Buty i ubranie PDF Drukuj Email

BUTY. Tak w survivalu jak i w turystyce - są najważniejsze. Muszą być WYGODNE i chronić nogę, a najlepiej także i kostkę. Odpadają więc sandały i wszelkie szmaciane trampki (są dobre na odpoczynek w bazie).

- Podeszwy - Wystarczająco miękkie, żeby dały się zginać podzczas chodzenia, wystarczająco twarde, żeby chronić stopę przed urazami i z zbytnim zmęczeniem. Wybór nie jest prosty - niektóre podeszwy ślizgają się nawet na chodniku. Inne potrafią zachować przyczepność nawet na oblodzonej skale. Znak "Vibram" jest gwarancją jakości podeszwy, ale nie oznacza, że buty są "do wszystkiego", gdyż ta firma robi również podeszwy miejskie i sportowe. Najlepiej wybrać buty z podeszwą turystyczną. Jednak ciężka i sztywna podeszwa górska nie będzie się spisywać najlepiej na piaszczystych równinach a lekka podeszwa nizinna - na skałach. Warto dopasować buty do terenu działań.
- Tylko sznurowanie pozwala właściwie dopasować but do nogi - żadne rzepy, sprzączki czy wciągane mokasyny. Podczas zakupów warto sprawdzić, czy sznurówka nie będzie się przecierać na przelotkach. Dobrym pomysłem jest natychmiastowa wymiana wszystkich sznurówek i sznurków w odzieży na mocniejszą linkę rdzeniową. W razie czego będziesz dysponować mocnym sznurkiem np do rozpalania ognia łukiem czy budowy szałasu.
- Buty sportowe typu adidas - nie nadają się ani na dalekie marsze ani na trudniejsze warunki pogodowe. Można je zabrać na pierwszą wyprawę survivalową jeśli akurat je masz i nie chcesz kupować nic nowego. Potem jednak sam się przekonasz o ich wadach i zaczniesz szukać czegoś lepszego.
- Buty typu "glany" - są dobre na początek ale podeszwa ma taką konstrukcję, że śnieg wbija się w zagłębienia i tworzy pod podeszwą "koturny" (jakby dodatkowe obcasy).
- Buty z cordury są dobre przez rok-dwa-trzy, dopóki działa wewnętrzna mambrana gore-texowa. Późniejsza impregnacja dość szybko schodzi z cordury i buty zyskują właściwości trampków z twardą podeszwą - nadają się do noszenia w lecie. A porządną skórę - zawsze można zapastować.
- Stare buty wojskowe (tzw. opinacze, kaczory) - jeśli ktoś potrafił rozchodzić ich grubą skórę to miał buty na wiele lat. Jeśli nie - mnóstwo obtarć i bąbli.
- Nowsze buty wojskowe (tzw. desanty, miwy) - zużyłem kilka par ale ostatecznie z nich zrezygnowałem.
Ich zalety to: szybkie sznurowanie, podwójna skóra którą łatwo rozchodzić i niska cena. Wady: podeszwa jest "nieprzyjazna" dla stopy, podwójna skóra butów wolno schnie i buty niszczą się po roku-dwóch.
- Nowoczesne buty wojskowe - Kupczaki, Magnumy - zdecydowanie najlepszy stosunek jakości do ceny, lekkie, przyjazne użytkownikowi. Polecam!
- Buty dżunglowe (jungle boots) - nie przemawiają do mnie buty, które przemakają na byle rosie. Ale wielu się ze mną nie zgodzi.
- Buty trekkingowe (górskie) - obecnie mają u mnie najlepsze notowania. Jeśli pochodzą od znanego producenta to na pewno będą solidne. Niestety - ich ciężar i twarda podeszwa są męczące podczas chodzenia po płaskiej piaszczystej drodze.
Można czasem spotkać buty trekkingowe o nieco niższej cholewce tzw. 3/4 - są wygodniejsze do wędrówek nizinnych, bo nie usztywniają kostki a jedynie ją podpierają, co jest niezłym pomysłem.
- Półbuty turystyczne (hikingowe) - wyglądają trochę jak adidasy z twardszą podeszwą - są dobre na letnie wędrówki po leśnych drogach. Odpadają jednak na skałach i w biegach po lesie bo nie zabezpieczają kostki przed skręceniem.
- Sandały - dobre do kajaka i obozu ale nie na wędrówki - stopa jest nie osłonięta z boków. Używanie sandałów na górskich szlakach jest zwyczajnym proszeniem się o kłopoty - tu już nie liczy się CZY się skaleczysz ale KIEDY to się stanie.
- Trampki, tenisówki - dobre jako drugie obuwie do noszenia w obozie. Niestety podeszwa jest zbyt miękka, żeby ich używać na kamieniach. Również boki stopy nie są odpowiednio chronione przed urazami. Miałem kiedyś kolegę, który obuty w trampki rozorał sobie stopę do krwi i musiał się wycofać z wędrówki.

Wkładki - w porządnych butach powinny być fabryczne. Jeśli się zużyją - warto postarać się o nowe. Najlepiej fabryczne (np. z butów sportowych) albo korkowe. Odpadają filcowe i z karimaty. W zimie stanowią dodatkową izolację termiczną. Jeśli masz kłopoty ze stawami - możesz sobie zafundować amortyzujące żelowe podpiętki.

Buty usztywniające staw skokowy - to jeden z mitów turystycznych. Usztywniona kostka przydaje się tylko i wyłącznie podczas skoku ze spadochronem - najlepiej wtedy owinąć staw skokowy bandażem elastycznym i mocno zasznurować buty sięgające NAD kostkę. Chodzi się niewygodnie ale kostki będą bezpieczniejsze. Co nie znaczy że całkiem bezpieczne, o czym się przekonałem na własnej skórze.
W turystyce górskiej i survivalu dla zabezpieczenia stawu wystarczy but sięgający cholewką DO kostki - wtedy cholewka PODPIERA kostkę podczas wykręcania stopy w bok a jednocześnie nie przeszkadza przy chodzeniu. Jeśli już masz takie wysokie buty - możesz rozsznurować jedną-dwie górne przelotki.
Membrana gore-tex lub inna. Dzięki niej buty są wodoodporne ale też słabiej oddychają. W zimie są niezastąpione ale w lecie nie ma wielu deszczów - czasem tylko forsowanie kałuży lub strumyka. Z drugiej strony - buty ze skóry a bez membrany też będą miały problemy z wentylacją, chyba że będą miały specjalne otwory. A do forsowania strumienia skóra ma wystarczającą wodoodporność.
I pamiętaj: KAŻDA membrana jest wodoodporna na deszczu, KAŻDA membrana może przemoknąć na zroszonej łące (to kwestia ciśnienia i sposobu chodzenia) ale TYLKO membrany gore-tex zapewniają wodoodporność przez dłuższy czas tzn. kilka lat. Inne membrany skończą się po roku-dwóch (w zależności od intensywności użytkowania).
Rozmiar buta - przymierzając buty przed kupnem, załóż grube skarpety (nawet dwie pary, jeśli chcesz ich używać również w zimie) i zadbaj by długość butów była nieco większa od długości stopy (tak o grubość palca ręki). Dzięki temu w butach będziesz miał dość miejsca, gdy stopy ci spuchną od długiego marszu. I nie bój się, że noga będzie ci "latać" w bucie - to się da wyregulować odpowiednim sznurowaniem.


Reasumując: Należy dostosować rodzaj butów do warunków, w jakich będą użytkowane

- Góry - buty na kostkę lub 3/4 ze sztywną podeszwą (nie wojskowe)
- Równiny - buty z podeszwą półsztywną (niektóre wojskowe lub niskie)
- Upał - buty z dobrą wentylacją (najlepiej bez membrany)
- Błoto - buty z membraną
- Śnieg - buty do kostki lub wyższe z membraną (np. gore)

Zdaję sobie sprawę, że moje rady oznaczają 2-3 pary butów, ale dzięki temu będziesz przygotowany na każde warunki. Początkującym, których nie stać na kilka par butów proponuję: kupić jedną parę butów z gore (lub innym texem) a dopiero później w miarę potrzeb dokupić następne.
A teraz przemyśl taką sytuację survivalową jak w fimie "Cast away": Straciłeś buty i musisz sobie poradzić. Jak i z czego zrobiłbyś sobie buty? Oetzi wyplatał buty z włókien roślinnych i cieplał trawą.


SKARPETY - są bardzo ważne, bo to one stykają się ze skórą nóg.

- Żadnych skarpet elastycznych! Tylko nogi od nich śmierdzą.
Stara zasada, że najpierw trzeba włożyć skarpety bawełniane a na nie wełniane też nie ma sensu. Przecież mokra bawełna zatrzyma wilgoć przy nodze!
- Polar - przyjemny w dotyku i odsuwa wilgoć ale szybko się przeciera.
- Czysta wełna szybko się zużywa. Za szybko. I trzyma wilgoć.

Przez wiele lat chodziłem w 2 parach wojskowych skarpet z elano-wełny. Nawet jeśli do wnętrza buta wlało się trochę wody - wełna odsuwała wodę od skóry. Nie przecierały się tak jak czysta wełna.

Kiedy przestawiłem się na buty trekingowe z miękką wyściółką (bardziej dopasowane) musiałem przestawić się również na skarpety z płaskimi szwami. Są drogie ale bardzo wygodne. No i zamiast 2 par skarpet wojskowych wystarczy 1 para trekkingowych. Tylko trzeba zwrócić uwagę czy podeszwy skarpet są wystarczająco wyściełane.

Najlepsze są skarpety turystyczne z materiałów termoaktywnych: Coolmax, armicor, merino wool.

W terenie trzeba mieć CO NAJMNIEJ 3 komplety skarpet: jedna na nodze, jedna zapasowa i jedna suszy się po praniu. Jeszcze lepiej mieć większy zapas.
SKARPETY TRZEBA ZMIENIAĆ PRZYNAJMNIEJ RAZ DZIENNIE. Po zdjęciu skarpet warto je przeprać lub chociaż wytrzepać i przepłukać. Jeśli nie masz takiej możliwości, warto chociaż zdjąć buty i skarpety, wywietrzyć nogi, skarpety wytrzepać, może zamienić miejscami (prawa-lewa).


BIELIZNA (gacie) - każdy ją ma, ale nie każdy zdaje sobie sprawę jaka jest ważna.

Większości facetów którzy "trochę chodzą" rosną uda. A im grubsze uda tym mniej między nimi miejsca na... przyrodzenie. Mało miejsca, więc jest tarcie. Póki uda i bielizna są suche - nie ma problemu. Ale w czasie upałów zaczyna się problem - człowiek się poci na potęgę. Jeśli majtki się przepocą, wtedy zaczyna się gehenna - zaczerwienienia, obtarcia, ból. Taki delikwent chodzi okrakiem jak ułan po manewrach. Krótko mówiąc - "syndrom szeryfa". W takim momencie głupia gumka przy udzie może być problemem. Jak temu zaradzić? - Po pierwsze: Ubierać się tak, żeby w newralgicznym miejscu była wentylacja, czyli chłodzenie (krótkie spodnie lub luźne z nawiewem przez nogawki). Po drugie - zachować ciało i bieliznę w czystości. Po trzecie - w aptece można kupić środek na obtarcia - Alantan (maść lub puder) lub Sudocrem. Reagować należy już przy pierwszych oznakach a nawet przed (puder jest lepszy do zapobiegania a maść do leczenia). Mimo wielu prób nie udało mi się znaleźć bielizny "przeciwszeryfowej". Na pewno obcisła bielizna przeszkadza w wentylacji, ale żadna bielizna (łącznie z bokserkami) nie zapobiega obtarciom. Zastanawiam się, jak sobie radzili tacy np. żołnierze Legii Cudzoziemskiej podczas służby na pustyni? O syndromie szeryfa jest też tutaj.

Zimowa bielizna: kalesony - w zimie wręcz konieczne. Warto wydać kilkadziesiąt zł na kalesony z materiału "oddychającego" typu Merryl. Merryl w przeciwieństwie do Rhovyl-on czy Polar ma "srebrną nitkę" - dzięki czemu bielizna nie śmierdzi od potu, nawet przez kilka dni.

SPODNIE - Muszą być w miarę luźne, mieć kilka kieszeni i kolor na którym plamy np. z trawy nie będą widoczne. Z tego powodu wybór praktycznie ogranicza się do spodni robionych dla wojska, wędkarzy i myśliwych.

- Spodnie od starego polskiego mora - mam i noszę, ale tylko w chłodną, suchą pogodę. Są ciepłe i długo schną.
- Amerykańskie spodnie wojskowe - popularne M-65 lub BDU. Mam i chwalę sobie. Po zmoczeniu, schną dość szybko. Jednak nie liczcie na to, że przy przejściu przez gąszcz jeżyn wyłapią wszystkie kolce. Można je podwinąć nawet nad kolano, ale wentylacja krocza przez to się nie polepszy. (używam i chwalę)
- Wojskowe spodnie z tropikalnego materiału rip-stop (niektóre wersje BDU) - materiał delikatniejszy, schnie jeszcze szybciej od M-ek a przy podwinięciu nogawek miedzy mankietem a nogą pozostaje szpara na wentylację.
- Przy przedzieraniu się przez zaspy i podczas ulewy przydają się spodnie z gore-texu. Poza tymi okazjami gore-tex jest mało przydatny - za słabo oddycha (tym bardziej tańsze membrany. (czasem używam)
- Krótkie spodnie - powinien mieć je każdy kto rusza na letnią wyprawę. "Szeryf" naprawdę potrafi unieruchomić faceta.
- Spodnie turystyczne (letnie) wykonane z cienkiego materiału dobrze chronią przed słońcem i pokrzywami ale nie grzeją (używam i chwalę).
- Komu nie chce się nosić dwóch par spodni (długich i krótkich) może kupić długie spodnie z odpinanymi nogawkami - wojsko ich nie używa ale w sklepach turystycznych można dostać całkiem solidne. Ja obciąłem nogawki z moich zapasowych BDU i wszyłem zamek błyskawiczny.


KOSZULKA (1 warstwa - spodnia, Level I) - może być bawełniana, ale tylko w lecie. W zimie warto mieć koszulkę z materiału oddychającego (termoaktywną), która zapobiegnie chodzeniu z mokrymi plecami. Dobrze jeśli będzie miała "srebrną nitkę" - dzięki temu nie będziesz śmierdział już po kilku godzinach noszenia. Ja mam na zimne czasy koszulkę oddychającą z długim rękawem i rozpinanym golfem - jest dobra.

Należy rozróżniać odzież termiczną od termoaktywnej.

- Termiczny czyli termoizolacyjny - gruby materiał, który między swoimi włóknami więzi warstwę powietrza - izolatora termicznego.
- Termiczny więc będzie polar, sweter i 5 koszul flanelowych założonych na kupę.

- Termoaktywny - materiał, który dzięki konstrukcji swoich włókien aktywnie odprowadza wilgoć na zewnątrz. Siłą napędową tego procesu jest ciepło ludzkiego ciała (stąd nazwa: termo-aktywny).
- Termoaktywna będzie wełna, orginalny polartec, coolmax, rhovyl, meryl - nigdy bawełna. Uwaga: Gruby polar założony na bawełnę będzie działał tylko izolacyjnie (termicznie), ale założony na bieliznę termoaktywną będzie działał również termoaktywnie.


BLUZA (2 warstwa - termiczna, Level II) - między koszulką a kurtką.

- Bawełniana koszula lub dres nałożone na oddychającą koszulkę wchłaniają wilgoć. Po przyjściu na bazę można, ją wymienić na suchą a mokrą powiesić na piecu.
- Sweter - grzeje, a układ "kurtka na swetrze" jest praktycznie nieprzemakalny. Nawet jeśli kurtka jest z nieimpregnowanej bawełny lub zniszczonego tex'u.
- Polar - od czasów plecaka jest to najlepsza rzecz jaką wynaleziono dla turystów. Działa jak sweter ale jest praktyczniejszy i przyjemniejszy w dotyku. Grzeje nawet kiedy jest mokry. Uwaga: iskry z ogniska łatwo wypalają dziury! W nocy można go zwinąć w kulkę, związać rękawy i używać jak poduszki.

Warto ubierać się na cebulkę - warstwami. Dzięki temu można dopasować grubość warstwy termicznej do aktualnych warunków - temperatury, wysiłku, wiatru. Ale pogląd, że zamiast polara lepiej wybrać kilka koszul nie podoba mi się - koszule łatwo mokną i trudno schną. A kiedy są mokre - w przeciwieństwie do polara nie grzeją.

 

KURTKA (3 warstwa - wierzchnia, Level IV i Level V) - Powinna chronić przez zimnem, wiatrem i deszczem

- Ortalion - mocno impregnowany powoduje że pot zostaje wewnątrz kurtki. Słabiej impregnowany chroni tylko przed wiatrem. Jedyna jego zaleta - jest mały i łatwo się go pakuje.
- Ceratowe sztormiaki są niepraktyczne - ciężkie a brak wentylacji powoduje gromadzenie się wilgoci wewnątrz. Ale jeśli nie musimy nigdzie chodzić tylko stać na deszczu (np na jachcie) - jest idealny.
- Foliowe pelerynki są tanie i lekkie. Ale nie wytrzymują bliższego kontaktu z roślinnością. Można taką założyć na górskim szlaku, gdy rusza się tylko nogami. Jakiekolwiek prace "obozowe" w plerynce skutkują porwaniem tejże.
- Bawełna - wszystkie stare kangurki, anoraki, mora - założenie pod spód swetra lub polara (termoaktywnego) powoduje praktyczną nieprzemakalność: Sama kurtka moknie ale polar (lub wełna) nie puszcza wody w głąb. Niestety potem kurtka długo schnie i nie grzeje.
- Materiały membranowe wodoodporno-oddychające (gore-tex, aqua-tex, supra-tex) są dobre, tylko trzeba pamiętać że są bardziej wodoodporne niż oddychające. Na deszczu lub mrozie nasz pot skrapla się od wewnątrz, zanim zdąży wyparować przez błonę. Dlatego kupując taką kurtkę warto zwrócić uwagę na dodatkowe wywietrzniki. I pamiętajcie: na miasto i krótsze wycieczki wystarczy wodoodporność 5.000 mm. Słabsze kurtki mogą przemakać a mocniejsze pasują do cięższych warunków. Wodoodporność 15.000mm jest wystarczająca do wszystkich zastosowań survivalowo-turystycznych. Wodoodporność wyższa niż 20.000 służy już tylko poprawie samopoczucia, bo komfortu nie zwiększa.
Oddychalność kurtek membranowych też jest ważna - do wypraw i turystyki potrzeba oddychalności powyżej 10.000.
- Windstopper, windblocker, softshell - to materiały na bazie memmbrany o ograniczonej oiddychalności

Jeśli nie stać nas na materiały oddychające to najlepsza będzie bawełna i dodatkowa ochrona przed deszczem (poncho lub pałatka).

 

NAKRYCIE GŁOWY - niezbędne w zimie, przydatne w lecie.
Organizm ludzki jest tak skonstruowany, że ogrzewa przede wszystkim mózg. Więc po co mu utrudniać życie i łazić w zimie bez czapki? A na deszczu? Też się przyda coś na głowę.

- Czapka wełniana lub polarowa - potrzebna w zimie. Zwróć tylko uwagę na czapki z dzianiny bawełnianej bardzo powszechne w handlu: Gdy głowa ci się spoci - taka czapka nie pomoże jej wysuszyć tylko będzie tkwiła mokra na głowie.
- Kaptur - ocieplany w zimie, przeciwdeszczowy w lecie. Sam zimą do mojej M-65 używam kaptura od parki i uważam że jest genialny. Nawet w kompletnej zamieci nie trzeba nosić pod nim czapki.
- Kapelusz - najlepszy w lecie. Rondo przydaje się w deszczu, słońcu, krzakach i do moskitiery. Pomaga nawet przeciw kleszczom - nie wpadają za kołnierz.
- Czapka z daszkiem - daszek chroni oczy ale karku i uszu już nie. Spaliliście sobie kiedyś uszy na słońcu? Bo ja tak. Dlatego wolę kapelusz.
- Beret - wygląda bajerancko ale wykonany z filcu i bez daszka jest mniej praktyczny od czapki i kapelusza - w upale grzeje, na deszczu moknie.

 

RĘKAWICZKI - W zimie warto mieć nawet 2 warstwy (grzejącą i wodoodporną) np. Polar + gore-tex. I coś na zapas. A w lecie mogą wystarczyć rękawice robocze albo inne. Uwaga: obcięte palce ułatwiają wentylację i manipulacje, ale trzeba uważać np. na linach lub przy zbieraniu pokrzyw.

- Rękawiczki z dzianiny lubią się dziurawić, a dziura na palcu może BOLEĆ na mrozie. Wiem coś o tym.
- Rękawiczki skórzane są dobre do miasta, ale nie w terenie, gdzie mogą zmoknąć i zesztywnieć po wyschnięciu.
- Polar w zimowych rękawiczkach jest według mnie najlepszy. Jeśli ma być tylko 1 warstwa to koniecznie wind-stopper.
- Rękawice robocze - dobre do wielu prac obozowych, chronią przed skaleczeniami i trochę przed zimnem. Pod robocze można założyć polarowe i mamy zestaw zimowy.

 

 

INNE DROBIAZGI

- Bandana na szyi lub szalik - bardzo przydatne do ocierania potu, mycia, a czasem jako opatrunek.
- Chusta rurowa Buff - świetna jako zimowy golf lub awaryjnie jako czapka, szalokominiarka, piratka, myycka i na 20 innych sposobów.
- Arafatka przydatna do ocierania potu, oraz jw. ale jest zrobiona z grubszego materiału i w lecie raczej wieszam ją na plecaku aby nie nosić jej na szyi. Próbowałem też robić z niej zawój na głowie - działa.

Zawieszanie wszystkiego na pasie, ściskanie się nim i jeszcze dokładanie szelek bojowych tamuje wentylację pod ubraniem. Ma to sens w wojsku - kiedy wszystko powinno być pod ręką - broń, granaty. Na wyprawie survivalowej jedynym przypadkiem, kiedy konieczna jest takiej szybkości, który mogę sobie wyobrazić jest "strzał" aparatem fotograficznym do dzikiego zwierza. Normalnie wszystkie drobiazgi mogę nosić w plecaku. Jeśli już nie chcę go taszczyć ze sobą, a mimo to mieć pod ręką mnóstwo drobiazgów - zakładam kamizelkę z wieloma kieszeniami. Jeśli zdejmę z siebie i kamizelkę - pozostają spodnie: scyzoryk mam w kieszeni (przywiązany) a miniładownicę noszę na pasku.

- Moskitiera na kapelusz - przydatna rzecz. Nie trzeba smarować gęby chemią. Jedna uwaga - moskitiera na kapelusz kosztuje 25 zł a 2-osobowa na łóżko 90 zł.
- Stuptuty, chlapacze, błotołazy - ochraniają dolną część nóg i styk spodni z butami. Bardzo przydatne przy wędrówce po zaspach. Również tam, gdzie kamienie i piasek mogą nam wpaść do buta (np. na pustyni) oraz dla osłony spodni przed błotem.
- Poncho lub pałatka - połączenie funkcji przeciwdeszczowej (w lecie) i namiotu. Jedyną wadą jest to że pod spodem nie można nosić dużego plecaka. Pałatka jest cięższa, ale namiot zrobiony z 2 pałatek cieplejszy.
- Peleryna z "garbem" pozwala jednocześnie chronić plecak i człowieka. Niestety, jest robiona tylko przez kilka firm. Zagranicznych.