinie 12:00. Jako pierwsza do akcji przystąpi załoga śmigłowca „Anakonda”, podejmując na pokład rozbitka z wody oraz współpracując z jednostką MSPiR m/s „Huragan”. Następnie marynarze z Brzegowej Grupy Ratowniczej zaprezentują możliwości manewrowe łodzi ratowniczych. O godzinie 16:00 załoga „Anakondy” wykonana kolejne zadanie, przekazując poszkodowanego z pokładu do karetki pogotowia przy użyciu noszy opuszczanych ze śmigłowca. Kilka minut później ponownie będzie można zobaczyć marynarzy z Brzegowej Grupy Ratowniczej, którzy tym razem przedstawią różnorodne techniki ratownicze i ewakuacyjne. Nad bezpieczeństwem ćwiczących cały czas czuwać będzie okręt ratowniczy ORP „Zbyszko” – największa jednostka biorąca udział w ćwiczeniu. W pokazach udział wezmą także Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa oraz Morski Oddział Straży Granicznej.

Weekend z ratownikami z Marynarki Wojennej rozpocznie się już w piątek, 5 sierpnia. Od godziny 11:00 do 17:00 na Skwerze Rybaka w Łebie swój sprzęt i wyposażenie prezentować będą marynarze z Brzegowej Grupy Ratowniczej. W tym samym miejscu i czasie oraz w dniu 6 sierpnia pomiędzy 11:00 a 17:00 przy Kapitanacie Portu w Łebie będzie można również uzyskać informacje na temat służby w Narodowych Siłach Rezerwowych. Do dyspozycji potencjalnych kandydatów będą między innymi specjaliści z 44. Bazy Lotnictwa Morskiego w Siemirowicach i Darłowie.

Ćwiczenia ratownicze są stałym elementem szkolenia wszystkich jednostek MW. Rocznie Marynarka Wojenna organizuje lub uczestniczy w kilkudziesięciu ćwiczeniach i pokazach ratowniczych w kraju i zagranicą. Ponadto wszystkie manewry bez względu na charakter i typ jednostek obejmują zawsze elementy akcji SAR, obrony przeciwawaryjnej oraz pomocy uszkodzonym jednostkom. Każde ćwiczenie lub też pokaz ratowniczy ma na celu poprawę efektywności, doskonalenie procedur ratowniczych, szukanie nowych rozwiązań kooperacyjnych, jak również ułatwienie przeprowadzania faktycznych akcji ratowniczych przy współdziałaniu ze służbami cywilnymi.

źródło: MW RP

__________________________________________________
czwartek, 4 sierpnia 2011

Pierwsze decyzje ministra

04.08. Warszawa. Czesław Mroczek nowym sekretarzem stanu w MON, konsekwentna realizacja zaleceń komisji Jerzego Millera, rozwiązanie 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, dymisja 13 oficerów odpowiedzialnych za szkolenie lotnicze w Siłach Powietrznych oraz przyszłe kontrole także innych obszarów Sił Zbrojnych – o tym m.in. poinformowali podczas wspólnej konferencji prasowej Prezes Rady Ministrów Donald Tusk oraz minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

esteśmy jako Rząd bardzo zdeterminowani, aby szybko i jak sądzę nie bezboleśnie wdrażać rekomendacje komisji Millera po katastrofie smoleńskiej – powiedział Donald Tusk. Prezes Rady Ministrów poinformował, że zaakceptował decyzje ministra obrony dotyczące zwolnienia ze stanowisk 3 generałów i 10 oficerów Sił Powietrznych odpowiedzialnych za szkolenie lotnicze - dotyczą one m. in. gen. dyw. pil. Anatola Czabana, gen. dyw. pil. Leszka Cwojdzińskiego oraz gen. dyw. Zbigniewa Galca.

Jeśli chodzi o cywilną część MON-u podpisałem także propozycje jakie złożył minister Siemoniak. Odchodzi minister Czesław Piątas. W jego miejsce podpisałem nominację na sekretarza stanu Czesławowi Mroczkowi, dotychczasowemu wiceszefowi komisji obrony narodowej – powiedział premier. Minister Siemoniak poinformował, że wszczął procedurę zwolnienia Dyrektora Generalnego MON oraz dyrektora Departamentu Kontroli.

Jak zapowiedział minister Tomasz Siemoniak, nowemu sekretarzowi stanu w MON Czesławowi Mroczkowi powierzona zostanie funkcja pełnomocnika MON ds. wdrożenia wniosków z raportu komisji ministra Millera. To jest najważniejsze zadanie, które Premier postawił nowemu sekretarzowi stanu – podkreślił szef MON.
Prezes Rady Ministrów przekazał również informację o rozformowaniu 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Premier powiedział, że loty samolotami będą realizowane w oparciu o narodowego przewoźnika. Przewozy najważniejszych osób w państwie śmigłowcami zabezpieczone będą przez Siły Powietrzne. Dowódca Sił Powietrznych zostanie przeze mnie zobowiązany do utworzenia jednostki odpowiedzialnej za obsługę tych osób jeśli chodzi o śmigłowce – powiedział minister Siemoniak.

źródło: DGI MON

__________________________________________________
środa, 3 sierpnia 2011

Niezwykłe wyzwanie dla inżynierów z wojska

Żołnierze dęblińskiego batalionu drogowo-mostowego kończą budowę 36-metrowego drewnianego mostu na rzece Pilica we wsi Chałupy (woj. łódzkie). Mieszkańcy tej małej wsi znaleźli się przed rokiem w trudnej sytuacji, kiedy wezbrana rzeka zniszczyła zbudowaną przez nich samych przeprawę.

Uszkodzenie przeprawy przez rzekę uniemożliwia mieszkańcom wsi przemieszczanie się z jej jednego brzegu na drugi. Dodatkowo po przeciwnej stronie rzeki znajdują się łąki i uprawy należące do mieszkańców Chałup. Najbliższy most znajduje się około osiem kilometrów od ich wioski.

- To nie był jakiś solidny betonowy most, ale taka prowizorka drewniana. Ponad 40 lat nam służył. Postawiliśmy go sami, sami remontowaliśmy, własnymi rękami. A jak się robi rękami, a nie maszyną, to wiadomo, że to nie jest mocne. Ale nam wystarczyło, nawet Zetor dał radę przejechać - opowiada Wiesław Stępień, sołtys Chałup. - Przed rokiem powódź most rozniosła. Potem burmistrz, jakimś cudem, wojsko zwerbował. Wdzięczni mu jesteśmy. Tyle lat żeśmy się z tym mostem mordowali, tyle zwierząt i sprzętu rolniczego tam się potopiło – dodaje.

Największym problemem w odbudowie mostu był fakt, iż wcześniej była to samowola budowlana. Nie było żadnego projektu, ani żadnych dokumentów, które stwierdzałyby, że został on wybudowany zgodnie z prawem. Dodatkowo, droga do mostu – według map geodezyjnych – nie była drogą, więc gmina nie mogła odbudować przeprawy samodzielnie.

Burmistrz Przedborza wystąpił do sztabu zarządzania kryzysowego wojewody łódzkiego, z prośbą o pomoc dla mieszkańców Chałup. Wojewoda zgodził się i na prośbę mieszkańców przekazał wszelkie wnioski do Ministerstwa Obrony Narodowej. Rozkaz odbudowy przeprawy otrzymał I Batalion Drogowo-mostowy z Dęblina.

– Dla gospodarzy z Chałup to bardzo ważna inwestycja, bo jej ukończenie wiąże się z rozwiązaniem problemu dnia codziennego, a ten doskwiera im od czasu, kiedy most rozpadł się na dobre – powiedział sierżant sztabowy Robert Pieńkosz, rzecznik prasowy batalionu. - Pierwszy etap rozpoczęliśmy późną jesienią ubiegłego roku. Później musieliśmy zawiesić roboty. Aż do lipca tego roku. Uzgodnienia techniczne, porozumienia z ekologami w sprawie obszaru NATURA 2000, uzupełnianie dokumentacji, do tego nieprzyjazna aura i nurt Pilicy – to czynniki, które przesunęły w czasie odbudowę tak wyczekiwanego w Chałupach mostu – dodał.

Most zostanie najprawdopodobniej ukończony przed czasem. Pierwotnie, termin oddania przeprawy do użytkowania, wytyczony był na 31 sierpnia.

źródło: SG WP

__________________________________________________
 
środa, 3 sierpnia 2011

Historia łączności w nowej odsłonie

Słynna maszyna szyfrująca Enigma, radiostacja zrzutowa żołnierzy Armii Krajowej oraz amerykańska radiostacja skonstruowana na potrzeby konfliktu w Wietnamie – to tylko część bogatej ekspozycji Sali Tradycji Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu.

O tym, że w Zegrzu szkoli się łącznościowców na potrzeby Sił Zbrojnych, wiedzą praktycznie wszyscy interesujący się tematyką wojska. Zdecydowanie mniej osób wie natomiast, że w zegrzyńskim Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki (CSŁiI) znajduje się niezwykle ciekawa ekspozycja sprzętu oraz pamiątek ilustrujących bogatą historię kolejnych pokoleń polskich łącznościowców. Zgromadzonych w Sali Tradycji eksponatów nie powstydziłyby się nawet największe muzea, są bowiem wśród nich prawdziwe perełki, takie jak doskonale zachowana, słynna niemiecka maszyna szyfrująca Enigma, czy też produkowana w Wielkiej Brytanii radiostacja zrzutowa AP-5, która była jedną z najlepszych konstrukcji radiostacji wywiadowczych w czasie II Wojny Światowej. Produkowana głównie na potrzeby brytyjskiego wywiadu wojskowego, trafiała również do  ruchów oporu w Europie i w konspiracyjnej działalności korzystali z niej m.in. żołnierze Armii Krajowej.

Mniej bogatą, ale również ciekawą historię mają też inne eksponaty, takie jak np. radiostacja PRC-25, szeroko używana przez amerykańskie wojska w czasie konfliktu w Wietnamie. Warto też zwrócić uwagę na wyprodukowany w 1942 roku nadajnik ratunkowy BC-778-D „Gibson Girl”, przeznaczony do nadawania sygnały SOS przez rozbitków ze statków i samolotów. Dużym zainteresowaniem wśród zwiedzających cieszy się unikatowy, polski mikrokomputer domowy Meritum I z 1983 roku, którego „sercem” jest NRD-owski procesor o szybkości … 2,5 Mhz i pamięci RAM 17 kb.

W ostatnim czasie Sala Tradycji CSŁiI przeszła gruntowną renowację, zmieniono wystrój wnętrz, dodano też nowe eksponaty, zdjęcia i pamiątki, dzięki czemu całość nabrała nowego kształtu i blasku. Osobną ekspozycję stanowią nieco bardziej współczesne pojazdy łączności, wśród których największą atrakcją są doskonale zachowane i nadal popularne UAZ-y, czyli wozy dowodzenia WD-43 i RD-115 oraz wozy dowodzenia na transporterze SKOT.

Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki umożliwia bezpłatne zwiedzanie Sali Tradycji, jednak termin wizyty w zegrzyńskiej jednostce wojskowej należy wcześniej ustalić z kapitanem Marcinem Syrówką, nr tel. (22) 248-3612.

źródło: SG WP

__________________________________________________
środa, 3 sierpnia 2011

Dlaczego analogowe radiostacje do Hond? - polemika do artykułu R. Zielińskiego i S. Jadczaka, pt. "Głuchy policjant na motorze" (DGP 03.08.2011)

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” opublikowano dziś artykuł Roberta Zielińskiego i Szymona Jadczaka pt. „Głuchy policjant na motorze”, w którym stwierdzono, że radiostacje zamontowane w policyjnych Hondach na terenie czterech miast są bezużyteczne. Czy rzeczywiście tak jest? Biorąc pod uwagę fakt, że podstawowym systemem łączności służb w Polsce jest system analogowy, w którym to funkcjonuje również Krajowa Sieć Współdziałania i Alarmowania, a w miastach są wydzielone kanały do tego typu łączności policjantów ruchu drogowego, stwierdzenie to wydaje się być niewłaściwe.

W ubiegłym roku polska Policja zakupiła 368 motocykli Honda CBF 1000 wraz z analogowym systemem łączności. Motocykle te z powodzeniem pełnią służbę na terenie większości polskich miast. Dokonując wyboru systemu łączności w 2008 roku, kiedy to formułowano wymogi do specyfikacji zamówienia, wzięto pod uwagę kilka elementów.

Po pierwsze, system łączności analogowej był wówczas i nadal jest podstawowym systemem łączności służb w całym kraju, w tym także w miastach, które wdrożyły na swoim terenie łączność cyfrową (dziś to zaledwie cztery miasta: Warszawa, Kraków, Łódź i Szczecin). Oczywiście nie oznacza to, że jest on lepszy od systemu cyfrowego, ale to właśnie ten system obejmuje swoim zasięgiem cały kraj i jest uznawany za system podstawowy.

Po drugie, w Polsce funkcjonuje Krajowa Sieć Współdziałania i Alarmowania (KSWA), która jest również systemem analogowym, a korzystają z niego Policja, Straż Pożarna, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa i BOR.

Po trzecie, w każdym z czterech miast, w których oprócz systemu analogowego funkcjonuje system cyfrowy, funkcjonują specjalne kanały łączności analogowej dla policjantów ruchu drogowego, dzięki czemu policjanci pracujący na motocyklach, także w Szczecinie, Krakowie, Warszawie czy Łodzi, mogą bez przeszkód kontaktować się z dyżurnym jednostki i innymi policjantami (radiowozy policyjne także są wyposażone w oba systemy łączności – nie tylko w Polsce, ale także w innych państwach). Potwierdzają to naczelnicy wydziałów łączności z wymienionych wyżej miast.

Po czwarte, przy dużych zabezpieczeniach, chociażby w ramach Euro 2012 czy Prezydencji, zakłada się uczestniczenie w działaniach policyjnych motocykli z całego kraju, a zatem łączność między nimi jest zapewniona tylko dzięki łączności analogowej.

Po piąte, w momencie formułowania specyfikacji istotnych warunków zamówienia, w 2008 roku, policyjni motocykliści uznali za bardzo ważny element nowego zakupu, łączność podkaskową (intercom), umożliwiającą ciągłą komunikację pomiędzy policjantami pracującymi na motocyklach, w niewielkiej odległości od siebie. Przy takim rozwiązaniu mogą swobodnie prowadzić komunikację między sobą w trakcie jazdy, nie zajmując kanału, na którym pracują inni policjanci. Z analizy rynku wynikało wówczas, że jedynie zakupione rozwiązanie, z systemem analogowym dawało taką możliwość.

źródło: policja.pl

__________________________________________________

 

środa, 3 sierpnia 2011

Głuchy policjant na motorze. 5,5 mln wydała KGP na bezużyteczne radiostacje

5,5 mln złotych wydała KGP na wyposażenie niemal 370 nowych motocykli honda w analogowe radiostacje. Ale w czterech dużych miastach funkcjonuje system komunikacji cyfrowej, więc w efekcie radiostacje są tam bezużyteczne.

Na oficjalnej witrynie policji kupno 368 motocykli to powód do dumy: „Motocykle są wyposażone w nowoczesny, zintegrowany system łączności podkaskowej” – brzmi komentarz do filmiku, w którym prezentowane są zalety finansowanego ze środków unijnych zakupu.

 

Jednak jak ustalił „DGP” wspólnie z programem TVN „Uwaga”, policja ukrywa, że system jest niemal bezużyteczny w czterech dużych miastach: Warszawie, Łodzi, Krakowie i Szczecinie. – Mikrofony i słuchawki w kaskach pozwalają komunikować się bez odrywania rąk od kierownicy. Ale nie w tych miastach. Tu koledzy używają w trakcie jazdy telefonów komórkowych, aby porozumieć się z partnerem w patrolu albo oficerem dyżurnym – ujawnia nam funkcjonariusz zachodniopomorskiej policji Marcin Tomczak.

Przetarg na dostawę 368 motocykli wraz z systemem łączności zorganizowała i przeprowadziła w 2010 roku Komenda Główna Policji. Najkorzystniejszą ofertą okazała się Honda CBF 1000 wyposażona w zgodną ze specyfikacją istotnych warunków zamówienia radiostacją analogową z Radmoru. Wartość całego przetargu to 23 miliony zł, a każdego systemu łączności podkaskowej – 15 tysięcy zł.

– W KGP zapomniano, że w tych czterech miastach nasza łączność oparta jest na technologii cyfrowej. Czyli policjanci na hondach mogą porozmawiać między sobą, ale już z oficerem dyżurnym i kolegami w radiowozach nie mają kontaktu – wyjaśnia jeden z policjantów.

Aż 30 takich motocykli trafiło do Warszawy, kolejnych kilkanaście do pozostałych miast z łącznością cyfrową.

Jak łączność wygląda w praktyce, obserwowaliśmy podczas niedawnej wizyty prezydenta USA Baracka Obamy. Jego eskortę honorową tworzyli właśnie policjanci na nowiutkich hondach. Po tym wydarzeniu zapytaliśmy ich, czemu nie mają anten w radiostacjach, bez których ta po prostu nie działa. Choć chwilę wcześniej dzielili się uwagami na temat samych motocykli, to nagle zamilkli: – Na to pytanie może odpowiedzieć jedynie rzecznik – ucinali dalsze pytania. Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego Komendy Głównej zapewnia, że policyjni technicy pracują nad rozwiązaniem integrującym systemy łączności analogowej z cyfrową. – Ta integracja polega wyłącznie na używaniu telefonów komórkowych. To przez nie lub ręczne radiostacje komunikujemy się z oficerem dyżurnym lub kolegami w radiowozach – kpi oficer policji z Łodzi.

– Trudno nie myśleć o sytuacji, gdy ruszę w pościg, zostanę ranny lub wywrócę się i nie będę miał nawet jak wezwać pomocy, bo moja radiostacja jest głucha – kwituje jeden z policyjnych motocyklistów.

Według ekspertów problemów można było łatwo uniknąć – wystarczyłoby, że KGP zorganizowała oddzielny przetarg na cyfrowe radiostacje dla motocykli przeznaczonych dla tych czterech miast. – Wystawiamy mandat kierowcom aut za rozmowę przez telefon. Tylko w Komendzie Głównej nie wiedzą, że używanie komórki podczas jazdy motocyklem jest znacznie niebezpieczniejsze – komentuje jeden z naszych rozmówców.

Policyjne przetargi, czyli raz z górki, raz pod górkę

Polscy policjanci mają do dyspozycji ponad 12 tysięcy radiowozów, prawie 500 ciężkich motocykli i osiem śmigłowców. Wśród najnowszych zakupów jest 600 furgonetek marki Mercedes Sprinter i budzący kontrowersje wybór 120 alf romeo. Aktualnie minister spraw wewnętrznych i administracji kontroluje szczegóły tego przetargu po serii tekstów, które ukazały się na łamach „DGP”. Opisywaliśmy m.in. przypadki odkręcania się kół w alfach romeo oraz problemy, jakie stwarzają zainstalowane w nich radiostacje.

Same policyjne zakupy od lat wywołują mocne kontrowersje. Do najsłynniejszych należy kupno radiowozów egzotycznej rumuńskiej marki Aro. Był to pierwszy i ostatni sukces firmy, gdyż wkrótce potem zbankrutowała. Mimo powtarzających się wątpliwości policyjni logistycy mają również sukcesy – organizują np. licytacje elektroniczne, które pozwalają kupować sprzęt znacznie taniej. Zaś skuteczności w ściąganiu środków unijnych zazdroszczą im inne jednostki administracji.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

__________________________________________________

 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Przekazanie obowiązków Ministra Obrony Narodowej

2.08. We wtorek na dziedzińcu przed siedzibą MON odbyła się uroczystość przekazania obowiązków przez ministra Bogdana Klicha nowemu ministrowi obrony narodowej Tomaszowi Siemoniakowi.

Podczas odbywającej się w asyście Kompanii Reprezentacyjnej WP ceremonii obecni byli m.in. sekretarz stanu ds. społecznych i profesjonalizacji Czesław Piątas, szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Cieniuch, podsekretarz stanu ds. uzbrojenia i modernizacji Marcin Idzik, podsekretarz stanu ds. polityki obronnej dr Zbigniew Włosowicz, Dyrektor Generalny MON Jacek Olbrycht, a także dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych oraz kadra kierownicza resortu.

źródło: DG MON

__________________________________________________
poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Kolejne zmiany w Cytadeli

Zgodnie z decyzją Ministra Obrony Narodowej z dniem 1 sierpnia 2011 roku kilku oficerów pożegna się z Dowództwem Wojsk Lądowych, obejmując kolejne stanowiska służbowe poza strukturami Wojsk Lądowych. Na uroczystej zbiórce, która odbyła się 28 lipca w warszawskiej Cytadeli, odchodzących pożegnał Szef Szkolenia Wojsk Lądowych generał dywizji Paweł Lamla.

Swoją służbę w Dowództwie Wojsk Lądowych zakończyli: pułkownik Grzegorz Kobusiński, podpułkownik Grzegorz Banak, podpułkownik Krzysztof Tokarczyk, podpułkownik Mariusz Marczewski, major Mariusz Żabiński i major Dariusz Kostysiak. Kilku oficerów obejmie nowe stanowiska służbowe w Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych. Przypadł mi w udziale zaszczyt pożegnania oficerów, którzy wyznaczeni zostali na kolejne stanowiska służbowe, w większości odchodzą do Bydgoszczy. Jest to rezultat utworzenia nowej instytucji, która ma zająć się także rozwojem Wojsk Lądowych. Pan generał Kochanowski szeroką ławą wygarnął naszych specjalistów. Ale istnieje taka potrzeba, aby Panowie zasilili szeregi tej instytucji. Ona również potrzebuje ludzi dojrzałych i doświadczonych, którzy jednocześnie odważnie patrzą w przyszłość – zwrócił się do żegnanych zastępujący Dowódcę Wojsk Lądowych Szef Szkolenia. Generał Paweł Lamla podziękował wszystkim za profesjonalizm i pracę, jaką włożyli na rzecz rozwoju Wojsk Lądowych oraz wyraził nadzieję, że ich przejście do Centrum sprawi, że dwustronna współpraca między instytucjami ułoży się z korzyścią dla obu stron.

W czasie uroczystości akty wyznaczenia na kolejne i pierwsze stanowiska w Dowództwie Wojsk Lądowych z rąk generała dywizji Pawła Lamli odebrali: podpułkownik Dominik Kamiński awansowany z dniem objęcia nowego stanowiska do stopnia pułkownika, podpułkownik Stanisław Oszust, major Kazimierz Czapracki awansowany z dniem objęcia obowiązków do stopnia podpułkownika, major Dariusz Wierucki awansowany z dniem objęcia stanowiska do stopnia podpułkownika, major Rafał Fudal awansowany jednocześnie do stopnia podpułkownika, major Zbigniew Wójcik awansowany do stopnia podpułkownika, major Aleksy Wieremczuk oraz major Juliusz Sawicki awansowany do stopnia podpułkownika.

Wszystkim nowo przybyłym i obejmującym nowe stanowiska Panom życzę szybkiej aklimatyzacji i podołania nowym obowiązkom. Awanse to wymierny efekt Waszej pracy i cieszę się ogromnie, że stoi przede mną w większości młoda, perspektywiczna kadra. Jest to przykład na to, że nie tylko pustoszeją nasze szeregi, ale też jest to szansa awansu dla młodych, perspektywicznych oficerów, którzy awansują i pną się w górę na kolejne stanowiska - podkreślał generał Lamla. Jednocześnie zauważył, że awanse i możliwość poświęcenia się pracy jest w dużej mierze wynikiem wsparcia, jakiego żołnierzom udzielają ich najbliżsi.

Dodatkowym, a jednocześnie miłym akcentem uroczystości było pożegnanie kończącego swoją służbę w Polsce oficera armii Stanów Zjednoczonych, podpułkownika Michaela Kaffki oraz powitanie jego następcy majora Claudiusa Robinsona. Wręczając podpułkownikowi Kaffce pamiątkową flagę Wojsk Lądowych, Szef Szkolenia podziękował oficerowi za jego efektywną, owocną i ciężką pracę w obszarze współpracy amerykańsko - polskiej, zwłaszcza z pionem szkolenia Wojsk Lądowych. Jak podkreślił generał Lamla, jej efektem było wiele udanych przedsięwzięć i szkoleń, które pomagały między innymi właściwie przygotować kolejne zmiany polskich kontyngentów wojskowych. Następcy, majorowi Robinsonowi, życzył, by jak najszybciej wdrożył się do nowej pracy, w czym jak zaznaczył generał, pomoże mu z pewnością dobra znajomość języka polskiego.

Zgodnie z tradycją uroczystość zakończyło wykonanie wspólnej fotografii pamiątkowej.

źródło: SG WP

__________________________________________________
poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Zaproszenie na konferencję prasową

Już niedługo największa w Polsce rekonstrukcja lądowania Aliantów w Normandii

ZAPROSZENIE NA KONFERENCJĘ PRASOWĄ

Okręt-Muzeum ORP Błyskawica

Czwartek, 4 sierpnia o godz. 11:00

Gdynia, Skwer Kościuszki

D Day Hel 2011

67. rocznica największej w Europie operacji desantowej będzie miała swoje obchody także w Polsce.

W dniach 14 -21 sierpnia na plażach Helu kilkuset rekonstruktorów odtworzy historyczną bitwę u wybrzeży Normandii. Wszystko rozpocznie się lądowaniem amerykańskich wojsk, a następnie „walki” przeniosą się w rejon bunkrów Rejonu Umocnionego Hel.

Już po raz trzeci partnerem jednej z najciekawszych rekonstrukcji historycznych tego lata w Polsce będzie Discovery Historia. W tym roku imprezę objął swoim patronatem również kanał Discovery Channel.

Ponad 300 rekonstruktorów, 4 tiry sprzętu, 40 pojazdów wojskowych, w tym słynny czołg Sherman. To jedyna taka rekonstrukcja w Polsce.

Tylko na Helu istnieją warunki, by odtworzyćte wojenne zmagania. Rejon Umocniony Hel to kilkadziesiąt bunkrów, stanowisk ogniowych i instalacji militarnych.

To aż 8 dni obcowania z żywą historią!

Źródło: SG WP

__________________________________________________
 

Wiadomości, "niusy", ciekawostki, aktualności - różne, różniste... Cool

 

piątek, 28 lipca 2011

Pilot tupolewów wyraża opinię nt. przyczyn katastrofy smoleńskiej

Lech Karpowicz, emerytowany pilot tupolewów z wieloletnim stażem, przedstawił swoje zdanie na temat przyczyn katastrofy samolotu Tu-154M, z zaznaczeniem że nie czytał wniosków raportu komisji.

Lech Karpowicz: "Latałem 35,5 roku w PLL LOT, z tego 30 lat byłem kapitanem i przez ileś tam lat na Tu-154. Miałem do czynienia z kolegami, którzy w różnych okolicznościach przychodzili z wojska i rzeczywiście oni byli gorzej wyszkoleni i różnie adaptowali się do latania w liniach lotniczych.

Pilot, który ma symulatory, który ćwiczy sytuacje niebezpieczne, typu awarie, gorsza pogoda, odejście na drugi krąg, pożar silnika jednego, drugiego czy trzeciego, to on się pewniej czuje w lataniu rzeczywistym.

Czy tam była mgła, czy jej nie było, czy byli gorsi czy lepsi kontrolerzy... Oni się rozbili dlatego, że zeszli poniżej wysokości decyzji i podjęli decyzję o odejściu na drugi krąg ze zbyt niskiej wysokości. Dochodząc do wysokości 120 metrów, jak nie stwierdzili, że widać ziemię, to powinni odejść na drugi krąg i albo poczekać, mając w zapasie paliwo, albo - jeśli nie mieli, mieli za mało albo mieli inną propozycję pracowników kancelarii - powinni odejść na lotnisko zapasowe.

Gdyby oni dwie sekundy wcześniej podjęli decyzję, to by się uratowali. Proszę pamiętać, że Tu-154 to bardzo specyficzny samolot, jeśli chodzi o odejście na drugi krąg. Od momentu podjęcia decyzji, że odchodzimy na drugi krąg, a to się wszystko odbywa w momencie zniżania się, do momentu, kiedy samolot zaczyna się wznosić (...), może jeszcze utracić do 50 metrów wysokości.

Była presja i nieprzestrzeganie podstawowych zasad wykonywania lotów, czyli kontynuowanie podejścia poniżej wysokości decyzji. U nich był ten przypadek, że oni zaczęli odchodzić, czy ręcznie, czy automatycznie to nie ma znaczenia, i uderzyli w to drzewo już nie w locie ślizgowym, schodząc do lądowania, tylko już silniki były na pełnej mocy i zaczęli się wznosić. I gdyby nie to drzewo, to oni by się uratowali.

Dlaczego samolot rozleciał się na takie małe kawałeczki? Jest to możliwe, bo samolot był w fazie przejścia na drugi krąg, czyli silniki pracowały na pełnej mocy. A proszę wziąć pod uwagę, że te silniki, to jest trzy razy po 10,5 tony ciągu, czyli 31,5 tony ten samolot cisnęły w ogon, bo one są zamocowane - jak wiadomo - z tyłu. I dopóki ten samolot się nie sprasował w drobny mak, one pracowały do końca. To był ten problem, że te silniki pracowały na pełnej mocy".

Źródło: PAP

__________________________________________________
 

Tomasz Siemoniak


Absolwent Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz stypendysta Uniwersytetu w Duisburgu (Niemcy).

Działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, pełniąc obowiązki przewodniczącego NZS w SGPiS i sekretarza Krajowej Komisji Koordynacyjnej; w latach 1994-1996 pracował w Telewizji Polskiej SA, m.in. na stanowisku dyrektora Biura Oddziałów Terenowych i dyrektora Programu 1. W 1997 roku był koordynatorem programu Media i Demokracja w Instytucie Spraw Publicznych; w latach 1998-2000 sprawował funkcję dyrektora Biura Prasy i Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej; od 1998 do 2002 roku pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej; w latach 1998-2000 Radny Gminy Warszawa Centrum oraz wiceprzewodniczący Komisji Kultury Rady; od grudnia 2000 do lipca 2002 wiceprezydent m.st. Warszawy; w latach 2002-2006 członek Zarządu Polskiego Radia SA., a następnie od listopada 2006 do listopada 2007 roku pełnił funkcję wicemarszałka w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego.

Urodzony 2.07.1967 r. Żonaty, ma córkę i syna.

piątek, 28 lipca 2011

Nowy szef MON

- Na miejsce Bogdana Klicha na szefa MON zaproponuję sekretarza stanu MSWiA Tomasza Siemoniaka. Będę oczekiwał od nowego ministra obrony narodowej rozpoczęcie procesu wdrażania zmian w kwestii bezpieczeństwa lotów - zapowiedział Tusk.

Źródło: PAP

__________________________________________________
 
piątek, 28 lipca 2011

Dymisja szefa MON Bogdana Klicha. Tusk ją przyjął

- Wczoraj na moje ręce rezygnację złożył minister Bogdan Klich. Dzisiaj przyjmuje tę rezygnację. Czekaliśmy obaj na efekty pracy komisji Jerzego Millera - powiedział premier Donald Tusk na konferencji po publikacji raportu komisji Jerzego Millera, która badała przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Źródło: PAP

__________________________________________________
 
piątek, 28 lipca 2011

Raport komisji Millera dotyczący katastrofy rządowego TU-154 w Smoleńsku

Dzisiaj, o godzinie 10-tej, został opublikowany raport komisji Millera. Postanowiliśmy nie komentować niczego związanego z katastrofą, a jedynie odwołać się do Państwa rozsądku, i opublikować raport oraz białą księgę autorstwa komisji sejmowej pod przewodnictwem Macierewicza.

Raport komisji MSWIA pod kierownictwem Jerzego Millera nt. katastrofy rządowego TU-154M w Smoleńsku - KLIKNIJ!

Biała Księga Smoleńskiej Tragedii autorstwa Antoniego Macierewicza - KLIKNIJ!

Wasza Żołna

__________________________________________________
wtorek, 26 lipca 2011

REKORDOWE IGRZYSKA

12 dyscyplin, 102 sportowców i… 43 medale, w tym 14 zdobytych przez reprezentantów Marynarki Wojennej. To bilans udziału reprezentacji Wojska Polskiego w V Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych. W niedzielę, 24 lipca o godzinie 18:00 (23:00 czasu polskiego) w Rio de Janeiro odbyła się ceremonia zamknięcia olimpiady.

Polska w klasyfikacji medalowej igrzysk zajęła najlepsze w historii, 4. miejsce (tuż za Włochami, które zdobyły tylko o jeden złoty krążek więcej). Klasyfikację wygrała Brazylia przed Chinami. Marynarze wchodzący w skład reprezentacji Wojska Polskiego zdobyli 4 złote, 7 srebrnych i 3 brązowe medale. Trzy medale przywozi z Igrzysk por. mar. Sławomira Szpek.

Wszystkie informacje na temat startów Polaków na V Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych w Rio de Janeiro można znaleźć na oficjalnej stronie reprezentacji Wojska Polskiego.


ZŁOTE MEDALE ZDOBYLI:

marynarz Daria Pogorzelec – judo
starszy marynarz Daria Lajn - bieg na orientację (drużynowo)
starszy marynarz Marlena Wieleba - bieg na orientację (drużynowo)
starszy marynarz Mateusz Wensław – bieg na orientację (drużynowo)
starszy marynarz Karol MOREK – pięciobój morski (drużynowo)
starszy marynarz Mateusz SZURMIEJ – pięciobój morski (drużynowo)
starszy marynarz Jacek ŚLIWIŃSKI – pięciobój morski (drużynowo)
starszy marynarz Łukasz ZIĘBA – pięciobój morski (drużynowo)
marynarz Maciej JANISZEWSKI – pięciobój morski (drużynowo)

 

SREBRNE MEDALE ZDOBYLI:

starszy marynarz Daria Lajn - bieg na orientację
starszy marynarz Robert Krawczyk – judo
starszy marynarz Jacek Śliwiński – pięciobój morski
bosman Marcin Richert – bieg na orientację (drużynowo)
starszy marynarz Mateusz Wensław - bieg na orientację (drużynowo)
porucznik marynarki Sławomira Szpek – strzelectwo (indywidualnie i drużynowo)
starszy marynarz Karolina Bujakowska – strzelectwo (drużynowo)
starszy marynarz Agnieszka Korejwo – strzelectwo (drużynowo)
ppor. mar. Joanna Sowa – żeglarstwo (drużynowo)
starszy mat podchorąży Magdalena Kaczyńska – żeglarstwo (drużynowo)
starszy mat podchorąży Aleksandra Tułodziecka – żeglarstwo (drużynowo)
marynarz Zofia Truchanowicz – żeglarstwo (drużynowo)
marynarz Katarzyna Tylińska – żeglarstwo (drużynowo)

 

BRĄZOWE MEDALE ZDOBYLI:

porucznik marynarki Sławomira Szpek – strzelectwo (Military Rapid Fire)
starszy marynarz Robert Krawczyk - judo (drużynowo)
mł. chor. sztab. mar. Ireneusz Kamiński – żeglarstwo (drużynowo)
marynarz Marcin Czajkowski – żeglarstwo (drużynowo)
marynarz Piotr Przybylski – żeglarstwo (drużynowo)
marynarz Maciej Grabowski – żeglarstwo (drużynowo)

Źródło: MW

__________________________________________________
poniedziałek, 25 lipca 2011

URATOWALI TONĄCEGO

Marynarze z okrętu ORP „Błyskawica” uratowali człowieka, który wpadł do basenu portowego w Gdyni i zaczął się topić. Do zdarzenia doszło w sobotę, 23 lipca nad ranem. Marynarze wyciągnęli poszkodowanego z wody i przekazali do karetki pogotowia.

O godzinie 5:23 marynarz wachtowy zauważył wpadającego do wody człowieka, który zaczął się topić. Wachtowy zaalarmował pozostałych członków załogi i rzucił tonącemu koło ratunkowe. Marynarze wyciągnęli tonącego z wody i wezwali właściwe służby. Na miejsce przybyła straż miejsca i pogotowie ratunkowe. Poszkodowany został przekazany obsadzie karetki pogotowia. Cała akcja ratunkowa, od chwili wpadnięcia do wody do odjazdu karetki trwała niespełna siedem minut.

„Służę na okręcie już 19 lat i w tym czasie mieliśmy kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt, udanych akcji ratunkowych” powiedział dowodzący akcją oficer dyżurny okrętu mł. chor. mar. Dariusz Chełmowski. „Bardzo się cieszę, że po raz kolejny uratowaliśmy człowiekowi życie. To wszystko dzięki błyskawicznej reakcji wachtowego – marynarza Sławomira Szkutnika i bardzo dobrej współpracy dwóch pozostałych członków mojej służby – pomocnika oficera dyżurnego marynarza Łukasza Nowaczyka i dyżurnego elektryka marynarza Pawła Mrożka”.

ORP „Błyskawica” to okręt muzeum, który zacumowany jest przy Skwerze Kościuszki w Gdyni. Rocznie odwiedza go kilkadziesiąt tysięcy turystów. Okręt wchodzi w skład Marynarki Wojennej. Służy na nim etatowa załoga zawodowych marynarzy, którzy pełnią całodobowe wachty.

Źródło: MW

__________________________________________________
czwartek, 21 lipca 2011

Moda na survival

Choć zapewne niewielu łodzian zamierza spędzić urlop, przedzierając się samotnie przez dżunglę czy wędrując przez pustynię, w sklepach z militariami nie brakuje chętnych na noże, krzesiwa czy linki tnące drewno.

– Modę na survival (czyli sztukę przetrwania w ekstremalnych warunkach) zapoczątkował telewizyjny bohater Bear Grylls, który uczy, jak dawać sobie radę w każdej sytuacji – mówi Rafał Wieczorek ze sklepu z białą bronią przy ul. Narutowicza. – Noże sprzedawane w opakowaniach z jego podobizną cieszą się uznaniem wśród klientów. Popularne są także wielofunkcyjne scyzoryki armii szwajcarskiej, których mamy ponad 50 modeli. 


Najlepiej wyposażone mają między innymi przenośną pamięć USB czy wysokościomierz, który pokazuje dane na wyświetlaczu. Ich ceny wahają się od 40 do około 300 zł. Można też kupić noże podobne do tego, którym w filmach o Rambo posługiwał się Sylwester Stalone – ma ostrze z wyjątkowo twardej stali, a rękojeść obłożoną skórą bizona. Kosztuje 387 złotych. 

 


W ofercie sklepów są także linki-piły, którymi można przeciąć kawałek drewna. 
Do lamusa odchodzą natomiast busole i kompasy, które niegdyś obowiązkowo nosił przy sobie każdy harcerz.
 


– To dlatego, że coraz mniej osób potrafi z nich korzystać – mówi sprzedawca. – Teraz korzystają z nawigacji GPS.

Źródło: Express

__________________________________________________
środa, 20 lipca 2011

Przysięga wojskowa w Zegrzu

22 lipca w zegrzyńskim Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki odbędzie się uroczysta przysięga wojskowa żołnierzy służby przygotowawczej do Narodowych Sił Rezerwowych (NSR).

Przysięga wojskowa jest jednym z najważniejszych wydarzeń w służbie każdego żołnierza. Już w najbliższy piątek, 22 lipca, w tej wyjątkowej i niezwykle podniosłej uroczystości udział wezmą żołnierze III-go w tym roku turnusu służby przygotowawczej do NSR, którzy pod koniec czerwca, jako ochotnicy, rozpoczęli czteromiesięczne szkolenie w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki (CSŁiI) w Zegrzu. W obecności licznie zaproszonych gości, rodzin oraz bliskich, 130 elewów (w tym 18 kobiet) wypowie słowa roty przysięgi, czyniąc kolejny krok na drodze do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych.

Uroczysty apel z okazji przysięgi wojskowej rozpocznie się o godz. 9:00, ale już godzinę wcześniej każdy, bez przepustki, będzie mógł wejść na teren zegrzyńskiej jednostki i zobaczyć miejsce, w którym od 1919 roku szkoli się łącznościowców na potrzeby Wojska Polskiego. Jedną z atrakcji będzie stoisko z nowoczesnym sprzętem łączności, gdzie zainteresowani obejrzą m.in. zautomatyzowany wóz dowodzenia ZWD-3 oraz Ruchowy Węzeł Łączności Cyfrowej RWŁC-10/T.

Będzie to już szósta w historii Centrum przysięga wojskowa żołnierzy służby przygotowawczej do NSR. Dotychczas szkolenie w Zegrzu ukończyło blisko 450 żołnierzy, uzyskując specjalności wojskowe takie jak m.in. obsługa radiostacji małej i średniej mocy oraz obsługa wozów dowodzenia.

Źródło: WP

__________________________________________________
środa, 20 lipca 2011

Przysięga z morzem w tle

W piątek, 22 lipca, przed Kapitanatem Portu w Ustce odbędzie się uroczysta przysięga wojskowa marynarzy elewów służby przygotowawczej do Narodowych Sił Rezerwowych. 60 ochotników złoży ślubowanie na sztandar Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w obecności swoich rodzin, mieszkańców Ustki i turystów.

29 czerwca, 60 ochotników (w tym 12 kobiet) pochodzących ze wszystkich regionów kraju, przekroczyło bramę koszar Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej, by odbyć służbę przygotowawczą do Narodowych Sił Rezerwowych na potrzeby Marynarki Wojennej. Po ukończeniu pierwszego etapu szkolenia podstawowego, złożą uroczystą przysięgę wojskową, która odbędzie się 22 lipca o godzinie 10:00 przed Kapitanatem Portu w Ustce. W trakcie ceremonii, rodzice marynarzy osiągających najlepsze wyniki w szkoleniu zostaną wyróżnieni listami gratulacyjnymi. Wszyscy wyjadą na swoją pierwszą przepustkę. Po uroczystości będzie możliwość obejrzenia sprzętu artyleryjskiego, który wystawi 9 dywizjon przeciwlotniczy Marynarki Wojennej z Ustki. Ceremonię uświetni Orkiestra Marynarki Wojennej ze Świnoujścia.

Służba przygotowawcza to nowy rodzaj służby wojskowej wprowadzony dla osób, które nigdy nie pełniły służby wojskowej, a chcą odbyć szkolenie wojskowe i w przyszłości wstąpić w szeregi Narodowych Sił Rezerwowych. Przez cztery miesiące ochotnicy będą się szkolić na potrzeby Marynarki Wojennej w kilku specjalnościach wojskowych, m.in.: obsługa artylerii okrętowej, obsługa min, trałów i bomb głębinowych, urządzeń hydroakustycznych, silników spalinowych czy systemów wodno - paliwowych i powietrznych. Proces kształcenia został podzielony na dwa etapy: szkolenie podstawowe, które trwa trzy miesiące oraz miesięczne szkolenie specjalistyczne, przygotowujące ochotników do objęcia konkretnych stanowisk w Narodowych Siłach Rezerwowych. Z chwilą rozpoczęcia pełnienia służby, żołnierze służby przygotowawczej w korpusie szeregowych otrzymują tytuł elewa. Okres służby przygotowawczej zakończy się egzaminem, który będzie podstawą do ubiegania się o stanowiska służbowe w ramach Narodowych Sił Rezerwowych. Służba przygotowawcza ma charakter całkowicie dobrowolny i dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiet.

Źródło: WP

__________________________________________________

 

wtorek, 19 lipca 2011

Na polach Grunwaldu

Żołnierze 16 Pomorskiej dywizji Zmechanizowanej oraz 15 Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej stanęli w 601 rocznicę na polu bitewnym pod Grunwaldem, by uczcić wielkie zwycięstwo polskiego rycerstwa.

16 lipca 2011 r. na polach Grunwaldu odbyła się uroczystość patriotyczno - wojskowa upamiętniająca chwałę oręża polskiego i zwycięstwo odniesione przez rycerstwo polskie wspierane przez siły litewsko - ruskie, czeskie, mołdawskie i tatarskie. 15 Brygada Zmechanizowana wystawiła kompanię honorową, poczet sztandarowy i flagowy. Uroczystością dowodził dowódca dywizjonu artylerii samobieżnej Giżyckiej  Brygady ppłk Grzegorz Potrzuski. W uroczystości uczestniczyli  premier Waldemar Pawlak, Radca Ministra Obrony Narodowej gen. dyw. Bogusław Pacek, Szef Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych gen. bryg. Andrzej Danielewski, zastępca dowódcy 16 Dywizji Zmechanizowanej gen. bryg. Krzysztof Makowski. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele władz państwowych, administracyjnych, samorządowych oraz służb mundurowych.

 

 
 
 
 

 

Źródło: WP

__________________________________________________

 

poniedziałek, 18 lipca 2011

Dbają o kondycję strzelecką

Na przykoszarowym obiekcie szkoleniowym PCO-2 odbyło się comiesięczne szkolenie strzeleckie dla żołnierzy dowództwa, sztabu, pionu szkolenia i dowódców pododdziałów, żagańskiej 34 Brygady Kawalerii Pancernej.

W ramach zajęć przygotowano strzelanie, polegające na sprawdzeniu celności i skupienia strzelającego z pistoletu wojskowego P-83. Zajęcia takie mają na celu utrzymywanie stałej, wysokiej skuteczności strzeleckiej, którą osiągnąć można tylko dzięki regularnym i częstym ćwiczeniom.

Obowiązkiem każdego żołnierza jest dbałość o formę i kondycję strzelecką, która w naszym fachu jest nieodzowna - powiedział kierownik strzelania kpt Maciej Strzygocki.

Źródło: WP

__________________________________________________
niedziela, 17 lipca 2011

Uroczystość patriotyczna przed Grobem Nieznanego Żołnierza

17 lipca 2011 r. z okazji 67. rocznicy powstania Odrodzonego Wojska Polskiego złożono wieńce na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Organizatorem uroczystości był Mazowiecki Oddział Wojewódzki Związku Weteranów i Rezerwistów oraz Zarząd Dzielnicy Śródmieście Miasta Stołecznego Warszawy.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej, Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Dowództwa Wojsk  Lądowych, Federacji Rosyjskiej, władz samorządowych i administracyjnych regionu oraz poczty sztandarowe organizacji kombatanckich i grupy rekonstrukcji historycznej.

Wojskową asystę honorową na uroczystości wystawiło Dowództwo Garnizonu Warszawa.

Źródło: WP

__________________________________________________